Marek Gajowniczek, 7 stycznia 2014
Pora uciech zimowych.
Czas alpejskich kurortów
i posunięć nerwowych
wielu ważnych resortów.
Trzeba wyścig zaczynać
po unijne posady,
a tu zginęła zima,
zakłócono układy.
Białym dymem na niebie
piszą nam kto tu rządzi,
lecz właściwie nikt nie wie,
kogo ślepy los strąci.
Wypuszczają balony,
sondażowe latawce,
ale styczeń zielony
przypomina o trawce.
Wielki tłok przed kamerą.
Każdy chce się pokazać.
Mniejsza z tą atmosferą.
Wkrótce już musi padać.
A gdy już się posypie,
to pociągnie do maja.
Nie uwierzę już lipie,
a moja chata z kraja.
Marek Gajowniczek, 6 stycznia 2014
To Święto w świecie różnie wygląda.
U nas przybrało postać wielbłąda.
Garbem i złotem lśni wielki szpan.
Pan Jezus odszedł na drugi plan.
Na pierwszym znowu chcą być królowie,
jak się da Vinci ulęgło w głowie.
O tym już nawet nie uczą w szkole,
i tylko mason widzi symbole.
Marek Gajowniczek, 6 stycznia 2014
Odbyła dziś się w Muzeum Struga
tajna narada poważna, długa.
Jak reagować na bzdury w wierszach,
skoro ironia jest coraz śmielsza
i rozdrażniła nawet Dozorców.
Wyłażą tajne związki spod korców,
które się skryły w Literaturze.
Nie można tego pomijać dłużej!
Szepnęła gdańska im Eugenia,
że jest niedobrze i coś się zmienia.
Przesąd się uśpił. Maria Curie
na cztery spusty zamknęła drzwi.
Walerian poszedł po walerianę.
La France mówi - France są znane!
Ci, którzy mieli Szczęśliwą Gwiazdę,
już się poważnie liczą z wyjazdem.
Są podejrzenia w poważnej sprawie.
Dzisiaj spotkanie było w Warszawie.
Następne będzie już w leśniczówce.
Z władzą najwyższą przy dobrej wódce.
Dziś rozmawiano tak - trzy po trzy.
Trzeba w tę sprawę włączyć P- trzy,
by przekazała wieść wierszoklecie,
że ma zaprzestać kpin w internecie!
źródło: Warszawa, Niepodległości
autor tekstu: kit-wiadomości
Marek Gajowniczek, 6 stycznia 2014
Na wąziutkiej ulicy Brzozowej,
gdzie się ściana opiera o ścianę.
Między stare wciśnięto nowe
kamienice dobudowane.
Jakby chciały pozostać ukryte.
W tło wtopione wystrojem i murem,
lecz ich szyldy są znakomite.
Tu się tworzy www.culture.
Zwykle w czwartki o późnej godzinie
przybywają na Starówkę bracia.
Nie w habitach. Nie w pelerynie,
ale w całkiem zwyczajnych gaciach.
Czasem widać na nich fartuszek,
który zwykle jest raczej schowany.
Przyszli sprzedać tu pokątnie duszę
i demonom układać peany.
Niby zwykli muzealnicy,
ale bardziej od innych dyskretni.
Właśnie tu na Brzozowej ulicy
tworzą świat wyobrażeń i bredni.
Niby znawcy literatury
i kustosze wiedzy tajemnej
na Starówce schowani za mury
oglądają twarze strony ciemnej.
Przyglądają się bardzo uważnie
odczytując najmniejsze znaki,
a na koniec niezwykle poważnie
dzielą sławę wśród twórców pętaki.
Kogo swoim opatrzą znakiem
i pieczęcią przyłożą kopyta,
ten zostaje w mig rajskim ptakiem.
Od tej chwili świat jego już czyta.
Kogo jednak zamuli Brzozowa,
Lawendowa lub Przemysławka,
ten się nigdzie już nie uchowa,
bo decyzja jest krótka: - Wysiadka!
Na wąziutkiej ulicy Brzozowej
nikt nie patrzy w horyzont szeroko,
ale z kąta sali wykładowej
wciąż na sztukę jedno łypie oko.
Nie zamyka się nawet na chwilę,
nawet kiedy już bracia wychodzą.
Przez to talent wyczuwa na milę.
Wie gdzie wiersze najlepsze się rodzą.
Kto jest wrogiem, a komu dać szansę.
Kto się nigdy z klepiska nie wzniesie.
Ich przychylność się równa z awansem
w wydawnictwach i w interesie.
Pognębili już Mickiewicza,
choć jest tego Muzeum patronem.
Innych nawet nie wolno wyliczać.
Opuścimy milczenia zasłonę.
Marek Gajowniczek, 6 stycznia 2014
Były na trasie różne zajazdy.
Wędrowcom lepiej mogły się przydać.
Ten wyjątkowo lubiły gwiazdy,
bo się jak w domu czuły u żyda.
Berele wiedział czym jest komercja.
Jak skusić gości dzwoneczkiem sławy.
Trochę zachęta, trochę perwersja
ściągała tutaj gości z Warszawy.
Mir miał ten zajazd w gronie artystów,
bo sam Berele był bliski żłoba.
Rząd sponsorował rozmach i wystrój
o resztę dbała żydowska głowa.
Na dachu świecił gwiaździsty neon.
Na parking orszak masztów prowadził.
Przy szosie stała reklama z ceną.
Dym grillowania na podjazd kadził.
Stary Berele dbał o reklamę.
Korony gościom wkładał na głowy.
Miejsce się stało powszechnie znane,
chociaż ten zajazd był całkiem nowy.
Zima w tym roku zgubiła drogę,
więc ruch na szosie był stale duży.
Myślał Berele - W końcu też mogę,
mieć jakieś zyski z licznych podróży.
Zrobię tu ucztę " U Baltazara",
albo wystawię "Wieczór Trzech Króli".
Niech władza widzi, jak tu się staram,
a lud niech przyjdzie i niech zabuli!
Nakłady były niezwykle duże.
Ubezpieczenia, koszty reklamy.
Weksel ktoś ręczył na samej górze.
Telewizyjne ściągnął programy.
Dzień był pogodny. Wolny od pracy.
Przy drodze stanął orszak służących.
Prosto przed siebie gnają rodacy.
Tylko gość jeden skręcił niechcący.
Co to się dzieje? Żyd aż się skulił,
ale kierowca wiedział niewiele.
Panie Berele! Dziś jest Trzech Króli!
Idą orszaki w każdym kościele!
Marek Gajowniczek, 5 stycznia 2014
Cmentarzysko kości rozdaje fortunę.
Stawia wymagania rozpalając żądze.
Rogiem obfitości trąca czułą strunę.
Chce genderowania. W zamian da pieniądze.
Oczy ma fałszywe, a uśmiech bydlęcy.
Zaprojektuj siebie według dyrektywy.
Będziesz zło roznosił i seks niemowlęcy.
Raj dla rozpasanych. Sodomę dla chciwych.
Pokorne cielęta będą piersi ssały.
Niepokorne muszą obchodzić się smakiem.
Te projekty, które warunki spełniały,
będą opatrzone akceptacji znakiem.
Wszystkie trafią w otchłań gwiaździstego kręgu,
który zwie się Schengen dla Euro Zony.
Nałożą im jarzma i pasy popręgów
i pogalopują w cztery świata strony.
Pierwszy ruszy Zabór - bezwzględny i chciwy.
Za nim Głód i Wojna przymus swój poniosą,
a ostatni pogna jeździec dobrotliwy
z tego cmentarzyska znaczonego kosą.
Cichy śmiech Brukseli. Słychać koni rżenie.
Spływają projekty. Są już wykonawcy.
Na dotacje czeka młode pokolenie,
a stare się modli. Oczekuje Zbawcy.
Marek Gajowniczek, 5 stycznia 2014
Po co pan to robi? Po co pan to pisze?
Czy to pańskie hobby? Wciąż pytania słyszę.
Czemu ma to służyć? Do kogo ten przekaz?
Przecież tak nie można - bez przerwy narzekać!
Nowy rok już się odkreślił grubą kreską.
Już się stało i przed nami nowe plany,
a pan ciągle, maniakalnie wraca w przeszłość,
chociaż wszystko przeżyliśmy. Już to znamy.
Po co pan się nieustannie sam stresuje?
Chyba czas już się pogodzić z zaszłościami.
Przecież widzi pan, co naród teraz czuje.
Nie potrzeba denerwować go wierszami.
Przez ten upór panu jest niekomfortowo.
Dziś na pana popatrzono by inaczej.
Wszyscy chcieliby zaczynać grę na nowo
i poszukać nowych rozdań, nowych znaczeń.
Nowy rok otwiera nowe perspektywy.
Dorastają już kolejne pokolenia.
Pan przedstawia obraz świata nieprawdziwy.
Sam pan widzi dokąd zaszedł, jak się zmieniał.
Ja tu pełnię tylko rolę ankietera.
W innych sprawach tu pytania mam gotowe.
Moja rada jest uczciwa, całkiem szczera.
To pisanie już dla pana jest niezdrowe.
To już drugi taki sondaż reklamowy,
a ja plotę różne dziwy jak gaduła
i nabijam mym rozmówcom wciąż do głowy,
że me wiersze utrzymują jakiś pułap.
I nieprawdą jest, że nikt ich nie rozumie
i że młodzież ich nie czyta, nie dotyka.
Że nie myśli i właściwie nic nie umie,
a te wiersze to niechciana polityka.
Sprawozdanie zapowiada się obficie
i doczeka się instrukcji szczegółowych.
Wyląduje w jakimś tajnym skoroszycie,
a ja już go uzupełniam wierszem nowym.
Marek Gajowniczek, 4 stycznia 2014
Francuzi palą Citroeny,
a Niemcy ruski gaz.
Chociaż zapalne są problemy
nikt się nie pali z nas.
Trudno powiedzieć, że nie chcemy.
Może to nie ten czas.
Nie gaście! - krzyczą. My czujemy,
że nie ma iskry w nas.
Mówili o nas - Łatwopalni,
lecz nafta poszła w górę.
System okazał się fatalny,
a wzloty wpadły w chmurę.
Popioły sypią nam na głowy.
W kranie jest ciepła woda.
Spalili tęczę narodowi.
O gender pisać szkoda.
Wszędzie zakazy dla palaczy.
Ognisk już nigdzie nie ma.
Palenie szkodzi! - rząd tłumaczy.
Wypala się ekstrema.
Lodowacenie niszczy duszę,
gdy świat jest cieplarniany.
Szukamy znaku. Gdzie paluszek?
A dookoła ściany.
Sprawia to wszystko ordynacja
dzieląc nas - My i Oni.
Oni przeżyją na dotacjach.
Nas bieda w świat wygoni.
Marek Gajowniczek, 4 stycznia 2014
Jakby samochód jechał w twą stronę
z przedziwnym światłem coraz to większym.
Patrząc z podziwem w tło rozświetlone
stajesz się nagle wśród pierwszych - pierwszym.
Dziwny błogostan, wcześniej nieznany
daje się odczuć zalewem szczęścia
jakbyś był bardzo oczekiwany
i miał tę lekkość. Swobodę przejścia.
Jeżeli wrócisz, zostaje w tobie
tamto pragnienie. Uśmiech na twarzy.
Chciałbyś je znowu przypomnieć sobie
i jeszcze chwilę o śmierci marzysz.
Jest już ci bliska. Dobra. Znajoma.
Śmiejesz się do niej. Nie znasz obawy.
Miała cię nieraz w swoich ramionach.
Kazała wracać. Pan był łaskawy.
Marek Gajowniczek, 3 stycznia 2014
Zginęła zima! Szła tu wysłana.
Jeszcze zaspana i nieubrana.
Czy ktoś ją może widział na drodze?
Trzeba jej szukać! Pomóc niebodze!
Może spotkała ją władz szykana?
Miała przyjść wcześnie. Z samego rana,
lecz rankiem wszędzie siedziały mgły,
a potem deszcze przez pola szły.
Była młodziutka. Niedoświadczona.
Bywała wcześniej już w naszych stronach,
lecz widać drogi nie spamiętała,
chociaż na niebie race widziała.
Może szampana piła za dużo?
Może zamorską długą podróżą
skusił ją wcześniej jakiś lobbysta -
reklamą zysków, światłami wystaw?
Bez zimy teraz jest biednie, szaro.
Śmieje się dziwnie w murze maszkaron.
Pewnie coś widział i zna przyczyny.
Jakiż karnawał będzie bez zimy?
Bez baranicy i bez kuligu?
Bez kumoterek szybkich wyścigów?
Herbatki z prądem i świeżych dutków?
Trzeba tej zimy szukać do skutku!
Regulamin | Polityka prywatności | Kontakt
Copyright © 2010 truml.com, korzystanie z serwisu oznacza akceptację regulaminu.
12 kwietnia 2026
Sorrowhead (ex Cheval)
12 kwietnia 2026
wiesiek
12 kwietnia 2026
Arsis
12 kwietnia 2026
ais
12 kwietnia 2026
Jaga
12 kwietnia 2026
Sorrowhead (ex Cheval)
11 kwietnia 2026
wiesiek
11 kwietnia 2026
dobrosław77
11 kwietnia 2026
Weronika
11 kwietnia 2026
Anthony DiMichele