Yaro, 9 june 2017
na pustkowiu wśród tłumu
usycham powoli
czuć starym drzewem
gdybym nie wydał owoców
kto zapaliłby świeczkę
kiedyś
im więcej ich
tym więcej świeczek
zapłonie
nastąpią te dni
niecierpliwie czekam
kto wie
wschłuchuję się w podpowiedź
gdzie ona
pani z kosą
skosi mnie
jak kosi kłosy żniwiarz
Yaro, 9 june 2017
to ja łza na twojej dłoni
odmierzam czas na rozstajach
czekam z cierpliwością wiecznego snu
biegnę polem skoszoną łąką
Bóg pociesza śpiewasz psalm Dawidowy
który skrył się w pamięci do polowy
wypatrujesz w okno
i nie widzisz
prócz pustki w sercu
herbata ostygła nie chcę jej
pragnieniem tulić do piersi
jak własne dziecię
to ja łza na twojej dłoni
płacze i zapomnieć nie umiem
nazywam samotnością rozstanie
Yaro, 8 june 2017
nie zaczerpniesz łyżeczką uczuć by je przełknąć
by nie stać się pustym dzbanem z nieświeżą wodą do połowy
idziesz między ludzi
mających dość narzekań
dosyć dąsów
nieszczerych dialogów
na slupach nekrologów
fałszywych bogów przed Bogiem
na ziemi i w niebie
znajomi na naszej klasie
pozostają anonimowi bądź kasują konta
by nikt im w dusze nie zaglądał
tak jak ty patrzysz przez otwarte okno
Yaro, 7 june 2017
całkiem samotnie
umierać z papierosem w ustach
obsypany płatkami kwiatów w zielonej trawie
leżeć w parku wśród gołębi
móc odejść
pozostawić jeden wiersz
kilka słów
łyk wody w ostatnią podróż
ciebie tam nie było
ale jest nadzieja
na lepsze życie
wieczne
być pierwszym
spotkać ją wśród wierszy
zobaczyć światło
biegnące za myślami
jej włosy pomiędzy palcami
wyobrazić sobie
młode dziewczę koło mnie
niewinne spojrzenie
z ustami pełnymi słów
nie wiem
przywitać ją po drugiej stronie
teraz odchodzę
śpij spokojnie nieznajoma
życia snem
papieros zgasł i gwiazda
Yaro, 6 june 2017
natręctw dzień oglądam w lustrze
morze zalane toną pontony
falują ofiary w telewizorze
donikąd droga waży los liczy kroki
pomiędzy jednym a drugim brzegiem
w Renie wielbłąd zmoczył kopyta
nikt go nie powstrzymał
w pół księżycu gdzie gwiazda mruga
na piersi z krzyżem chłopiec
w dłoni miłość i kwiat we włosach
walczą z niewiernymi my czy oni
wybucha nienawiść
przycisk wystarczy kostka trotylu
lecą odłamki spływa krew po policzkach po rękach
lecą dni z ptakami na pamięć
chciałbym nauczyć się naszych rozmów
za szybko odchodzą ludzie
słońce w purpurze budzi dzień
bez nadziei brakiem słów wypełniam snami pustkę
łączę dwa światy nicią Ariadny
czuć głód a Bóg widzi
gdy człowiek zabija człowieka
a ty nie możesz wymarzyć sobie samotnego domu
gdzieś przy lesie z ogrodem pełnym spokoju
Yaro, 31 may 2017
wzbił się
opadł kurz na Aleppo
nad pustynią czarniejszy dym
emocje i myśli w synapsach
chciwy system gra pozorów
śmierć najpewniejsza
zimny pot
kilka łez na brudnej koszuli
wzrok wbity mur
gniazd szerszeni
nie dotykaj to pułapka
duch wojny uśpiony
winny odejścia w niepamięć
nie chce zasnąć
na biurku pożółkłe zdjęcia
w szufladach kilka pamiątek
lalka i guziki mamy
w oknie tylko wiatr zapach prochu
w telewizji fotoreportaże
w słowach czułych nadzieja
wiara w lepsze czasy
spełnienia marzeń
Yaro, 31 may 2017
głoszą o wolności
wymiękam od jutra nie idę do pracy
niech żywią mnie nie zapłacę za nic
niewolnik wyuczony w niewoli
jest ich niewolnikiem
zawsze rano otwieram oczy
widzę biały sufit
słyszę z radio sam kłam
telewizja przekręca słowa znanych
niepotrzebne są szkoły zakłady i szpitale
burdele i teatry sklepy i pip-shopy
rodząc się jesteś winny
mi się nie opłaca za co
nie zapłacę
zawsze rano otwieram oczy
widzę biały sufit
słyszę z radio sam kłam
telewizja przekręca słowa znanych
oszukany skatowany umysłowo
wychodzę ale dokąd się udać
wszędzie dookoła mury ściany
zatrzaśnięte drzwi i suchary
oszukany wypijam kraszone piwo
zawsze rano otwieram oczy
widzę biały sufit
słyszę z radio sam kłam
telewizja przekręca słowa znanych
Yaro, 23 may 2017
zbawić świat
dzisiaj nie kocha już nikt
jutro zapomną kim byłem
zwiędły polny kwiat
na dłoniach stygmaty owijam w szmaty
sączy się krew
brunatna barwa
znaczę ścieżkę ku zbawieniu
podziel się jutrem
czysty promień przenika pryzmat
kolorami tęczowych spojrzeń
westchnień nieporadni
kim jestem mistyfikacją
stygmaty przypominają dziś
święty dzień
a jednak
wstawią kolejny przydrożny krzyż
jutro będzie bezpiecznie
Yaro, 20 may 2017
ukołysze wiatr stare drzewa
świadkowie żywe wspomnienia
co wiedzą drzewa co czują
gdy nas nie ma nie będzie
czas dla nich nie ma znaczenia
chaos istnienia
nadchodzą dni
odchodzą ludzie
zostają drzewa
co łączy nas
jedynie chemia
miłości nie ma
kilka pszczół na drzewach
na kwiatach
kołysz wietrze padaj deszczu
nie zachwiane mocne w korzeniach
człowiek brać przykład powinien
ciągnąc bagaż życia i nic więcej
stoją w spokoju ziemia okrywa
chaos istnienia
nadchodzą dni
odchodzą ludzie
zostają drzewa
co łączy nas
jedynie chemia
miłości nie ma
kilka pszczół na drzewach
na kwiatach
w cieniu znajdziesz ukojenie
z suchych nie potrzebnych konarów
rozpalasz marzenia płonie plonie ogień
widzisz jak wszystko się zmienia
czasem brakuje tego cienia by skryć smutne oczy
chaos istnienia
nadchodzą dni
odchodzą ludzie
zostają drzewa
co łączy nas
jedynie chemia
miłości nie ma
kilka pszczół na drzewach
na kwiatach
Yaro, 20 may 2017
na parapecie deszcz na policzkach łzy
nie licz dni nie licz
wsłuchaj się w sceny i obawy
zatrzymaj mnie w portfelu
pokochaj takim
kim innym być nie umiem
jestem tu
jestem z tobą
jestem
jestem sobą
pamiętaj
pamiętaj
nie uciekaj przed samą sobą
pachniesz rano tak jak lubię
patrzę ci w oczy
wiesz że mogę zaskoczyć
uciekają ludzie z kraju
jakby mało było chleba
na stole mleko
na stole nóż do pokrojenia
uciekasz a ja zostaję odłóż go
zatapiam się w sobie
w niewinnej osobie
zaczekaj nie uciekaj
pamiętaj
pamiętaj
nie uciekaj przed samą sobą
pachniesz rano tak jak lubię
patrzę ci w oczy
wiesz że mogę zaskoczyć
Terms of use | Privacy policy | Contact
Copyright © 2010 truml.com, by using this service you accept terms of use.
17 february 2026
wiesiek
17 february 2026
jeśli tylko
16 february 2026
wiesiek
16 february 2026
Jaga
14 february 2026
wiesiek
14 february 2026
Jaga
13 february 2026
wiesiek
12 february 2026
Jaga
11 february 2026
wiesiek
10 february 2026
Jaga