Arsis, 30 sierpnia 2025
Chodź. Pójdźmy jeszcze raz. Jeszcze… Zagrajmy. Idziesz? Chodź.
Przez brudną szybę zamkniętego okna wpada szare światło.
Świt albo podwieczorny zmierzch.
Byliśmy tu jeszcze przed chwilą. A teraz…
Twoje milczenie. Twoja kamienna twarz. Nieruchome usta...
Weź mnie za rękę i przytul. Zatańczmy. Jeszcze raz.
Choć raz jeszcze. Będę ci mówił do ucha
i szeptał słowa ostatniego wiersza.
Wiesz? Przegrałem. Będę umierać jesienią.
Późnym listopadowym popołudniem.
W chwilę. W jedną, tylko.
W krótkim momencie, który będzie jak błysk.
Olśniewający błysk na szybie zamykanego z trzaskiem okna.
Ale jeszcze nie teraz…
Muszę ci powiedzieć, że byłem na cmentarzu o zachodzie słońca. Wróciłem dopiero, co.
Deptałem wilgotną ziemię pociętą lemieszem, przestępując niezdarnie skibę po skibie
śladem glinianego fauna.
I matkę widziałem, i ojca. Złożonych w szarym grobie.
Na wznak.
Ich woskowe twarze.
Zastygłe.
Ich blade usta...
Boże, co ja mówię. Po co ci to szepczę…
Zniechęciłaś się. I dobrze. Masz rację. Ale byłem tam. I sam już nie wiem.
Czy po to, aby zobaczyć ich, czy może bardziej zachód słońca…
Albo jedno i drugie…
Choć może bardziej… Nie. Już nic. Niczego więcej nie powiem, bo znowu obrzucisz mnie
spojrzeniem pełnym gromu. Więc już nie będę. Ale to we mnie i tak pozostanie…
Usiądź przy mnie na chwilę.
Usiądziesz?
Odsunę tylko ten pusty futerał po skrzypcach.
Zagrać ci coś? Nauczyłem się niedawno.
Albo i dawno. Nie pamiętam.
Pamiętam jedynie
kilka ostatnich nut większej całości.
Lecz i one
idą jakoś tak nie po kolei.
Zagram ci a potem najwyżej sobie pójdziesz. Dobrze?
Ale poczekaj! Nie odchodź jeszcze…
Czemu mi to robisz?
O! Już wiem. Pójdziemy sobie na ten spacer, na który namawiałem cię tyle razy.
Nazbieramy liści. Kolorowych. Jesiennych…
Będzie ci z tym bukietem ładnie,
mimo że bez czerwonych róż,
takich, co zawsze ci dawałem w dzień i w noc.
A potem sobie
wrócimy
do swoich miejsc.
(Włodzimierz Zastawniak, 2025-08-30)
***
https://www.youtube.com/watch?v=uINKUPEhK8A
absynt, 30 sierpnia 2025
Oczekujesz rozgrzeszenia, ale czy sam potrafisz wybaczać?
Obsesja rąk uniesionych ku niebu, łzawe kwiaty rzucone na stos.
To wszystko tłumaczy, dlaczego jesteśmy chwilą, ułamkiem
bez wartości.
Biegniesz łapiąc motyle, odwracasz kamienie,
ścierasz kurz z zapomnianych spojrzeń, dotyk, który powinien
dać ciepło, rani. Karuzela niepowodzeń, oddech dzikiego zwierza,
którego nie chcesz obudzić.
Jest w tobie,
ta dwoistość natury nadaje sens, dobro i zło, niewinność i grzech.
Czas niepogody ma w sobie siłę, hartuje lub zabija. Gdy zapada
mrok zapalasz latarnie, i ryglujesz drzwi.
Nie wiesz, czy ktoś czuje to co ty
i czuwa.
sam53, 30 sierpnia 2025
chmury jak zwykle w słońcu płoną
dwie filiżanki pełne kawy
podarowane tobie słowo
astry do wody trzeba wstawić
dzień który w chwilę się zamienia
brzegiem miłości wiatr nas niesie
upalne lato szuka cienia
chociaż przed nami tylko jesień
dojrzałe jabłka się czerwienią
karmin jarzębin masz na ustach
a ja już nie wiem który miesiąc
śmiejesz się do mnie tylko z lustra
ajw, 29 sierpnia 2025
kawałek nieba
w ramionach gór
zamknięty jak sekret
błękitnym okiem
patrzy na świat i w głąb siebie
cisza oddycha światłem
rozsypując na wodzie kryształy
- paciorki różańców
dawnych mnichów
nostalgia unosi się nad taflą
jak niedokończona modlitwa
którą wiatr
wciąż szepcze
od nowa
sam53, 29 sierpnia 2025
widziałem miłość w białych kwiatach
i ciebie we śnie rozespaną
z lilią we włosach której zapach
od tamtej chwili chodzi za mną
jak cień za słońcem dzień za nocą
wiersz co wrześniową złocił jesień
woń której nijak nawet dotknąć
a gdzieś od środka ciągle gniecie
nie powiem miło i przyjemnie
tak jak poezja pachnie wiosną
jak twoje - kocham - które we mnie
nieokreślonym odtąd - dotąd
violetta, 28 sierpnia 2025
w wysokiej zieleni tworzę
bukiet z jeziornych kwiatów
niebieskimi i delikatnymi
nasycam się źródlaną wodą
zabawą na sobie jak Narnia
ais, 28 sierpnia 2025
Obudziłam się o świcie,
co tu robić takie życie,
czwarta, piąta, a świat śpi,
nie wiem czemu, bo już świt.
Ale nie musiałam wstawać
i za progi się wydawać,
co tu robić o tym świcie,
no ja nie wiem, co za życie.
Cóż...
Odpaliłam internety,
dobre miejsce dla kobiety,
zwłaszcza, kiedy świat wciąż śpi,
on jeszcze tak, lecz nie ty.
No, więc patrzę, szukam, czytam,
intensywnie w klawisz klikam,
wirtuala już przenikam.
Ha! Znalazłam piękne święto
i już treszczę mu memento!
Wykorzystam świt i ciszę
i już piszę, piszę, piszę...
No, bo świt jeszcze trwa,
świat wciąż śpi, lecz nie ja!
☆
sam53, 28 sierpnia 2025
zegar na szóstej - mała się zawiesza
za oknem w deszczu czas odmierza krople
twoja poduszka znów miłością przeszła
sen z pocałunkiem przypomniał mi wiosnę
i nasze tango - z piątku na niedzielę
niech wiersz się spełni gdy i nam po drodze
kiedy poezja daruje nadzieję
choć miedzy nami słońce w chmurach co dzień
wpiszmy się słowem - masz je wciąż na ustach
ciepłe wilgotne chyba z deszczem w zmowie
pachnie miłością ale to nie wróżba
rozkwita w sercu
chce je słyszeć - powiedz
Arsis, 27 sierpnia 2025
Pamiętasz to moje nocne misterium? Wtedy, kiedy płonące świece wzniecały poblask jaskrawy.
Skrzydlate momenty na suficie, na płaszczyznach porzuconych rzeczy.
Teraz już wiem, że ta moja próba przejścia przez ścianę miała na celu dosięgnąć gwiazdy,
kiedy stałem w kącie pokoju, przywierając ustami do zimnego tynku.
Szeptałem. Recytowałem słowa tajemne.
Wtedy. I wtedy…
Za oknami szeleściły liście oschłej topoli, kasztanu…
Za oknami otwartymi na przestrzał.
W ogromnym przeciągu, co się wspinał z krzykiem po ornamentach tapet..
I byłem blisko zrozumienia. I byłem blisko…
Blask olśniewał mnie coraz większy.
Ten migoczący blask nieznanej natury.
Wiesz...
Nie.
Nic nie wiesz.
Bo i co masz wiedzieć? Wtedy, kiedy czekałaś długo na nic.
Na dworcu, tuż po odjeździe ostatniego pociągu.
Czekałaś na mnie. Wiatr zakręcał i gwizdał. I tak jak teraz tarmosił poluzowanymi blachami
parapetów.
Zacinały ostre krople deszczu…
Z megafonów płynęły enigmatyczne dźwięki
jakiejś nadawanej
nie wiadomo skąd transmisji.
To nadaje wciąż sygnał. To wysyła w eter zaszyfrowaną wiadomość,
której sensu nie sposób zrozumieć.
Wtedy i teraz. Tylko, że wtedy nie przyszło nam to do głowy.
Nam? Przecież nie ma nas. I chyba nigdy nie było…
A jeśli byliśmy, to tylko we śnie. Razem, gdzieś trzymając się za ręce.
Raz. Jeden, jedyny. Albo i niezliczoną ilość razy.
Wiatr szeleści liśćmi topoli. Teraz, kiedy jest bardzo zimno. Skrzypią konary. A więc to już tak
późno?
Nocne obrazy jak dym z łęciny płyną…
Nie. To już przecież było
poprzednim razem.
W innym życiu, w innym wierszu… Bądź w innym...
A teraz?
Co z nami będzie?
Jeśli w ogóle
cokolwiek było.
Światłość wiekuista przemierza otchłań czasu. Wieczność całą.
I wywija się z gałęzi topoli księżycowym sierpem.
I ten szelest skrzydlaty wznieca kurz, ten śpiew słowiczy.
Aż wzrusza czarną sadzę w kominie,
przysiadając na krawędziach pustych krzeseł
jak jakiś zbłąkany kaznodzieja.
Jak ten blask na dębowych klepkach podłogi. Na fornirze szafy. Na lakierze...
Na jawie?
We śnie?
Coś pomiędzy…
Na podobieństwo kształtu spętanego cieniem mojej własnej ręki, kiedy się przebudzam,
otwierając zlepione jeszcze oczy. I próbując to pochwycić w nagłym przypływie zadziwienia.
Nie. Nie przebudzam się wcale.
Przecież ja nie śpię.
Spójrz! Mam otwarte oczy!
I nigdy nie spałem. Podczas gdy ty,
śpisz snem twardym jak przydrożny kamień. Omszony...
Jeśli w ogóle
tu jesteś.
Jeśli w ogóle
tu kiedykolwiek byłaś.
Co z nami będzie?
Albowiem pęd ten rozwiewa włosy.
Czyni bruzdy
w skibach mokrej ziemi.
Widzisz?
Jaskółki wznoszą się do nieba.
Wychodzą naprzeciw tej jasności coraz większej.
A jeśli i nas dosięgnie świetlista rozpacz zapomnienia, czy będziemy jeszcze?
(Włodzimierz Zastawniak, 2025-08-27)
***
https://www.youtube.com/watch?v=OZNWm8lgrpM
Regulamin | Polityka prywatności | Kontakt
Copyright © 2010 truml.com, korzystanie z serwisu oznacza akceptację regulaminu.
30 sierpnia 2025
wiesiek
30 sierpnia 2025
Arsis
30 sierpnia 2025
absynt
30 sierpnia 2025
sam53
30 sierpnia 2025
dobrosław77
29 sierpnia 2025
wiesiek
29 sierpnia 2025
Jaga
29 sierpnia 2025
ajw
29 sierpnia 2025
ajw
29 sierpnia 2025
ajw