Odkąd zniknęłaś, nie ma bezsenności, całe łóżko
jest moje, wdzięczne jak trumna, wszystkie ścieżki
z sufitu pełne szubienicznych snów. Ciszy
wreszcie nie trzeba dzielić na dwoje, w butelce
może zamieszkać dżinn. Mimo to nie śpię. Jakby w obawie,
że znowu raj mi utracą niedokończone wyznania, więc z wierszy
odrywam słowa, patrzę jak więdną w nicnieznaczeniach. Czas
ma wreszcie czas dla siebie, po pokoju rozlewa się pełnia.
Pomimo całego łóżka na wyłączność, klaustrofobicznie.
zgłoś
pełnia sprzyja bezsenności..
zgłoś
Zbyt dużo czasu może nie pomóc.
zgłoś
Jak ktoś lubi..
zgłoś
Zarośnięty już:)
zgłoś