9 july 2012

17 july 2011, sunday ( splyw kajakowy po Nidzie )

Dzień pierwszy.
Kajaki przycumowane, postój w pokrzywach. Świeci słońce. Wierna Rzeka przypomniała o Stefanie i prześcieradle. Zrobiło się cicho, ciszej niż w ciszy. Płyniemy i jest tak jak przy pierwszym pocałunku. Oho ho, przechyły i przechyły, wiatr, ósemka chyba dmie.
Zamek rycerski w Sobkowie powitał nas wczoraj nietradycyjnie.
Skrzypce, gitara, tamburino, kołatki, siedem sukienek lata i  nasz ujmujący śpiew, spowodowały wylew wina. Czerwone winogrona pulsowały zgodnie z rytmem wioseł zanurzonych w Nidzie. Wyprowadzono też konie. Jazda na oklep w wieczornej mgle, wśród traw, wzdłuż rzeki. Wszystko, to podarował gospodarz tylko dlatego, że upodobał sobie nas.
 
Dzień drugi.
Rankiem drżącymi rękami schwytałam pierwszy promień słońca, jeszcze tylko śniadanie i rzeka przejmie nas w swoje władanie. Mądra rzeka. Dobra rzeka.
Wieczorem, przy ognisku z drzewa sandałowego zapachniało konwaliami i tylko księżyc zdziwiony wyglądał zza chmur.
 
Dzień trzeci.
To najpiękniejszy odcinek spływu. Słońce nam sprzyja. Wiatrowi oddałam włosy. Niebieskie ważki na dziobie uczą jak rozkładać skrzydła do lotu w niebo. Trawy zachęcają swoją ostrością do spacerów, zostawiają ślady na sercu, woda od razu je chłodzi. Wsiadamy do kajaków. Trzy progi przed nami ale Studencka da energię. Damy radę nie tylko progom.
 
Dzień czwarty.
O świcie opuściliśmy cichutko dworek w Motkowicach., by go nie zbudzić. A chmury dziś domownikami były. Ciemne, deszcz zwiastujące. Na paluszkach, niczym młody Odrowąż, dosiedliśmy swoje kajaki. I tu już wszystko nam przychylne, ważki, wierzby, pióropusze kwitnących traw i sama rzeka ze swymi progami. Nawet komary przestały kąsać, choć jedynym środkiem przeciw komarom była "zupełna ignorancja".
Trwaj chwilo, trwaj, jesteś tak piękna. Gawiazdy szeroko rozwarte moim lekko przymglonym spojrzeniem. Leżę na ławce angielskim ogrodzie. Papierosowy żar  w mentolowej mgle w towarzystwie shiraz z kangurkiem, ożywiają i tak rześkie już powietrze. Tuż obok wazy greckie wypełnione po brzegi czerwonymi winogronami. Lewituję pod księżycem. Myślę o świecie, tym którego dwa lata temu nie znałam. Rozdygotany,  rozegranym na jedenastu strunach. Nikt już nie zdoła mnie zatrzymać przed wchodzeniem w niego. Ciepło o Tobie myślę, a Hibiskus uśmiecha się dziś piękniej niż wczorajsze gwiazdy.
 
Dzień piąty.
Z nostalgią zostawiamy posiadłość Wielopolskich., bo księżyc przypięty do fasady pałacyku nicią pajęczą został i chmura przywiązana sercem do latarni w parku została. No cóż, zew krwi silniejszy od piękna chwili. Wodnik do wody, a ona dziś pachnie konwaliami i połyskuje skrzydłami ważek. Jeszcze tylko balsam migdałowy i już płyniemy.
 
Dzień piąty
Zostawiamy za sobą Chroberz, a z nim przemiłego właściciela gospodarstwa agroturystycznego i pałac Wielopolskich i suszarnie tytoniu i gęsiarnie bez gęsi i kwitnące słoneczniki i bobry ze starorzecza. Wizytówka ,  zdjęcia będą mi przypominały, to wyjątkowe miejsce. Rzadko spotykany w innych miejscach klimat, z przewagą wiatrowego uśmiechu, otwierającego serca i umysły.
Wiślicki słychać dzwon.. Słyszysz?
W srebrnoświtych łąk morze, w mrocze średniowiecza
W pola gdzie słońce orze z ranka po odwieczeż
W żar od słońca odbity, w różnokwietną pożogę
Wrócisz wiedziony świtem
Wrócisz wiedziony zmrokiem … zmrokiem
Niebo przesłonięte trzcin
Tańcem z wiatrem zarzeczonym
W niebie kolegiaty klin
Dzieli świat na cztery strony
/W.Belon/ 

 
To już koniec, już trzeba iść
 
kapitanie, mój kapitanie.
wciąż siedzę na łajbie jakiejś
nie mogę oderwać stóp od Tej Wody
dobrze, że
że kotwica solidna
prąd by mnie porwał
lekka jestem od dotyku fal
od skrzydeł ważek
od promieni słonecznych
zawinęłam do portu  na pewien czas
świadomość ta pozwala mi przetrwać
schodzę na suchy ląd
by trochę podeptać ziemię
bo wiem, że
Kto nie dotknął ziemi ni razu
Ten nigdy nie może być w niebie

jeszcze raz dziękuję
za przygodę zapisaną
wiatrem na otwartym sercu
i za wiechy traw łaskoczące warkocze wspomnień
i za przytulenie ciszy, wśród rzecznej ciszy
za wszystko, czego dotknęłam palcami, myślami, sercem
i za to wszystko, czego jeszcze nie dotknęłam
za braki
ahoj!, kapitanie!
to ja wołam, majster bieda




Terms of use | Privacy policy | Contact

Copyright © 2010 truml.com, by using this service you accept terms of use.


contact with us






Report this item

You have to be logged in to use this feature. please register