Yaro, 20 june 2014
gdy odejdę
wiatr będzie kreślił wiersze
z echem stanę twarzą w twarz
słowa milczenie mowa ciała miły gest
każdy tak ma początek i koniec
narodziny kilka słów
po śmierci szept modlitwy
tego sobie życzę
teraz w zadumie myśli płyną szybciej
biegłem do ciebie śmiałaś się żal nie pamiętać
w głowie zostałaś po kres
twoje włosy szept paproci
gdy odejdę
wiatr będzie kreślił wiersze
dalej będę kroczył w nieznane
poczekam zobaczę zapalę
Yaro, 19 june 2014
a jeśli ten dzień ostatnim jest
przyjdzie zimna noc
na niebie smutny księżyc
zaświeci po raz ostatni
zbraknie nas na scenie życia
sceny nie będzie strawi ją czas
scenariusz życia pisze wiersze
kiedyś tak się stanie
świadome doczekanie kresu musi być ciekawie
nie chcę myśleć co nadchodzi
słychać ciężkie kroki w dali
wszystko pokryje kurz oszukany idę dalej
niebezpiecznie robi się i nie będzie lepiej
tak dobrze jest a jeśli ten dzień ostatnim jest
wyciągną kolejne taśmy wprost do prawdy
czas złodziej zaciska pasa tym co się napaśli
Yaro, 18 june 2014
powoli mgła zlizuje lustro wody
szła bez wiary głodna bez przyszłości
blada niespokojnie z lękiem
nikt nie bał się tym bardziej nie spodziewał
miała swój czas wyszła jak falstart
jeszcze raz od nowa
kupiłem rower czerwony made in china
zarzynam go w dalekich trasach
pomiędzy jednym miejscem a drugim miastem
przyszła do mnie pytała o pompkę
to ją nadmuchałem jakaś gwiazda nad jej piedestałem
odjechała nigdy jej nie ujrzałem
pamiętam ten dzień jak nic
Yaro, 18 june 2014
życie jest proste
łatwe piękne
miejskie jednak niebezpieczne
odbezpieczcie je zapłonie wiecznie
zanurzony w pół w odmęcie
chwytam twoje dłonie ma cię w ręce
podziękuj bogu za wieczność
wiele będzie się dziać
przebudzicie się koleżanko kolego
nadchodzi wielki dzień i noc tam jest
oczy szeroko łatwo żyć pięknie
nie dbaj o jutro załóż futro
nie ubłagalnie czas wodzi nas
los kieruje nie daj się zwieść
wierz w co chcesz miej miłość w sercu
nie zawiedź niebo kocha cię
Yaro, 16 june 2014
jak kocham
to po sam grób
kocham na wieki
płynę w nieskończoności
nasza miłość jak odkryte kości
bledsza tylko od jasności
złote obrączki tarczą słońca
topią serca lód
białe róże rozkwitają owocami z miłości
kolce kaleczą ramiona wiatr cicho gra
pająk tka sieć miedzy gałązkami jaśminu
łapię oddech piękno powabne
Yaro, 15 june 2014
z aniołem pod rękę
prowadził przez skażone życiem pola
jasny obraz na jawie jak dzień
dokąd idę pytałem on gubił pióra
zbierałem do kieszeni
zmazywałem słodkie grzeszki
mówił że ta droga prowadzi do świata ze snów
znienawidzony jak zły pies
który na swego się rzuca
muzyka marszu stuka w głowie po dziś dzień
zostawił mnie na skrzyżowaniu dobra i zła
po równo wymierzył
obrał kierunek
odleciał trzepotem skrzydeł
jak ważka lekko na zawsze
w głowie mam słowa głęboko je chowam
on jest przy nas wbrew woli
kieruje każdym krokiem
Yaro, 15 june 2014
dokąd wiodą nas ścieżki
czy jeszcze się spotkamy
z tęsknotą w dłoni ściskam ostatni list
gorzkie słowa weszły w pięty
zagubiony grajek
muzyka płynie
na progu ze smutkiem
opowiada balladę o dziewczynie
odjechała czerwonym autobusem
mieliśmy tylko siebie jak święci
modlitwy zbyt słabe by zmienić los
zawrócę wodę w rzece by ujrzeć cię
w blasku księżyca niczym nimfa
staniesz przy mym boku
cisza podpowie co dalej
cisza zatoczy kręgi w zbożach
Yaro, 15 june 2014
spokojnej niedzieli deszcz opadł
dumni niczym konie po betonie
jak dzieci biegniemy po kałużach
zmoczone dłonie swetry wpuszczone
z Leonem idziemy przed życia obieg
krew wzburzona w żyłach zawija fale
w sakwie pół chleba wino i słonina
pod górę z uśmiechem życie się budzi
w nas siła dławi się damy jej upust
jeszcze kilka chwil przed świtem
słońce nisko ściska promienie w ramionach
z niego dobry kolega jest gość
znamy się od dziecka ta sama krew
ze mnie ciemny blondyn on rudy jak rdza
w niczym nie przeszkadza wymiana zdań
rozumiemy się jak dwa łyse konie
zawsze naciąga rozmowę idę do domu
Yaro, 14 june 2014
podnoszę głos w ciasnym
jak komora serca pomieszczeniu
rozbierasz wzrokiem kobietę z kalendarza
ślinisz się na widok morskiej świnki
w takich jak ty wbijam szpilki
szary dzień maluje znużenie
niechętnie uśmiecham się do nieba
słoneczka dziś mi potrzeba
ty narzekasz
jeszcze jedna szpilka
to taka gra chińska receptura
na gorsze dni zamykam się do puszki
wyciągam wnioski ze starej wersalki
na desce prasuję wspomnienia i tak nic dodać nic ująć
wystarczy nad stawić uszy i kogoś podpuścić
wiesz kto co mówi na podwórku
wbijam szpilkę niezgoda kiełkuje
jak ręka o stół
Terms of use | Privacy policy | Contact
Copyright © 2010 truml.com, by using this service you accept terms of use.
23 march 2026
wiesiek
23 march 2026
Jaga
22 march 2026
wiesiek
19 march 2026
wiesiek
18 march 2026
wiesiek
16 march 2026
Jaga
16 march 2026
wiesiek
16 march 2026
Jaga
15 march 2026
wiesiek
15 march 2026
absynt