Yaro, 14 august 2015
dość bzdur
wytartych teksasów bandamek
czarnych skór
dość ściszonej muzyki
wszystko na full
niech wali po ścianach stare wredne babsko
na melinach zapach zupy na kościach
ostatni gasi światło
nigdy nie zapłonie płomień
przy skalniaku w półmroku
ściskam flaszkę patykiem pisane
dobroć z naszych jabłek
muzyka cykad żaby słabe
ciepła woda każdego szkoda
zbudujmy im żłobek tuż przy autostradzie
dziewczyny między klientami
zabawią żabę inaczej
Yaro, 1 august 2015
z zapachem ogniska
zapach zmieszany
ze smakiem pieczonego ziemniaka
iskrzy nadzieja wspólnego wieczoru
cała noc goni do przodu
zmienia się konstelacja gwiazd
wielki wóz mały wóz
jutrzenka czerwony mars
ciągle na fali
smak piwa powala
na kolana
ledwo ogarniam cały świat
zatopieni w kosmosie
szanujemy matkę ziemię
niebo widać spokojne
łaskawe bez sztormu myśli
na głowie kilka spraw nieważnych
ognisko płonie podniecasz ogień
Yaro, 31 july 2015
z powiewem wiatru
słowa ślę
wolność za nos
wodzi mnie
wolny jak ptak
powietrzem się nacieszy
nawet gdy ciebie nie ma
deszcz ciemnieją chmury
łąki srebrzą ciężkie krople
po włosach woda
na skórze dreszcz
jeszcze więcej chcę
nie potrzebuję wiele
nadchodzą dni miłości
serce otworzy drzwi na serce
niewidzialna nić połączy zbłąkanych
na strunach palec chce biec
możliwości wiele jeden przyświeca cel
wolnym być bez nakazów przekaz nieść
(wojny głód choroby wyzysk)
płynie łódź my w niej
statek tonie na dnie wielcy tego świata
świat nigdy nie był tak podły jak codzienny dzień
nie mówiąc o poniedziałkach których nie było
przed nami bramy otwarte
krążą dusze między niebem a ziemią
wolność przyświeca jeden cel
na łąkach zgromadźmy pozdrowienia dla siebie
kochajmy się
nienawiść co to jest
wolności gest przesłanie nieść
Yaro, 18 july 2015
trudna to rzecz
dojrzałem do kilku spraw
dzieci wyrosły kwiaty w ogrodzie
zapachem kuszą zmysły
natchniony idę przed siebie
chwytam wiatr w żagle
nikt nie zatrzyma mnie
teraz wiem po co tutaj sterczę
po linie stąpam czasem
nad przepaści brzegiem
marszczę czoła przed tymi co o nich zapomnieli
dojrzały twardy jak skorupa
nie do zgryzienia
swoje wiem
rozmyślam co dalej gdy horyzont skończy się
zawisnę nad grubą linią czasu
podaj dłoń by nie spaść zbyt nisko
na skrzydłach wiatru odlecieć w przestrzeń
skłonić się Bogu
pomodlić skrycie by nikt nie słyszał
odwiedzam miejsca zapomniane
porośnięte ścieżki dziecięcych lat
dziewczęta które
kochałem kochać chcą
nie mam sił by rozpamiętywać
patrzę na stare kalendarze sporo tych dat
nie wszystkie sytuacje wykorzystałem
mam to co mam i jest dobrze
powtarzam piękne dni przed nami
przytulam żonę Kasię
Yaro, 15 july 2015
upojony dniem
budzę sny ledwo żyw
prawie bardziej martwy
rozjechany ptak
ciężkie powieki dźwigam
nade mną twój wzrok przyciska do podłoża bardziej
pora wstać wyleczyć się tym co struło
odnowa biologiczna żal za dupę ściska
wyciągam pięć złotych nie będzie na papierosy
wychylam dzień gorzki sen
za sklepem cień nie spocę się
dziewczyny które kochałem
tez kochać chcą lecz nie mnie
mija dzień za dniem
z marskością wątroby starzeję się
noc wygania sklep zamknięty jak mój mały świat
przykrywam się starym kocem
nie jestem sam z boku sierściuch mruczek
Yaro, 12 july 2015
pozwól usnąć na łące
pośród bieli stokrotek
upleść wianek z niezapominajek
odlecieć w sen nierealnych marzeń
wydaje się że świat
jest
piękniejszy gdy śnisz
postać jak anioł
tylko skrzydeł brak
w pościeli ty i ja bliskość rąk
na dłoni serce chce więcej
za oknem zapach siana
słońce piecze na proch
ponury dzień stworzył człowiek który pragnie więcej
naprawdę nie wiele nam potrzeba
miłe słowa jeden dobry sen
kromka łyk mleka niewiele pracy
wystarczy zadbać o duszę swą
nie martwić się że źle
wszystko przeminie
zostawiam ślad kilka słów na szarym papierze
zanurzam się w sen a ty mów mi dobrze
nie narzekaj że ktoś
wybacz ale za rok będę tutaj w tym samym miejscu
czekaj wypatruj
Yaro, 11 july 2015
zwierciadła pełne szkła
lustrzany świat odbity w oczach
potrzaskane dni pełne nas
drzwi wysoki próg na nim ty
klucz łabędzi na niebie zastygły w miejscu
schody w oknach smutek jak szary słup
młody las ciasno a my wciąż na jagodach
kłopoty młodych jak powódź na zachód
wypływa dzień wśród traw
na dłoni czas zwiędłych traw
Jeruzalem wciąż czeka
ostatni Żyd zbawiony przez Boga człowieka
Yaro, 21 june 2015
pierwsze wino wypiłem z Łubiarzem
nazywali go starzy Piotrkiem
a jak było naprawdę
niepamięć szkoda
dobry był
miał fiata 126.p
ale nie oto pytałeś
piliśmy dużo
właściwie ja piłem
on po drugim wymiękał
jak guma we fiacie
zniknął na jakiś czas
wyjechał ponoć na Śląsk
zaszył się w głębinach kopalni
mnie wcieli do wpd
właściwe bez perspektyw na lepsze życie
zgłosiłem się na ochotnika
miałem dość tego miasta tych chodników
od tamtego czasu
nam sobie siebie brak
mieliśmy marzenia wytarte teksasy
lecz piję jabola moja wola
myślę o nim przy ostatnim grzdylu
taki był plan
on też pamięta
flaszka napoczęta
jebać biedę
Yaro, 20 june 2015
w twoich oczach niebieskich jak niebo
ujrzałem dobro którego szukałem
szukałem długo
przebyłem kawał drogi z piaskiem wszystkich poligonów
szmat świata zdeptałem aż tu
najwyższa pora
przycumować do twych ust
nie odrzuciłaś miłości chłopaka z podwórka
coś jestem wart
kołyszesz słowami jak wiatr szumi w liściach
młodość wróciła do sercu
kocham duszy dno
kochała stęskniona wpada w ramiona
niebieskie oczy proszą o spełnienie
do którego doszło
jak miła wiadomość niewiadomą skąd
Terms of use | Privacy policy | Contact
Copyright © 2010 truml.com, by using this service you accept terms of use.
8 february 2026
wiesiek
7 february 2026
wiesiek
6 february 2026
Jaga
6 february 2026
wiesiek
5 february 2026
wiesiek
3 february 2026
wiesiek
30 january 2026
Jaga
23 january 2026
Jaga
20 january 2026
Jaga
19 january 2026
Jaga