Yaro, 12 may 2014
nie poddam swoich myśli analizie
przekraczam kręgi wytyczam drogę
która pójść mogę nie tylko przez dzień
asfaltowo betonowo trawniki przystrzyżone
na ławce kilku takich jak co dzień
łamią zasady spożywania tak między nami
nie daj się beznadziei za mną krocz
w zieleni łąk zapachem traw skoszonych
gaszę w sobie żar na zewnątrz płonę
układam każdy dzień by świetnym był
depresji stanowcze nie do parlamentu ze skargą
na niepogodę kalosze mówią mi
niedaleko zabawa skaczą pierwsi goście
nietrzeźwi z radości ze szczęścia
tak niewiele a można nieść los na własnych rękach
Yaro, 12 may 2014
jaki głupi
dławię się strachem
szukam w sobie siebie witalnego bohatera
lęk spętał serce ciernie wokół
mur za murem schowałem miłość
świecie dokąd pędzisz na zepsutym rowerze
nie mam sił by rano podnieść kości obleczone ciężarem
kolejny dzień boli jak otwarte cierpieniem drzwi
troszczę się o dzieci choć sam jak dziecko
przytulam do poduszki smutki
zniknąć na jakiś czas nie było by źle
uciekam przed światem on dopada mnie
idę drogą patrzą oczy tłumu
jak na ufo albo wydaje się mi
człowiek jest słaby słabnie siła miłości
w strachu wychodzę do pracy o świcie
niewolnikiem jestem we własnym ciele
nie pasuję do otoczenia ono mnie nie chce
Yaro, 12 may 2014
czas żłobi bliznę w sercu
idę ciemną doliną
orły na szczytach prostują ramiona
nie lękam się niewidocznych cieni
w rzece gaszę pragnienie
obmywam dłonie z grzechu
ktoś zostawił ślady stąpam po nich
z nadzieją że dojdę do źródła jasności
długa droga cichuteńkie wycie
w krzakach czerwone oczy
nic mnie nie zaskoczy nie nastraszy
maszeruję całą noc nim świt zbudzi życie
odnaleźć szczęście odnaleźć miłość
bóg zamieszka wśród dobra uniesionych rąk
nie pozwoli nam się bać w dolinie cieni
Yaro, 12 may 2014
pada deszcz moczy czubki drzew
listki myją mokre zielone płaszcze
po parapecie gra kap kap kap
spływają wolno po szybie
mokry cały świat
skąpany w kroplach idę śmiało
wybrałem się w drogę
z okien patrzą gapie
dokąd idziesz dokąd wieje wiatr
zatrzymały się ciężkie chmury leniwie nad nami
bez parasola łysa mokra głowa
cieszy ta niepogoda
uśmiechnięty w pół opięty
po kałużach tańczę skaczę
Yaro, 9 may 2014
otuleni ogniem miłości w ramionach wiosny
zakwitły kasztany zakwitły jabłonie
obok siebie idziemy aleją przymierza
niepodobni jednak tacy sami
myśli twoje splątane z moimi myślami
w słowach ukryte wyznania szeptane nocą
nad łąkami pierwsze boćki zataczają kręgi
idziemy dalej życie otwiera przed nami drzwi
Yaro, 8 may 2014
rozszarpały wilki dusze na strzępy
nie pozostało nic prócz kilku kropel łez
stróżką krwi zaznaczone ostatnie chwile
szare dni zatrzasnęły rozdział
strach zmieszany z żalem
co dalej
nie ma gdzie uciec przed dniem
snuję się jak cień w opiętym płaszczu
ulicami płyną sekundy. zatrzymaj mnie
na wieży ratusza czas chłodnym się stał
ptaki nie mają zmartwień łatwiej tak żyć
może mylę się w śnie wytrącę prawdę
Yaro, 8 may 2014
podcinają skrzydła
podkładają nogi
świecie szeroki
dziś będziesz po mojej stronie
u twych stóp złożę ślub
i odejdę w inna stronę
będą szukać
bez wskazówek na próżno
nowym życiem na trawie się wyłożę
nosem wciągnę zapach siana
zostawię wszystkie sprawy
sam sobie nieważny
odnalazłem spokój pośród drzew
one wiedzą nie powiedzą
Yaro, 5 may 2014
podajesz dłoń
poprowadzę przez życia cień
przez wąwozy ciemne doliny
zielenią pachnące równiny
zdobędziemy szczyty
uniesieniem biciem serc
zajdziemy drogą daleko
na pastwiskach spoczniemy
nakarmię ducha echem
popłyniemy rzeką nad wodospady
w szałasie spędzimy noc
patrząc w gwiazdy zobaczymy rodzące się światy
przy ognisku skaczą ognie
opowiem ci historię jak będzie
zaufaj . podaj dłoń
aniołowie są pomocą w nocy i w dzień
wolni jak ptaki wzbijmy się w niebo
Yaro, 4 may 2014
na piasku ślady stóp prosto do nieba
na drodze kurz
biegły stępem konie
na łąkach zieleń
miesza się paletą kwiatów
przejdę jeszcze kilka prób
zabiorę cię ze sobą
jeszcze jeden krzyż
wymyślił gwoździe świat
przybite serce żyje przez chwilę
pragnę kochać jak najdłużej
żyj póki starczy dnia
przyjdę nocą ciemną
porozmawiać moja królewno
Yaro, 1 may 2014
patrzę na ludzi idąc ulicą
między nim brak szczerych uśmiechów
poważne miny
wtedy czuję się jak bym
odwiedził szpital psychiatryczny
nikt nie powie dobrego słowa
nikt nie pocieszy
człowiek potrzebuje radości
kochamy się wtedy
gdy ciśnie dręczy pazur systemu
patrzmy sobie w oczy
w nich tyle prawdy trosk radości
dajmy ujść szczypcie emocji
nie bój się kolego nie oszukam ciebie zaufaj
przyjdź do mnie wieczorem popatrzymy w gwiazdy
odpłynie łodzią o północy w dal gdzie miłość piechotą chodzi
Terms of use | Privacy policy | Contact
Copyright © 2010 truml.com, by using this service you accept terms of use.
11 february 2026
wiesiek
10 february 2026
Jaga
10 february 2026
nieRuda
9 february 2026
wiesiek
7 february 2026
wiesiek
6 february 2026
Jaga
6 february 2026
wiesiek
5 february 2026
wiesiek
3 february 2026
wiesiek
30 january 2026
Jaga