Marek Gajowniczek, 6 sierpnia 2014
Stała władza nad potokiem,
a lud patrzył krzywym okiem
na wielką kupę kamieni.
Krajobraz był nie z tej ziemi.
Stali nad zerwanym mostem.
Rządzenie tu nie jest proste,
a kiedy za mocno grzeje,
bywa, że się też zaleje.
Przestaje istnieć formalnie,
zaczyna płynąć normalnie.
Wczoraj śpiew był z prezydentem,
dziś jest wyrwa za zakrętem.
Czasław śpiewał - liczy straty.
Popłynęły z wodą raty,
gdy Kasinka się zalała,
chociaż jeszcze była mała.
Kłopot z tym wyborczym rokiem.
Stała władza nad potokiem.
Kampania ruszyła wielka.
Nurt jest wartki. Leży belka.
A przesunąć jej się nie da.
Znowu taśmy. Znowu bieda.
Pobiegli wszyscy do wójta,
a wójt mówi: ...ój tam, ...ój tam!
Marek Gajowniczek, 6 sierpnia 2014
Chcą mnie przekonać, że usiadłem w pępku świata
i w środku lata dobrobytu mam małmazję,
a jeśli ze mnie postępowy demokrata,
to lepszą przyszłość właśnie wybrać mam okazję.
A gdy przypadkiem w moim życiu jest coś nie tak,
jak pokazują nam codziennie telewizje,
sam jestem winien nie idąc na przetarg
i źle zrobiłem wybierając hipokryzję.
Chcą mnie przekonać, że tu władzę mam wspaniałą,
która się troszczy, która zawsze mi pomoże.
Wciąż mnie zachęca, żebym poszedł już na całość,
a jeśli nie chcę - sam wybrałem, więc mam gorzej.
A mogłem przecież wyciągniętą chwycić rękę
i ucałować polityka uniżenie.
Skoro nie chciałem, dobrowolną mam udrękę.
To naturalne, gdy wybiera się niechcenie.
Po co więc teraz destrukcyjne piszę wiersze,
zamiast się włączyć w chór radości i uciechy?
Spotkać mnie kara za to może - to po pierwsze!
Po drugie - właśnie pokutować mam za grzechy!
To jest choroba zaraźliwa opozycji
na którą władza już lekarstwo wyczerpała.
Nie mają dla mnie żadnej dobrej propozycji
programy partii, kancelaria oraz pałac.
Więc śmieją mi się, po swojemu, prosto w oczy.
Zagłosuj na nas, żeby lepiej żyła sitwa.
W jednym szeregu w lepszą przyszłość lepiej kroczyć,
zamiast się martwić nieustannie... jak z tu wytrwać?
Marek Gajowniczek, 5 sierpnia 2014
Czekaj na mnie, a ja wrócę, jeśli bardzo chcesz.
Komuniści już od wojny lubili ten wiersz.
Bardzo długo hołdowali doktrynie Breżniewa.
Powrócimy, pomożemy, gdy taka potrzeba.
Demokracja, pierestrojka zapiekły im duszę.
Czekaj na mnie, a ja wrócę. Dzisiaj stąd wyjść muszę,
ale nigdy nie zapomnę i to mówię szczerze,
że tam nasze są granice, gdzie nasi żołnierze.
Zadufani Anglosasi gróźb nie dostrzegają.
To są sojusznicy nasi! Wciąż Rosji ufają.
Chociaż czują, chociaż znają uśmieszek Stalina.
Przekonani pozostają, że się zło zatrzyma.
Że można wciąż pertraktować, lub podsypać grosza,
ale żadnej wielkiej armii nie wrócisz do koszar!
Kiedy taka w świat wyrusza, to ma własne prawa.
Tu o nasze życie chodzi! To nie jest zabawa!
Już tam stoją i potrafią zmiękczyć przeciwnika.
Tak wygląda dzisiaj wojna. Taka jest taktyka.
Nacisk siły Europa na swym karku czuje.
Pokazując świat na opak nic dziś nie zwojujesz.
Prawda nie jest ujawniana, bo nikt prawdy nie chce,
że już koń Apokalipsy z Wisły wodę chłepce.
Historia jest zakazana. Każdy dziś ma swoją.
Ża... al, ża... al! Ukraino! Byłaś pieśnią moją.
Marek Gajowniczek, 5 sierpnia 2014
Na Podchorążych pod sto trzeci,
świat wszedł z peemem i w panterce.
Wzięli, co mogli. Trójkę dzieci.
One malutkie. On pod sercem.
Zdążyli wyjść nim dom się spalił
i szli w kierunku Wilanowa
a tam Marsz Mokotowa grali.
Nie wszystkich zechciał Bóg zachować.
Płonęło miasto. Świat się walił.
Spojrzeli smutno w stronę dymów.
Jeden szczęśliwie się oddalił.
Drugiemu kula karabinu.
Poeci i giną i się rodzą
nie na kamieniu, lecz na szańcu.
Wspomnienia w kurzu bitew brodzą
i ocalonych i powstańców.
Marek Gajowniczek, 5 sierpnia 2014
Dawno temu podszepnął wąż Ewie:
Zjedz to jabłko... On o tym nie wie!
A gdy Ewa się chciała powstrzymać.
Mówił: - Zjadaj ośmieszysz Putina!
Dając Śnieżce zatrute jabłuszko.
Udawała - jest biedną staruszką,
lecz my wiemy, że była królową
i że biedną udawać niezdrowo!
Mistrz pan Jabłoń (czyli Apfelbaum)
na swym tronie rozmyślał sam.
Gdy masz jabłko udaj dyplomatę.
Wtedy będziesz panował nad światem.
Bo od jabłka się wszystko zaczyna.
Jest w tym podstęp, skutek i przyczyna.
Jest też zakaz i nadmiar i bieda
i jest problem jak je dobrze sprzedać.
I jest zawsze silniejsza pokusa
od nakazu: - Jabłuszka nie ruszaj!
Dziś w niejednym zrujnowanym kraju.
Płaczą ludzie wygnani z raju.
Oczywiście, że wszystko przez węża.
Dzisiaj wielu swój umysł natęża.
Jak powtórzyć zagranie, kiedy nie jest już tanie
przekonanie: - Zjadaj i zwyciężaj!
Marek Gajowniczek, 5 sierpnia 2014
Zahuczała gdzieś daleko.
Wybłyskała się za rzeką.
Zlała deszczem połać lasu.
Dla nas już nie miała czasu.
Bębniła po blachach dachów.
Napędziła ludziom strachu.
Postraszyła. Groźnie grzmiała.
Dla nas czasu już nie miała.
Poszumiała trochę w drzewach.
Kilka kropel spadło z nieba.
Zmiotła letni kurz z chodnika
i za horyzontem znika.
Potrzebna była w upale.
Pognała jednak gdzieś dalej.
Wiatr śmiechem zadzwonił w szybę.
Przyjdą po niej te prawdziwe.
Ta zbyt była niecierpliwa.
Poprzestała na porywach.
Pewnie miała humor w kratkę.
Zabłądziła tu przypadkiem.
Przez rozbłyski i dudnienia,
były jednak zakłócenia.
Zresetowała się strona.
Stąd wiersz krótki, tak jak ona.
Marek Gajowniczek, 4 sierpnia 2014
Choć starszym panom to nie wypada,
jeszcze mi brzuszek rusza lambada.
Biodra już gorzej. Nogi się plączą,
a ty wciąż jesteś sarenką rączą.
Na plażowisku nie ma poślizgu.
Ludzie nie znają cię po nazwisku.
Zatańczyć można przy piwnym barze.
Da ci lambada jeszcze moc wrażeń.
Rozkołysane pulsują łona.
On jest zabawny. Szczęśliwa ona.
Migają w słońcu żółte bokserki.
Jest w tej lambadzie piękno muszelki.
Spijesz - wypocisz więcej niż litr.
Czy to filtr jeszcze, czy to już flirt.
Gdy płoną lasy nie żałuj róż.
Rytm. Wigibasy. Flądra pod nóż!
Po tej lambadzie każdy się kładzie.
Spada jak beczka po wodospadzie
rozochocenie letnim upałem.
Wybacz. Nie mogę. Się wyskakałem.
Lecz gdy lambadę znowu zagrają,
gdy wszystkie zmysły się poruszają,
gdy się schowały niteczki stringów -
wstajesz i jesteś znów na dopingu.
Marek Gajowniczek, 4 sierpnia 2014
Czy to pali Słońce Peru?
A może to blask orderów?
Może ognie to z Doniecka?
Może gwiazda, znów radziecka?
Może dziura ozonowa?
Upał. Nie ma gdzie się schować.
Może to eksplozje rakiet?
Może wulkan żarem sapie?
Może tlą się gdzieś opony?
Może flary i stadiony?
Może palą wstydem słowa?
Upał. Nie ma gdzie się schować.
Może to libijskie szyby?
Może czołgi - wojny tryby,
lub radioaktywny opad?
Może daremny pot chłopa
i unijna sankcja nowa.
Upał. Nie ma gdzie się schować.
Może to brak parasola?
Może gorączka Ebola?
Może rewolucji walec?
Może z nieba to chemtraile?
Nie to tylko jest żar debat!
A Tusk jeździ i zagrzewa!
Marek Gajowniczek, 3 sierpnia 2014
A ty jesteś, mimo wszystko, spokojna.
Rozebrana do naga w upale.
Nie obchodzi cię kryzys i wojna.
Nawet ja nie obchodzę cię wcale.
Jaka jesteś na wszystko odporna.
Na porywy, zamiary i żale.
Nawet cisza po tobie wieczorna
spływa lekko francuskim Mistralem.
Czyżbyś była zupełnie bezwolna?
Rozłożona na lata Majdanie.
Do reakcji już żadnej niezdolna,
gdy owoce są drastycznie tanie?
Jakaż jesteś znudzona, powolna,
kiedy świat się okłada sankcjami.
To odpowiedź na upał zbyt chłodna.
Jest gorączka, lecz pytam: - Co z nami?
To jest tylko sierpniowa przyducha.
Spowolnienie niczego nie zmienia.
Przyłóż głowę tu, proszę, posłuchaj
ileż we mnie dziś jeszcze jest chcenia.
Marek Gajowniczek, 3 sierpnia 2014
Tego problemu ukryć się nie da!
Jest wielki nadmiar i wielka bieda!
Chłop już nie sieje ani nie orze.
Jest bardzo dobrze i dużo gorzej!
Ktoś za to wszystko musi zapłacić.
Właśnie zaczęli płacić bogaci.
Dlatego rządu nie będą wspierać.
Muszą biedacy inny wybierać.
Takich układów ma dosyć naród.
Jego nie boli problem nadmiaru,
ale go bardzo bolą kredyty.
Padają owce. Wilk nie jest syty.
Platforma chyba rzuci to wszystko.
Pali się blisko wojny ognisko.
Świat pragnie Moskwie gotówkę wstrzymać,
lecz biedę Rosja umie przetrzymać.
I my umiemy. Była tu długo.
Obróci medal się w stronę drugą.
Istnieje wszystko tylko formalnie.
Ktoś ponad nami kieruje zdalnie.
Będą problemy z rosyjskim gazem.
Mniej ropy z Libii będzie tym razem.
Ktoś tu się ujmie za Palestyną,
gdy tu pracuje, a krewni giną.
I Ukraina patrzy w dwie strony.
Obraz być może nagle zmieniony.
Cicho się Berlin z Moskwą układa.
System się zmienia, (jeśli nie pada!).
Ta prawidłowość jest dawno znana.
Swoją kadencję kończy Obama
i już właściwie niewiele może.
Miało być lepiej. Jest dużo gorzej!
Nowy Porządek - Dawny już zniszczył.
Jest wiele ofiar, ruin i zgliszczy.
Nas bardzo martwią wielkie zapasy?
Może by ludziom dać więcej kasy!
Jabłka rozdawać dzieciakom w szkole.
Niech tańsze mięsa będą na stole.
Niech bezrobotni z sadów zbierają.
Niech nasze wojska wreszcie wracają!
Już po staremu wybrać się nie da!
Takie wybory w nosie ma biedak,
a ten, co traci ma jeszcze głębiej.
Partyjnym grymas widać na gębie.
Niech propaganda wiesza banery.
Z podsłuchów wyszły cztery litery.
Czarny się humor rozlał po kraju.
Głodowe życie przy urodzaju!
Regulamin | Polityka prywatności | Kontakt
Copyright © 2010 truml.com, korzystanie z serwisu oznacza akceptację regulaminu.
9 kwietnia 2026
wiesiek
9 kwietnia 2026
Atanazy Pernat
9 kwietnia 2026
Sorrowhead (ex Cheval)
8 kwietnia 2026
Jaga
8 kwietnia 2026
wiesiek
8 kwietnia 2026
Afrodyta
7 kwietnia 2026
wiesiek
7 kwietnia 2026
sam53
7 kwietnia 2026
Sorrowhead (ex Cheval)
6 kwietnia 2026
jeśli tylko