pierwszy chłopak, którego kochałam był synem pszczelarza,
miał tatuaże na łydkach i wykształcenie rolnicze. przez pięć godzin,
tydzień w tydzień, tam i z powrotem, w pociągu na ścianę
wschodnią dało się zgłębić klasyków myśli humanistycznej oraz serię
kryminałów z kluczykiem, wszystko to chowałam na dno plecaka
przed stacją końcową. nie lubiliśmy gadać, chyba że o ślubie,
ciężkich koronach, do dzisiaj zdarza mi się śnić królowanie w starej
cerkwi, budzi płacz dziecka, pytasz o sen, a ja ciągle się uśmiecham.
ogólnie lubimy ze sobą rozmawiać i mamy bogatą biblioteczkę,
za dużo w nas kultury i nie bywamy już zwierzętami.
pierwszy chłopak, którego kochałam miał dom koło pasieki,
nauczał w nim o pszczółkach i kwiatkach, był wtedy wygłodniałym
niedźwiedziem, ja też stawałam się czymś innym, ale bardzo
prawdziwym. czasami za tym tęsknię, płaczę, że wolał wesołe
i szczere dziewczyny, a przecież jesteś odpowiednim mężem;
wspólnie piszemy powieść o kosmicznych jeżach, płodzimy dzieci,
zabijamy miód wrzątkiem.
mi tam bym niedźzwierza nie zdrabniał..
zgłoś
Jednym tchem. Bardzo dobra puenta. Jedyny mankament (po pierwszym czytaniu), to trzykrotne "się" w drugiej strofce... A może - ja też bywałam?
zgłoś
Dziękuję za radę, trochę pozmieniałam i ostało się jedno "się" pozdrawiam :)
zgłoś
bdb! :)
zgłoś
super :)
zgłoś
Fajnie, że moja drobna uwaga się przydała. Sama bardzo cenię bystre oko czytelnika. Niestety ostatnio na Trumlu mało bystrych ocząt :) Pozdrawiam :)
zgłoś
cóż / się zdarza / ja szczęścia nie miałem / do córki pszczelarza //:-)
zgłoś