pośród zieleni drzew rozpromienionych
- na twarzach zmarszczki dopiero poczęte -
dziesięć lat temu jurni i bezbronni
- a w oczach naszych słońca wniebowzięte -
odchodzisz jednak by pewnego lata
zjawić się nocą na spacerze wonnym
słowa wymówić - powaga je splata -
zniknąć gdy zegar północ w dali dzwoni
w pamięci błądzę przeszukuję bramy
przeszłość tasuję jak karty bezładne
walczę ze śniegiem ze śmiechem lub łzami
- powraca wiosna i lecą żurawie -
jesteś czy nie ma cię - miłości chciwi
sami nie wiemy którzyśmy prawdziwi
plus, bo komu chce się pisać dziś sonety! :):) a forma ciekawa:) po Twoim wierszu zostaje ciepło, ciekawa jestem czy masz w skarbcu jakiś taki napisany ze współczesną składnią?:)
zgłoś
Niestety, napisałam trzy i chyba wszystkie brzmią staroświecko. Współczesna składnia? Nie myślałam, że ta jest niewspółczesna, raczej forma i dobór słów. Pewnie o żurawiach dzisiaj rzadko się pisze. Ale tu, gdzie mieszkam, słyszę je i wiosną, i jesienią. Cudowne uczucie. W Warszawie ich nigdy nie słyszałam.
zgłoś
Dopiero teraz załapałam. Ostatnie wersy "którzyśmy prawdziwi", masz rację.
zgłoś
Jesteś czy nie ma..
zgłoś