dwa końce

już nie zaryzykuje z brzydką – ona wciąż nie daje o sobie zapomnieć,
życzliwi pocieszyciele omijają pasztety z daleka – nikt go z niej nie wykopie.
jest w małgorzacie bardziej niż wtedy, rozrasta się szybko jak krwawnica.
z piękną joanną poszło łatwiej, krzyknęła trzy razy, po czym wtuliła się
w jakiegoś piotra albo marka, zamilkła. gośka tak nie może, roztrzęsiona ciska
 
w niego granaty: źle mi się śnisz, karmisz ostami. zlizujesz czekoladę
z nadgarstków księżniczek. zabawne, ona śni mu się całkiem dobrze,
czasem nawet za ładnie – wtedy boi się najbardziej, chce wygonić brzydulę
spod okien, spuszcza ze smyczy wszystkie wilki i szakale. brakuje mu ciepła
joanny, za łatwo dała się skreślić, uszczęśliwić przez tomasza albo roberta.
 
asi śniło się, że ktoś zrobił z niej szpetną wariatkę. 

Wanda Szczypiorska
31 lipca 2010 o 15:38

Bardzo dobry wiersz. To prawda, zę ci brzydcy maja w sobie coś takiego, że trudno o nich zapomnieć, są jakby głębsi, bardziej uparci, zdeterminowani.

zgłoś

Mirka Szychowiak
31 lipca 2010 o 16:57

zajebisty

zgłoś

Pi.
27 sierpnia 2010 o 10:17

do kajecika do kajecika mniam mniam. :)

zgłoś

Nesca
2 stycznia 2011 o 21:00

JAkim cudem ja cię przeoczyłam? Świetny tekst!

zgłoś

alt art
29 października 2013 o 14:56

zbyt ładnie..

zgłoś

Kontakt z redakcją



Zgłoś nadużycie


Opcja dostępna tylko dla użytkowników zalogowanych. Zarejestruj się