Poetry
Zmiana sposobu prezentacji
i enjoy the petals
of rose lavender magnolia peony
daisy violet lilac
i bathe in their infusion
and then i carry like a mist
a subtle scent for you
i shine moisturized and smooth
as a surprise i offer
the fluttering wings of a dragonfly
I. Niedziela
prężą się myśli
ściany nośne
pod gruzami rzeczy
lekkich jak papier
trzeba coś mówić
by zagłuszyć pustkę
ładnie oprawioną
ciałem
trzeba nieść życie
wyzwalać energię
z każdą czekoladką
ze spirytusem
którą jest mowa
(...)
--- full text ---
.
dotyk
każdy fałszywy budzi niepokój
a ty jedna wiesz kiedy swędzą usta
łatwo kaleczę język
nie grzeszę - bogom brakuje aniołów
wytrawnym nie oszukasz pożądania
.
śniłem twoje chłodne dłonie
rano znalazłem dla nich miejsce w sercu
,
całuj pierwsza
zawsze fascynowały mnie kobiece dłonie
ile można było z nich wyczytać
ile wywróżyć
czasami zdawały się Poezją
niekiedy Baletem
pachniały Dojrzałością
jesienią życia
widziałem w nich radość i smutek
pomarszczone wycierały łzy
wciąż delikatne wrażliwe
gotowe na czułość
cieszę się płatkami
róży lawendy magnolii peonii
stokrotki fiołka bzu
obmywam się ich naparem
a potem niosę jak mgiełkę
subtelną woń dla ciebie
lśnię nawilżona i gładka
w niespodziance składam
trzepoczące skrzydła ważki
są rany które nie chcą się goić
są łzy których nijak wypłakać
wspomnienia zatrzymane
w destrukcyjnych obrazach z przeszłości
.
dzisiaj znów padał deszcz
nie wiem czy wszyscy tak mają
z pajęczyną za szafą
z wyborem ubrania na wieczorne przyjęcie
z kupnem prezentu pod choinkę
często zastanawiam się nad zmianą pracy
denerwuje mnie pies
słaby internet
sąsiad który non-stop słucha disco polo
może i dobrze że ostatnio słabiej słyszę
Magdalena zwróciła mi uwagę
że słyszę to co chcę usłyszeć
wspomnienia chowam pod poduszką
pamiętam szept - mówiłaś - kocham cię
piszę wyobraźnią na innej płaszczyźnie
słowa ocierają się o siebie
na ustach zostają ślady
pocałunków wystarcza jak zawsze na dwoje
rozmawiamy bez względu na pogodę
z nadzieją że to co między nami to dopiero preludium
.
gdybyśmy pozwolili snom na jedną drugą randkę
gdybyśmy wymieszali marzenia
nie urywając myśli w pół zdania
a błyskotliwą obojętność zamknęli w przeszłości .
bez pytań - po co - dlaczego - w jakim celu
.
przecież poezja nie może być kulą u nogi
noc cienka
jak papier
przejście bez śladu
w przestrzeni
coś trwa
coś oddycha
coś patrzy
otwiera się
światło
w pamięci droga
którą kiedyś było
twoja forma
nicuje kierunek
ruch jest bez imion
wychodzisz
w stronę
bez początku
bez końca
łąka się kładzie zielonym
nad nią ptaki w obłokach
leżymy na niej jak pole odłogiem
pachną kwiaty widzisz kochanie
nie jesteśmy tutaj sami wiatr bratem
bociany odleciały do gniazd
cisza przed burzą ale nie będzie padać
słońce skąpane w jeziorze pełnym zimnej wody
słucham polnej muzyki słucham natury
nic lepszego nie może się przytrafić człowiekowi
prócz zdrowia cudownej przyrody
kocham zieleń łąki odkąd jestem młody
Roboty może kiedyś zaczną coś robić same z siebie jak
drzewa co rosną, pająki polujące pajęczynami
rozmnażające się paprocie czy lisy zapatrzone w kury
kury w ziarna
ziarna wypuszczające macki w glebę
ośmiornice przeciskające się przez szczeliny do wolności
i chowające się w norkach jaszczurki
to całe poruszanie się wolne bezwolne stworzeń
same z siebie i znieruchomienia
pory snu
a w snach przygoda, taniec form, przezroczystość
hybrydowość, planowanie
a gdzie do tego maszynom, cóż same z siebie robią
albo pod wpływem matki
gdzie historia ewolucji, podmianki, wymiany,
przepływy energii, instynkty, siły,
trzymanie się wiązań i ich puszczanie
trzymanie się wrażeń i ich puszczanie
zwykłe żywe trupy nic nie robiące same z siebie
