Poetry
Zmiana sposobu prezentacji
w Strefie Gazy dzieci bez rączek układają schrony z taniego tworzywa
z nieba kapie płynny syrop glukozowo-fruktozowy
mamo czy to jest ten sławny hollywoodzki sen?
pyta sześciolatek pod gruzami z lakierowanego plastiku
kiwam głową
do przodu do tyłu do przodu do tyłu
we Francji płoną szkoły
bo są niedoinwestowanymi ruderami
a młodzież woli zdobywać wiedzę w miejscach jak Luwr
drap drap po spalonej oponie
Susan Sarandon na Hollywood Walk of Fame w oparach dymu kreśli sprayem niewybredne słowa do Eda Sheerana i przywódcy państwa
i milczy przez megafon w którym dawno rozlały się baterie i dumnie patrzy wokół
mamo czy mogę dać pani moją bluzę w kotki?
na szklanym ekranie podświetla się powiadomienie:
FreeSpirit666 wystawia jedną gwiazdkę w Google Maps
w Miejscu Pamięci i Muzeum Auschwitz-Birkenau drogi parking
(...)
--- full text ---
Ra tuli sfinksa, który
leniwie otworzył dalekoidące oczy
beduini wsypują cukier
do klepsydry uniwersum
ich garbate zwierzęta
noszą krynicę w bukłakach
cogito ergo sum?
mamo czy mogę ubrać bluzę w kotki
pyta siedemnastolatek
kiwam głową
do góry w dół do góry w dół do góry w dół
nie zamykaj oczu nie otwieraj oczu
Otello ze świerszczyka
puszcza oczko i oblizuje śluzowate palce
po błyskawicznej defloracji Marii Magdaleny
słyszę delikatne chrobotanie
z groty wyłażą miliony bugsów
zaczyna swędzieć mnie skóra
drap drap
(...)
--- full text ---
you love the pastels of sweet pea cosmos dahlia and rose
watching how so weightlessly i float on the water from the bowl
caressing round breasts silky glowing thighs
entwined by a radiant shape into an alluring
composition
To gra
bo wszystko mogłoby być
nieco inaczej
Grą nie są tylko
inni gracze
ten i tamten spisuje
kronikę rozczarowań bądź przeinaczeń
wszyscy jesteśmy
jak u Putnama mózgami w naczyniu
więc powstrzymaj się
od rękoczynu
może każdy toczy wojnę
przeciw złu i słabości
świat to piec
my płoniemy
albo przynajmniej
(...)
--- full text ---
uśmiechnął dzisiaj się poranek
w dwóch słowach szeptem na dzień dobry
jakby tym miłym powitaniem
chciał nas wybudzić z marzeń nocnych
jakby chciał iskrę zmienić w płomień
a ust muśnięcie w pocałunek
myśl niecodzienna wraca do mnie
chcę tańczyć z tobą - nie mów - później
nie mów że słońce dla nas wstanie
choć chmury ciągle pachną deszczem
lubię cię taką niewyspaną
niezapisaną jeszcze wierszem
dzień dobry z marzeń sennym wiatrem
gdy uśmiech dzielisz po połowie
gdy niosę ci do łóżka kawę
i sen z miłością cicho dobiegł
otulił mgiełką pożądania
tańcem połączył i muzyką
dzień dobry to nie tylko magia
czasami chciałbym zajrzeć w przyszłość
wrzesień minął
październik w przewrotnym słońcu
wiatr odwraca liście na jesienną stronę
zbierając poranną mgłę w północnym cieniu lasu
o tej porze jesień zawiesza się w pocałunkach
pod powieką masz sen - dobry złoty sen
nie zostawiaj miłości na potem
kochaj
nie rzucam słów na wiatr
poezji na oślep
czasami wychodzę na scenę z wierszem
i dziwię się dlaczego nawet czas
nie przebija się przez kurtynę obojętności
.
dlaczego zawieszone między nami kwiaty
rozdajemy świadomie w obrazach przydomowego ogrodu
coraz częściej wspomnieniami karmimy sny
pocałunkami poranki
.
wiesz ile przyjemności sprawia
przenoszenie piękna z ust na usta
zawsze jesteśmy dla siebie
.
nawet w modraszkach latolistkach ceikach
uwielbiasz pastele groszka kosmosu dalii i róży
patrzeć jak tak lekko unoszę się na wodzie z misy
pieszcząc krągłe piersi jedwabne lśniące uda
opleciona promiennym kształtem w wabiącą
kompozycję
w ogrodzie rozkwitły kwiaty
maciejka cztery jasnofioletowe płatki
zapach zniewala
zakochałem się
szalenie bez opanowania
wierzyłem że między nami
nie układają się kłody które burzą uczucie
całymi dniami rozmawiamy
noce nazbyt krótkie nie dla nas
my się kochamy
gdy błądzisz pomiędzy małpoludami
świat materialny przeważa rozsądek
nieważna miłość nic się nie liczy
gdy na forsę ponad świat się przekłada
wszystko umarło w szarym dniu
serce pęka więdnie maciejka
ogród jak rdza co oplata ciernie
nad rzeką fale na grzbietach niosły piosenkę
(...)
--- full text ---
zamiast pięciu słów, trzy
w miejsce dużych liter, małe
bez wykrzykników, plazma impulsów
co drugie przekleństwo chowam
do kieszeni dresowych spodni
zamiast ostrza, tępa szpilka w język
zamiast pożaru, metafora ciepła
zamiast zakleszczonej dłoni na szyi
obietnica chłodnego osądu
zamiast kurwa mać, kurwa w głowie
zamiast oceanu, rafy w płynie mózgowym
zamiast trzech słów, jedno skojarzenie
zamiast dramatu, kolejny dzień
IX. Mówić prawdę (Zamówienie)
Nie wiem czy chcę
abyś był; bo nie wiem
czy chcę -
abym ja był.
Ostatecznie nic
mnie nie nasyciło
dlatego -
potrafiłem składać ofiary:
z nicości dla nicości.
Kilka razy coś błysnęło
jak ogon lisa płomień
metafora drozda
i choć z wiekiem Nietzsche
coraz bardziej mnie irytuje
to jednak uwierzyłbym
(...)
--- full text ---
