Poetry
Zmiana sposobu prezentacji
w tęczowych szeptach
gdybym mógł gwiazdom światła wiązać
w jedną latarnię gdzieś w obłokach
w ogromny księżyc który pląsa
zanim w kolorach się zakocha
gdybym się zgubił w pocałunkach
w barwnym pryzmacie niedosytu
i w każdej tęczy widział usta
z zaborczym - weź mnie - kochaj - przytul
póki nas jesień w siebie wplącze
i zmarszczy ciepło naszych dłoni
lato się kończy - czy choć zdążę
tobie i niebu się pokłonić
światło dojrzewa echem pragnień
noc nadziejami już okrzepła
wiesz jak o świcie słońce pachnie
i księżyc gaśnie w naszych szeptach
wpisani w miłość zaufaniem
(...)
--- full text ---
to co było dawno - dawniej niż przedwczoraj
mgła skrzętnie okrywa - czas obrzuca ziemią
jesień śpiewa psalmy nie tylko w nieszporach
szarą teraźniejszość wiatr zagania w ciemność
i na ścieżkach dźwięków gdzie szept nocy cichnie
zamienia ją w przeszłość - może to brzmi dziwnie
lecz jakże prawdziwie gdy na gzymsach zorzy
to co chwilę wcześniej wybuchało złością
nagle się wybudza otwierając oczy
bez zła nienawiści ciesząc się miłością
jakby cud przyszłości stawał się narracją
czasu który łączy molekuły spacją
dziwne jak melodia w nucie listopada
gdy na kancie światła i cmentarnych wspomnień
zanurzam się myślą w spadających gwiazdach
w powrotach przemilczeń niespełnień niedotknięć
gdy wiążę marzenia i ciebie z wierszami
miłość to nie przeszłość
jest w nas
między nami
pustka rozlewa się dokoła
gdy otwieram oczy
rozpływa się falą wypełniając
szczeliny w podłodze
dziury w przestrzeni
.
likwiduje niezamieszkałe cienie
grzęźnie w świadomości
wyrywa się z objęć
szarpie klamkę
kiedy wchodzi pod powieki
czuję jej dno
Jestem więc mięsem nieco okopconym mówi któraś z dusz
i nie życzę sobie odwiedzin
na moich torfowiskach, na moich bagnach, na moim gnilnym posłaniu
krążą świeże i stare tchnienia
i nie ma nic co trzeba by
wiedzieć -
ot, lalki ze szmat i drutów.
Jakby Bóg przedostał się do mojego oka
a ja miałabym wyssać szpik nicości
polubić własną obojętność
i na jej dnie objąć śmierć -
jak cierniste ziarno w rozpadlinie -
gdy niespełnione nadzieje każą widzieć
ślady życia pod tatuażami blizn.
Być może jednym jest życie
życiem jest ucisk na skroniach
i bieda
(...)
--- full text ---
1 U wejścia do portu (fale przypływu i odpływu) - można czytać ciągiem, opuszczając nawiasy
fala fale przypływu odpływu
ludzie umierają z odpływem nocą
morze zabiera życie, aktywność, kojarzenie, sny
powrotna fala z opróżnionymi muszlami, lekka bezwładna topielica
(pijany marynarz w porcie zapładnia pijaną prostytutkę)
z powrotem fali w przypływie znów rączki, haki, śluzy,
raczkowania, wicia się życia
życie przenika ruchy grawitacyjne
śmierć myślom przynosi rozwiązanie
w pokoju już nie ma mamy ani taty ani mnie
rozpoczyna się fala gnicia, odpływu?
(odpływ życia należy do życia)
energia wzrasta w łonie, energia ulata z trupa
a we wszystkim fale energii gwiazd potężne
biegunowe latarnie morskie kosmosu
dla nieobecnych ale oczekiwanych
rozbitków powracających do ciał, do domów
dla komplikacji węgla wież azotu fontann z grzbietów wielorybów
piramid rusztowań dla nadchodzących gatunków
(...)
--- full text ---
Przychodzi tak jak dziś przedzimiem
w nierozpoznanych nigdy twarzach
których z pamięci nijak wymieść
ni zamalować ni zamazać
budzi wspomnienia gdzieś po drodze
w płonącym ogniu cienie gasną
ile tych świateł - całe morze
jak słów do wiersza którym ciasno
wosk spływa lawą po kamieniach
jakby chciał zebrać myśli w jedną
jesteś człowieku a cię nie ma
z wiarą w ulotność duszy
w ciemność
miałem ci powiedzieć
ale lepiej będzie napisać
.
nie wypatruj mnie w ciemności nocy
zamkniętej pod powieką
wyciągnij dłoń
a kiedy poczujesz światło
ułożymy się pod kolor oczu jedną tęczą
.
każdego dnia o świcie zaczynam się od nowa
nawet kawę piję tylko po to
żeby na dnie kubka spotkać się z twoim uśmiechem
jak nikt potrafisz włożyć
szczęście w kąciki ust
przypływ jest w nas
statki są wolne i silne
a nawet kapryszą
nurkują i wzlatują
albo płoną w portach
w ogniu zdobywają mądrość
przed zniknięciem
nawet nie pozostawianie za sobą
a wypływanie na nieznane wody
i w przypływie nadziei
wpływanie do nieznanych portów
na noc
w żądzę w żądzy
w ogień w ogniu
w świadomości w świadomość
w przypływie szczerości i namiętności
zbudujesz paralotnię
hulajnogę
zjeżdżalnię
i najlepszą z kryjówek
czy spotkamy się kiedyś na chwilę
jak dwie krople w jesiennej szarudze
albo słowa od dawna niczyje
zapisane w pamięci na później
ktoś nam podróż do szczęścia obiecał
i na kawę poranną zaprosił
pozostawił nam swoje objęcia
w listopadzie darował cień wiosny
czy spotkamy się niechby przypadkiem
zatrzymani spojrzeniem w zachwycie
nawet we śnie jak teraz - no właśnie
w późną miłość zaprasza nas życie
2026-10-31
MARZENIA
Gdybym mogła być
pocztowym gołębiem.
usiadła bym na twym balkonie,
patrzyła w oczu Twych głębię.
Gdybym była skowronkiem malutkim,
śpiewem swym odpędziła bym,
wszystkie Twe smutki.
A gdybym była motylkiem,
obsypała bym Cię
zaczarowanym pyłkiem.
Abyś w szczęściu spędzał,
każdą życia chwilkę.
Gdy zobaczysz
na balkonie gołębia,
skowronka śpiewającego w locie
motyla co trzepoce
Może to ja spełniam marzenia.
Co życie w radość zmienia.
Ret.
z pamiętnika niespełnionego talerza
najpierw
odparowała woda
potem
zniknęły warzywa
następnie żeberka
weszły w epokę brązu
na dnie garnka
odkryto ślady zaawansowanej cywilizacji
oraz cień
przypalonego protestu
pomidora
każda zupa
prędzej czy później
staje się historią
