joanna staje w obronie honoru bratków

tak, bo nigdy nie pomyślałeś o kwiatach
na żółtej tapecie, z którą uciekały w poszukiwaniu
wody. za późno; więdną, zawijają się – teraz
klej, ale nie chcę martwej ściany. pozwólmy
 
odejść. tak, bo nigdy nie zrozumiesz, powiesz:
kobiety, będziesz bił pięściami w róże nieboszczki,
dopóki nie przylgną na dobre, nie weżrą się
w karton-gips i będzie: czego znów ryczysz? beze mnie
byś nie rozkwitła. musiało być mocno, z łamaniem
praw fizyki. prosiłam: przystopuj. pękam

z pożółkłą tapetą. nie zmieszczę w sobie zmarłych

goździków. tak, bo zawsze brałeś mnie z przymrużeniem,
bez pytania rozwijałeś, robiłeś lasso. a jednak beze mnie
nie sięgasz, kolejny raz: przytrzymaj tu, proszę.

Tomasz
28 maja 2010 o 18:21

skądś kojarzę Łucję J.

zgłoś

Waldemar Kazubek
24 czerwca 2010 o 00:37

Bardzo intensywny przekaz, robi wrażenie; po trzech czytaniach boję się spojrzeć na moje ściany, boję się spojrzeć na moje kobiety, kwiatów tutaj nie ma, dzięki J.M. za ten niepokój, który zasiałaś, wyrosną z tego może i bratki. Pozdrawiam.

zgłoś

Kontakt z redakcją



Zgłoś nadużycie


Opcja dostępna tylko dla użytkowników zalogowanych. Zarejestruj się