Poetry
Zmiana sposobu prezentacji
cieszę się moimi płatkami
róży lawendy magnolii peonii
stokrotki fiołka bzu
naparem z nich odświeżam cerę
a po maseczce jak mgiełkę niosę
subtelną woń dla ciebie
lśnię nawilżona i gładka
w niespodziance składam
błyskotliwe drgnienie ważki
są rany które nie chcą się goić
są łzy których nijak wypłakać
wspomnienia zatrzymane
w destrukcyjnych obrazach z przeszłości
.
dzisiaj znów padał deszcz
nie wiem czy wszyscy tak mają
z pajęczyną za szafą
z wyborem ubrania na wieczorne przyjęcie
z kupnem prezentu pod choinkę
często zastanawiam się nad zmianą pracy
denerwuje mnie pies
słaby internet
sąsiad który non-stop słucha disco polo
może i dobrze że ostatnio słabiej słyszę
Magdalena zwróciła mi uwagę
że słyszę to co chcę usłyszeć
wspomnienia chowam pod poduszką
pamiętam szept - mówiłaś - kocham cię
piszę na innej płaszczyźnie wyobraźni
słowa ocierają się o siebie
na ustach zostają ślady
pocałunków jak zawsze wystarcza na dwoje
rozmawiamy bez względu na pogodę
z nadzieją że to co między nami to dopiero preludium
.
gdybyśmy pozwolili snom na jedną drugą randkę
gdybyśmy wymieszali marzenia
nie urywając myśli w pół zdania
a błyskotliwą obojętność zamknęli w przeszłości .
bez pytań - po co - dlaczego - w jakim celu
.
przecież poezja nie może być kulą u nogi
noc cienka
jak papier
przejście bez śladu
w przestrzeni
coś trwa
coś oddycha
coś patrzy
otwiera się
światło
w pamięci droga
którą kiedyś było
twoja forma
nicuje kierunek
ruch jest bez imion
wychodzisz
w stronę
bez początku
bez końca
łąka się kładzie zielonym
nad nią ptaki w obłokach
leżymy na niej jak pole odłogiem
pachną kwiaty widzisz kochanie
nie jesteśmy tutaj sami wiatr bratem
bociany odleciały do gniazd
cisza przed burzą ale nie będzie padać
słońce skąpane w jeziorze pełnym zimnej wody
słucham polnej muzyki słucham natury
nic lepszego nie może się przytrafić człowiekowi
prócz zdrowia cudownej przyrody
kocham zieleń łąki odkąd jestem młody
Roboty może kiedyś zaczną coś robić same z siebie jak
drzewa co rosną, pająki polujące pajęczynami
rozmnażające się paprocie czy lisy zapatrzone w kury
kury w ziarna
ziarna wypuszczające macki w glebę
ośmiornice przeciskające się przez szczeliny do wolności
i chowające się w norkach jaszczurki
to całe poruszanie się wolne bezwolne stworzeń
same z siebie i znieruchomienia
pory snu
a w snach przygoda, taniec form, przezroczystość
hybrydowość, planowanie
a gdzie do tego maszynom, cóż same z siebie robią
albo pod wpływem matki
gdzie historia ewolucji, podmianki, wymiany,
przepływy energii, instynkty, siły,
trzymanie się wiązań i ich puszczanie
trzymanie się wrażeń i ich puszczanie
zwykłe żywe trupy nic nie robiące same z siebie
Leżał koło płotu. Bezwzględnie
martwy, choć wpatrzony w pospolitą
niesprawiedliwość, nad nim
muchy brzęczały egzekwie. Jednego
sierściucha mniej, znów przy śmietniku
chwilowy pustostan. Niby wszyscy
wiedzą kto, ale milczą wszyscy, morderca
kotów wciąż nieuchwytny.
subtelne przekładanie się wnętrza na zewnętrzność,
reakcja świata na nas, naszej natury na świat, osiągnięcie
najlepszego spełnienia siebie
stoisz na starcie i czekasz, aż porwie cię twój los, twoja droga
Wybór - loteria boża Czasem czujesz się jak zmokła kura, ale wiesz,
że jesteś na swoim miejscu, szczęśliwy, zajęty, spokojny,
a czasem twa zwierzęca dusza nie znajduje sensu, pokarmu,
środowiska, ogrodów ze snu
ahoj marynarzu kreciku lotniku Subtelni nauczyciele, weterani
mórz przestworzy i podziemi czekają na twą odpowiedź
starożytni bohaterowie i zwierzęta
cicho tuż obok
twój zielony wianek kreśli sylwetkę
gdy z moich ust spłonie głęboki pomarańcz
zostaniesz pięknie nagi
rozpływam się ciałem na liniach dawida
wnikam w twoje ciepło
w gładki połysk skóry
jako opalizująca śnieżynka
żadne święto
wino piliśmy do kolacji
po tylu latach nie pamiętam nawet jakie
najważniejsze że Magdalena była szczęśliwa
.
zawsze cieszyła się gdy butelka pojawiała się na stole
tamtego wieczoru ktoś zanucił Modlitwę
ktoś wyciągnął gitarę
wspominaliśmy Okudżawę
...
to była niezapomniana noc
Ziemia jeszcze się kręci
