Poetry
Zmiana sposobu prezentacji
nic
nie wraca
nic
nie odchodzi
jest tylko
ciągłość
bez świadomości
istnienia
i rysa
która nie wie
że dzieli
z tej niewiedzy
powstaje kształt
udający linię
żeby
móc
trwać
las nabiera barw
liście wirują tańczą twista
a może kankana
południowe słońce skrzy się w wartkim strumieniu
senny dzień rozpina lekką mgiełkę
w karminach klonów
w złocie burych dębin
przejrzała zieleń mchów splata fiolety z różem wrzośców
w poszyciu błyszczą brązowe główki podgrzybków
zawieszona między jałowcami pajęczyna
dźwiga ciężkie krople rosy
czuć wiatr który obejmuje nas chłodem
taki pierwszy dotyk jesieni
schowanej w nagich drzewach
ostatnim fruwającym listku buczyny
w listopadowych wspomnieniach układanych ciszą
w twoich oczach nawet echo
szepcze - kocham
zatrzymaj mnie pocałunkiem
zatrzymaj słowem brzmieniem głosu
myślą przedwieczorną wybujałą z marzeń
na pierwszy lepszy sen wyrwany wyobraźni
na luksus bycia tylko we dwoje
zatrzymaj zanim doliczymy się w wierszach
albo ugrzęźniemy w nich na zawsze
masz gorące usta
nie wódź na pokuszenie
przytul
przytul mocniej
kochaj
napiszę wiersz o człowieku
i Bogu
mój człowiek nie ma
pierwiastka boskiego w sobie
więc nie zna piękna
ani dobra
żyje w ciemności
pewnego dnia
dostrzega jasność
która rodzi się od początku
nikt nie błogosławi
i nie wiadomo czy jest
dobra
więc rozrasta się
jak baobaby przejmuje władzę nad planetą
a ludzie uśmiechają się do siebie
wtedy pojawia się Bóg
I.
Jestem więc ulicą na którą pada złote światło
czarne gałęzie nocą z rana mgła wśród butelek
wśród butelek i cokołów poległ John Donne
jakże lśnią te ulice nocą światła mijania piękne
jak drewno i najszczęśliwszy jest ten któremu
o nic nie chodzi
czy pana panią interesują losy cywilizacji odpo-
wiedź brzmi: nie jest to dla mnie coraz bardziej
abstrakcyjne wystarczy śpiwór termiczny
poecie kazano być wdzięcznym za los który skła-
nia do śpiewu urywam ten wiersz tak jak urywa
śmierć jestem bowiem ulicą na którą pada złote
światło choć przecież nigdzie nie stało że poeta
umarł owszem samochód wybuchł ale on
nie umarł
II.
(...)
--- full text ---
tę chwilę wyjmuję z pamięci w kawałkach
tak jak obrazy ze snu nie do pary
czyste kartki nienapisanych wierszy
pachnące trawą (wygniecioną w sadzie)
wieczorną rosą przenoszoną wargami kropla po kropli
z najmłodszych listków białej koniczyny
na rozgrzane sutki
.
poddawałem się jej w pocałunkach
w nieskończonym deszczu zagubionych dotyków
aż po świt gdy rumiane jabłka na wyciągniecie ręki
a zmęczone usta z szeptem - jeszcze
.
tak jakbym o jesień za późno wyjął ją z pamięci
2019-09-24
Czy nadal będą tylko we śnie,
w głębi czekając gdzieś na śmiałość?
Historie, również te miłosne,
nadawców i odbiorców mają.
W głębi czekają gdzieś na śmiałość,
bywają wierszem napisane.
Nadawców i odbiorców mają,
oczekujących na wysłanie.
Bywają wierszem napisane
do wszystkich osób, nie wybranych.
Oczekujące na wysłanie,
wśród wiadomości są skrywane.
Do wszystkich osób, nie wybranych:
kto nie miał nigdy gdzieś na stanie
wśród wiadomości tych skrywanych,
z obawy o to, czy są chciane?
Tekst w aranżacji muzycznej przygotowanej z Suno:
https://www.youtube.com/watch?v=btPhgnayKXM&list=PLUExBGgSIW5l1Yro-X9A3UnaU2NyYkbtg&index=7
Gwoździe kiedyś, ktoś wymyślił
po to, aby rzeczy łączyć,
by trzymały je na ścisło.
A mnie ćwieki chcą wykończyć.
Przypominam sobie: "A-ŁA!",
gdy nie było mi do śmiechu.
Ubaw niezły żona miała,
a ja miano speca pecha.
- Nawet, gdy to krótki papiak,
popatrz jak się go uderza.
Młotkiem trzeba w główkę trafiać.
O tak... A-ŁA! W Mordę jeża!"
***
Innym razem po wichurze
patrzę, gwoździe mi wystają,
gdyż uległy amplitudzie.
Cud, że dachu nie urwało.
Myślę sobie: "co za młotek
dach na gwoździe podobijał,
(...)
--- full text ---
Koncertowa ballada kredytowa o Janku Twardzielu i bankierze Lucku
Na osiedlu pod Warszawą,
tam gdzie beton wzniósł sìę w chmury,
Janek Twardziel z miną żwawą
podpisywał grube bzdury.
-Rata? Drobiazg! Marża? Pikuś!
Wzrost procentów? Bajka stara!
Obok Lucek – pan z kredytów
w garniturze jak z koszmaru.
Podpis, pieczęć, drobny druczek,
kawa, ciastka, asystentka.
W siódmym tomie księgi kruczek -
dożywocie i mordęga.
Hej! Hej!
Grają cyfry jak gitary!
Hej! Hej!
Wyszły jednak ponad miary!
Choć to zwykłe jest mieszkanie
to jak pałac jest... w zastawie.
Spłacona już setna rata,
(...)
--- full text ---
Przestrzeń wspomnień z lat tamtych
Życie rozdaje nam różne role,
a sceny wszędzie są tam, gdzie ludzie.
Choć my aktorzy wciąż wybieramy,
to w scenariuszach przejść trzeba próby.
Przesuwały się cienie na piasku,
pozostawiając stóp naszych ślady -
względnie niedawno. Dziś we wspomnieniach
hipotetycznie zmieniamy "kiedyś".
Ref.
Choć ten scenariusz jest już za nami,
ślady na piasku dawno zatarte,
cień wzrosłych sosen przykrywa ścieżki,
wypełnia przestrzeń wspomnień z lat tamtych.
Wspomnień z lat tamtych.
Mieliśmy naście lat, może więcej,
zauroczenia niewypowiedziane...
Czy zasługują znów na uwagę,
po wielu latach budząc pytania?
Czy dorośliśmy? - chodzi o miłość.
(...)
--- full text ---
