Poetry
Zmiana sposobu prezentacji
naddatek sił do zbędnych celów
optymizm podziwiacza i poszukiwacza przygód
czytanie nie daje mi już nic
nie ma żadnego praktycznego zastosowania
ale pisanie poezji, trawienie, przypływ
jest jeszcze sensowne, coś zmienia, ożywia puls
to you i could write
letters of love
far out where the golden beeches glow
wrapped in silk
soft squirrel down
warm and wondrous by the pane
would you catch the thrill i hold
leaping up the tree-fungi
to a cottage made of dahlia pink
tobie mogłabym pisać
miłosne listy
dalece patrząc na złote buki
owinięta w jedwab
puszkiem wiewiórki
ciepło i cudownie przy oknie
czy byłbyś tak pobudzony jak ja
wspinając się po hubach
do domu z różu dalii
nie wiem czym pachną ostatnie dni października
jabłka zerwane
puste sady
w słońcu lśnią warkocze pajęczyn
zmierzcha się coraz wcześniej
wieczorem otulam Ciebie ciepłym szalem
pocałuj
wiesz ile szczęścia przynosisz
w każdym pocałunku
2026-10-29
wyobraź sobie góry w chmurach
i deszcz
padał co chwila
wyobraź sobie rwące potoki
w którą stronę byś nie spojrzała
ściana deszczu
mgła
nad Buczynowym i Kozią Dolinką
pogoda jak w listopadzie a przecież październik
rozpłakała się Natura w październiku
wyobraź sobie
czy kocham góry
pewnie tak jak ty
chociaż twoje są piękniejsze i wyższe
z widokiem na przyszłość
moje góry zbankrutowały
już na pierwszym piętrze dostaję zadyszki
dzisiaj w oknie mgła
ciągle widzę tę samą przepaść
(...)
--- full text ---
porozumienie upadających wież
mijających się liści na falach
pijany marynarz w porcie zapładnia pijaną prostytutkę
odpływ życia należy do życia
nad ranem w snach ciała sposobią się
do słodkiego pogrążania w falach
Rezygnacja (stary tekst, troche przerobiony)
W nocy się nie zastąpi niczego niczym, tylko snem,
co się rozpłacze w ustach i głowie,
podniesie oczy na totalną grozę i zaśmieje wesoło,
a z głupstwa przerazi.
Czas ładować kłamstwa łopatą do głowy,
bo pająk posrebrzany poszczególnymi nićmi omiata
poszczególne kostnice, gdzie się budzą koszmary,
demoniczne śmiechy, piekielna rozkosz,
zatracenie i zbrodnia w ciszy.
Drgnie powieka, ręka, jak pod czyimś czułym
pocałunkiem.
Błogosławiony sen. Ujście złych energii.
Stan odprężenia w mięśniach i w myślach.
Przyjdź śnie i wybaw mnie od mych myśli.
Otwórz przede mną krainę spokojnej, spontanicznej
pracy mózgu.
Niech lęk i sprzeczności powrócą rano.
Teraz chcę spać, chcę spać,
chcę tylko spać.
las wierszy drzew i rąk
jesienna leśna cisza
i nikt nie pyta skąd
ta ,cisza do nas przyszła
był wiersz co z wiatrem wpadł
na chwilę nie wrześniową
taki co w pole gnał
zwyczajnie -daję słowo
a wrzesień ciepły był
mech wrzośćce grzybobranie
jesienią nam się śnił
nim słońce wstało - wstanie
.
nim się wtulimy w jesień
jak miłość która nas
przez życie wierszem niesie
2026-1028
przykucnęło słowo przy drodze
księżyc srebrem rzucił w jałowce
deszcz jak zwykle śni o pogodzie
nocą wszystko zdaje się prostsze
berberrysom liście szeleszczą
"kocham" cierpi znów na bezsenność
deszcz jak zwykle śni z braku deszczu
o tej porze robi się ciemno
i tak co dzień chandra rwie szelki
nawet "kocham" brzmi coraz dziwniej
rano jeszcze czuję się rześkim
przed wieczorem na kamień stygnę
wspomnieniami wracam do źródeł
pocałunki jak puzzle składam
w tej miłości już się nie chudnie
drzewa chudną w mgłach listopada
Aleja drzew w szeregu
to zmarłych miasto,
grób przy grobie ciasno.
Zapalone znicze nie gasną.
Kwiaty piękne lecz nie pachną.
spokój każdego przenika.
Przy grobie ktoś bliski,
rozważa życie od kołyski.
Ta cisza dookoła,
myśl jak echo woła.
Woła imię bliskiej osoby.
Gdzie spojrzysz znajome groby.
Wraca wspomnienie sprzed lat,
Tu leży znajomy ,
sąsiad ,ojciec ,matka
siostra i brat.
Stoisz widzisz świec jasny blask
tak szybko mija czas.
Wczoraj jeszcze byliśmy razem
dziś już nie ma Was.
Tylko pamięć i świec blask
pomaga odtworzyć tamten czas.
Oddajemy hołd zmarłym wszystkim,
(...)
--- full text ---
Szczekamy na siebie. Przez płot,
on z jednej strony
ja z drugiej, czasami
odwrotnie. On - rasowy kundel,
ja - rasowy grafoman. Bywa,
że gonimy, on - własny ogon,
ja - wczorajszy dzień,
zazwyczaj jednak
szczekamy na siebie,
albo do siebie wiersz.
