Poetry
Zmiana sposobu prezentacji
szczęście
nie musi nic robić
poza byciem
tam gdzie jest
nie opuszczaj go
dla cudzego nieszczęścia
bądź raczej
siłą przyciągania
która udaje
że niczego
nie przyciąga
wszystko
co próbuje cię wciągnąć
wpada
dokładnie tam
gdzie ty
nawet nie drgnąłeś
każdy z nas miał swój sposób na życie
każdy z nas miał swój cenny czas
zegary biegły w jednym kierunku
pobiegłem daleko inni stali w miejscu
szkoda pogody by się gnębić
zapytaj się czy mam ogień
na ustach z papierosem
wyglądasz głupio
odpalam i znikam
gdzieś za rogiem
słońce czy deszcz moczył nasze włosy
w sercach świat każdy taki sam kolorowy
wybrałem drogę żołnierza nie kaznodziei
ślubowałem ojczyźnie i walkę za nas
I. Fotografia
Poezja żeliwna woń nudy moich cieni mały będzie ten wiersz
zimno.
Kaloryfer odkręcony
luce, luce,
można spać gdy światło źle ustawione
II. Na schodach
Miałem wyjść na papierosa więc ubrałem kurtkę
jakim czynnikom światło zawdzięcza swój ton
pokaż rączki pokaż rączki biały kołnierzyk
chodź jeść chodź jeść po raz trzeci zamiatanie
kiedyś to wszystko zostanie przerwane
Gdzie dwoje się spotyka
tam trzecie się czai
to mnożenie rzeczywistości
rzeczy się łączą ze sobą
a to już nowe ja, rzeczy się rozpadają
wielość z jednego, ciągle dodawanie
nawet z odejmowania
Mózgi sterujące całościami poza nami
w nas, bierze się myśli za bogów
Julian Jaynes, ale myśl jest elfem
zniknikiem wypełzłym z mroku
wspólnej świadomości
budzącej się w zderzeniach par
Gdzie czyha trzecie, gdzie
czyha duch, samokreujące się
nadpoziomy, piętra zamieszkałe
przez schodzące tu anioły, przez
wędrujące stąd tam dusze
Pisane na rejonie, w miejscu,
gdzie w śnie były góry,
(...)
--- full text ---
leżałam w śmieciach
na biurku i na dnie, pod słońcami Hadesu
w pustkowiach Leng, ale
Ziemię poczułam, zagrzebała mnie jedna z jej i
przypadku sił
i oto wzrastam tym, co zatajam w sobie
czym byłam, jestem i będę
śliwką, morelą, brzoskwinią
szczęściem dni pod orzechem
uściskami wiatru i ptaków w moim szeleście
wiewiórczym domem
dla wisielca ramieniem pomocnym
Śniło mi się Słoneczko, że gekonik chyba umarł.
Często mi się śni, że ma wypadki albo umiera.
Na razie jest staruszkiem. Na razie jest okey.
Zwinął się, wszedł w jakąś butelkę, słoiczek
i przestał jak to się mówi żyć, ruszać się, oddychać
(podług swej woli). Puścił kropelkę czerwonej krwi.
Pokazałem tą resztkę Słoneczku i nie byliśmy
pewni, czy nie jest w tym jakoś obecny.
Przecież zawodnicy nie przestali już biegać na meczu,
ale włosy i wirusy i roztocza są całkiem obojętne.
Żywioły nawet nie zostały wprawione w ruch,
chociaż może zostały - burza w szklance serca -
ale są temu obojętne.
Robaki odpadają, krople potu, anioły są zainteresowane
tylko widowiskiem, jak mumie w nas.
Więc został trupkiem swoim, nie swoim, może mamy i taty.
Więc zostawiamy tą broszkę na komodzie.
Więc zanosimy do norki obok jeziora.
Więc nas zostawiają.
Nas zanoszą.
Zaszedł spokojnie jak Ty.
Ja tu tam życie puls gwiazd w rozkwicie
muszli i papierowych odpadków
gnicie śliskiej powierzchni gdy nogi Angeliki
chcą pojeździć po dnie wzburza się świat rozwielitek
piję piwo na dworze pod parasolem
i bańki wirują srebrzyście ku słońcu, w każdej ja
we mnie Nikt, więc myślą i świadomością i uczuciem
przenoszę się w odległe życie basenu zobaczonego
z okna, wyczutego w transie Sybilli, kałuży wiejskiej
pełnej życia kijanek i życia samego w sobie
to żyje gdy ja gnije, gdy ja pije i zamieram
ale tam z powolnego, swobodnego rozkładu
cały czas powstaje nowe życie
biegnie na oślep w spokoju subtelny czas
prawie bezczas kruchych galaktyk
sam jestem w takim basenie, sam mam go w oku
ale mogę być wśród rozgwiazg, błysków i śmiechów
tylko wyobrażając sobie takie tajemnicze miejsce
które mnie woła, ma swych władców, wojny
przejścia, przesilenia
(...)
--- full text ---
Wybieram bycie rozstrzelonym
Proste kuszą dojściem w siebie, w centrum poza sobą
Wielkiego koła zatoczenia
- utwierdzenia wyjścia ucieczki początki-
Tym są drogi, przecinki leśne, linie papilarne Ziemi
Nigdy nieodbyte polowania, bitwy przegrane wygrane
O wszystko, Rycerze zaminowali
Kochankowie spletli
Wodorosty, drogi rzeczne, podwodne morskie dążenia
do żyć, domów - od siebie przez utratę siebie
przez inne obce do siebie -
Nie kręcenie się w kółko - cykl dni i nocy całkiem nowy,
zagarnięty przez przeszkody, spowolniony,
a krzyże to śmierci na drodze, domy obłąkanych,
rodziny katów i ofiar...
Wabiące są przejścia wśród liści, to słoneczna droga światła,
które musi się osadzić twardym konturem,
bo nie sposób być w pierwszym porywie,
a raczej sposób - coś idzie dalej - a to, co zostaje to my,
nasze dzieci, dzieła,
skorupy, a na nich ślady fali...
(...)
--- full text ---
od kiedy szczęście dzielisz na pół
nawet słowa nabierają wartości
odnajduję się w cieple twoich dłoni
a usta oddaję w jasyr pocałunkom
.
jesienią echo opowiada miłosne historie
jabłka zwracają się ku słońcu
VI. Kolejna fotografia
Każdy ma swoje sprawy, każdy kto idzie ulicą;
jakiż rozziew pomiędzy tymi zwartymi w sobie
uposażonymi w ciała i twarze nieznajomościami -
Niewiele da się z nich wyczytać. Wiem, czym jest
miasto, wiem, czym są wzgórza - ale niewiele wię-
cej, choć być może to wszystko coś znaczy.
Być świadomym, ale nie wiedzieć, co to wszystko
znaczy.
IV. Ruszt
Oglądało się stałość wschodniego osiedla
a pola wciąż niedaleko błotniste drogi
przydarzyło się Ikarowi
spaść na dzidy -
ten film grali nocą
w zadymionej sali
czar fotografii
i słówko “być”; Uciekłem do moich Indii
tam ściany były niebieskie i w jakiś sposób
wszystko prócz Piękna stało się nieważne.
A życie? odkąd pamiętam kwaterka spirytusu chwilą listopad w Pirenejach -
gdzież te łabędzie i Ogień? Stać w płomieniu wytrzymać jak złoto się leje.
Niekiedy świat jakby topniał
choć światło zdaje się nie zmieniać
inne są tylko coraz nowsze sprzęty
by znośnym było to wygnanie.
(...)
--- full text ---
