Yaro, 2 march 2018
nie ma ciebie tu słyszę głos we śnie
odezwij się uśmiechnij się
wyciągnij rękę uśmiechnij się
jesteś blisko byłaś daleko
ref.
teraz wiem to nie sen
to noc uśpiła wiatr porwał
muzyki czar uniósł w dal
daleko
nie ma ciebie tu słyszę głos we śnie
pokaż ładną twarz
może ostatni raz pocałuj
utulić w ramionach
dotykać delikatnie ust
głęboko patrzeć w oczy niebieskie
nie mówić nic rozmowę w pleść w ptaka śpiew
głęboko oddychać wzdychać za tobą
słyszeć bicia serca co mocniej stuka w pierś
ref.
teraz wiem to nie sen
to noc uśpiła wiatr porwał
muzyki czar uniósł w dal
daleko
nie ma ciebie tu słyszę głos a sen płynie
ostatni raz pokaż twarz
pocałuj ostatni raz na pożegnanie
Yaro, 27 february 2018
zaplanowana przyszłość
wyrzeźbiony każdy dzień
narodziny fantastyczne wydarzenie
dla mnie problem dorastania
przyszłość harówy od rana
w domu w niedziele i święta
żadne dziecko
mnie nie zna
nie zapamięta
ojciec samiec alfa
prokreacja by było nas więcej
walka o pięćset
Yaro, 27 february 2018
pędza myśli w głowie
na niebie jasne obłoki
ze stodoły dachu gołębie jastrząb spłoszył
nadchodzą dni spokoju pełnych leni
idziemy świtem po łące
zrywam tą zieleń co się rosą srebrną mieni
gasną gwiazdy słonko przysłania kontur nocy
zaniedbani nieuczesani wiatr nas głaskał
koń po trawie galopował parskał
grzywa końska jak apaszka owijała w kłębie wałacha
nad pastwiskiem mgła opada jak emocje
do chaty wracam zarośnięty brodaty
ojciec wymyśli robotę bym nie myślał o niej
co świat ozłaca i wydziera uczucia prosto z serca
nie mogąc jej zadowolić i uchylić nieba skrawku
Yaro, 25 february 2018
drzewa bez kory
bolało gdy odpadały płaty niby strupy
człowiek biedna istota
ciągle chytrością przechytrza lisa
nie zna strachu nie odczuwa empatii
posiadł Ziemię rozplenił nasienie
zbiera żniwo nienawiść wojny głód
hierarchia sięga antypodów
dookoła kierownicy apostołowie
prorocy dobrzy fałszywi
ustawione biznesy nieczytelne układy
sterowane okłamane niewolnicze dłonie
ciągnął koń ciągnie czterech
opadają ręce to jak musi być w piekle
odpowiedz drogi księże
bez tacy się synku nie obędzie
jest ofiara jest dobro i zło w jednym kotle
by się nie pogniotło nie utraciło mocy
na której budujemy świat materialny
po co komu zbawienie ważniejsze mienia mania
Yaro, 23 february 2018
o czym mowa
sztormem rozmowa
życie rozbitkiem
wyczekującym portowych brzegów
latarnia prowadnicą
blaskiem światełko w rowerze
z dupskiem na siodełku
kręcą się kółka z dynamo
wracaj żeglarzu
do żywych
myślami przy tobie
kobitki portowe
zielone łąki skoszone
pachnie sianem
na niebie mewy
krzykiem na ustach
ciepło rodzinne
mama czeka z oczkiem w rosole
ciastem na stole
Yaro, 23 february 2018
łapać wiatr szelest włosów
zamyślony
wtulić się w ramiona
po długiej rozłące
zlizywać kolor ust
czuć zapach skóry
malować kontury
pragnąć bardziej niż jeść
zatrzymać czas po co nam
złodziej młodych nocy
świtem budzić się nie wychodzić
z pachnącej pościeli
nie martwić się co będzie
ważniejsze jest być teraz
zakochani jak w obłędzie
trwać smakować wzajemnie
Yaro, 20 february 2018
wejrzała przez okno
zamarzła chwila
w widocznym cierpieniu
zapach łez dreptał pokojem
głęboko zanurzony
w oczach jak diamenty
brak twarzy odsłaniał czarny kaptur
-zbieraj się nadszedł czas
koniec drogi
-zmęczyłam się mimo że
duch lekki
bezgrzeszny
-ciało zwrócę Matce Ziemi
duszę ukoi spokój wieczny
Yaro, 19 february 2018
była piękna
o poranku dźwięk piosenki
piękna jak poezja
zapamiętałem jej słowa
zbyt szybko z małym angażem
spakowała się wyjechała
z mojego serca
nigdy jej nie ujrzałem
choć nie raz byłem blisko
stykaliśmy się myślami
tyle miejsca na świecie
kosmos taki wielki
a nasze serca maszerują drogą
wzdłuż brzegów marzeń
natchniony zamykam oczy
czas popiołu szarych zdarzeń
idę inną drogą zamknięty
wybaczam sobie że nigdy
nie spotkam się z tobą
Yaro, 19 february 2018
z kolejnym dniem
za oknem męczący
deszcz
skapuje na twarze
na progu kot z mruczanką na pysku
pręży grzbiet jasny
z podsuniętą miską mleka
zaparzony zapach kawy
przynosi ukojenie
inny wytarty nie rozgarnięty
zamykam oczy by zniknąć stąd
dość pazerności zębów wilczych
w uśpieniu idę przed siebie
niby z celem co raz bardziej wątpię w to
w rzeczy ważne
bezsilny skryty
ratować próbuję sumienie
uspokoić bicie serca
wyciszam powolny zgon
w kubku przeterminowany posmak smrodu
Terms of use | Privacy policy | Contact
Copyright © 2010 truml.com, by using this service you accept terms of use.
7 february 2026
wiesiek
6 february 2026
Jaga
6 february 2026
wiesiek
5 february 2026
wiesiek
3 february 2026
wiesiek
30 january 2026
Jaga
23 january 2026
Jaga
20 january 2026
Jaga
19 january 2026
Jaga
18 january 2026
Jaga