Dudniły kroki po ulicach
błękit zasnuły czarne ptaki,
plując śmiercią.
Skowronki z pieśnią szły w szeregach
z nadzieją w sercach i odwagą
w złowieszczą mgłę.
Wiosenne twarze zachmurzone;
padały jak pod kosą kwiaty -
dlaczego? Za co?
Krew – życiodajny cud natury,
stał nominałem niewymiernym -
okup za wolność.
A dzisiaj - gdzieś tam, pośród lasu;
omszały i obrosły zielem,
leży kamień.
I czasem tylko dzika róża
zapłacze nad nim rosą z rana,
czy z wieczora.
Nie zapomnijmy że to było przecież...
Witaj Julko :) Wrócę do tego wiersza -:)
report
Bosonoga witaj po długiej przerwie.Może coś tu wrzucę, ale tu moje wiersze są retro :)
report