Poetry
Zmiana sposobu prezentacji
wszystko zaczęło się od kamieni
od dziurawej kieszeni
której nie określono dna
świat nie musiał być duży
ale wystarczył wybuch nazwany później wielkim
żeby wymyślony wcześniej dzień czuł się potrzebny nocy
gliny zabrakło już pierwszego dnia
także kobieta chciał nie chciał powstała z adamowego żebra
mężczyzna przestał być samotny
miał towarzystwo
wiedział komu zapalić świeczkę
kolorowa przyszłość niestety wcale nie nabierała kolorów
wakacje na Hawajach straszyły piekielnym ogniem
ktoś mówił że lada dzień wyłączą internet
wszystko jest zapisane w gwiazdach
2026-11-08
chłopiec
pociągnął za spust
i jego dzieciństwo
trafiło prosto w serce
wroga
narodził się
kolejny trup
Zgubiłaś już liście
Śpisz
A ja ci zazdroszczę
Nie cierpnie biała kora
Liście nie jeżą w koronie
Śpisz
Zielone masz sny
A ja...
Ja dziś nie zasnę
to był dzień który podarował nam swój czas
z myślami w chmurach
z patrzeniem w niebo
.
tak jakby można było leżeć we dwoje na łące
milczeniem rozbierać się z pragnień
wiązać wzajemnie oddechy
przerywając pocałunki na odkrywanie siebie nawzajem
.
to była chwila na rozmowę dwojga ciał
sprzężonych pieszczotą dotykiem niekiedy szeptem
gdy magia trwoniła przyszłość dla przeszłości
nierzeczywistość dla imaginacji
cień dla mgły
wszystko i nic
.
dopóki nie usłyszałem - kocham
póki oczy nie przemówiły tym samym słowem
2026-11-07
W Dolinie Krzemowej wymyślają cacka dla ludzi
gdyby nie ludzie nie byłoby czego wymyślać
nie byłoby czego wymyślać;
nudne rzeczy wymyślają w Dolinie Krzemowej
zasadniczo zdrowie i produktywność po co
po co być zdrowym i produktywnym?
Jak patrzeć na niebo to każda sekunda domaga się fotografii,
a ja nie mam lustrzanki, i stąd mój ból. Że niebo, Bóg i ja -
idziemy w nicość. Jarzysz? Pewnie tak.
Z wiekiem coraz więcej nicości nawet nie wiem czy to złe
co ja bym chciał żeby dla mnie wynaleźli w Dolinie Krzemowej?
Nie wiem
słońca blask w oczach błysk
nad nami płonie niebo
płomień co krwawi purpurą
wyznaczyć kierunek sercu
wszyscy poszli w świat
zostałem w ręku z piórem
tkam poezje na papierze
obrazek na płótnie
jak pięknie się uśmiechasz
gdy czytasz gryzmoły
chodźmy dalej dzień nie poczeka
żal się spóźnić gdy wystyga zupa
Tranzyt mojego ucieleśnionego umysłu przez arterie miasta.
Twarze - męskie, kobiece, wrażliwe, z drwa ciosane, Lilith
o zielonych oczach nie bardzo chce dać bilet do kontroli.
W Warszawie płakałem jak Pound - na Dworcu Centralnym
wśród Chińczyków, Marokańczyków, Anglików, Indian,
zakapiorów i kobiet z wyższych sfer - jeden pień.
Teraz to się powtórzyło.
Nie ma nic mądrego do powiedzenia na ten temat, i nie ró-
bcie ze mnie polityka. Nie chcę żenić ognia z wodą, może
w piątym wymiarze. Wystarczy mrugnąć okiem.
Jak to napisał Wysocki podczas pobytu w klinice, którą
na dzień dzisiejszy jest właściwie ten świat - pijcie, pra-
cownicy naukowi, pijcie -
jak inaczej to spuentować?
IV.
Siąść i napisać co jest. Co jest? Klawiatura. Jakże ograniczona ontologia!
Stąd się chyba z resztą bierze zazdrość - wydaje się, że ktoś ma więcej - czego? - życia, niż ja.
Ale na moje oko? “There is no need for revolution - all states are equal… in this abyssal”. Im dalej
po trzydziestce tym mocniej się w tym upewniam. A skoro nie zazdroszczę już nawet Nietzschemu ani
Rimbaud, to właściwie mógłbym zazdrościć już tylko Rembrandtowi. Chociaż obiektywnie mam tyle co
kot napłakał.
Więc to mocno zindywidualizowane, ktoś powiedziałby: dziwaczne… niech tak będzie.
I.
światło pada na chodnik
spomiędzy gałęzi
żółte jak liście na klatce
I.
horyzont mostów i parki. Okno na most
i na park - na dworze chłodno; zimno na
dworze i jest woda na ławce
II.
Wpatrywać się
wpatrywać - w
kartkę
i nikogo nie oszukiwać. Więc:
jestem zwykłym menelem z przerostem kory odpowiedzialnej za język.
Może mszczę się na instytucji poezji za to że nie spełniła moich wyobra-
żeń o czymś w stylu oświecenia.
III.
Życie jest - jednak -
ciekawe.
Złożyłem ofiarę z nicości dla nicości -
i usłyszałem o wzrastaniu w dół:
dusza zstępując na świat obawia się skalać
a jednak to ten świat jest jej przeznaczeniem.
I. Spróbujcie tego
Śmieję się
z pisania -
to biogra-
ficzne.
Tryska
pretekst
do pisa-
nia:
pisanie
musi być
ciężkie
bo inaczej
słowa nie ważą
tj. pretekstem
jest ciężar.
Wódka jest dobra w miarze; nie,
(...)
--- full text ---
