Poezja
Zmiana sposobu prezentacji
I.
Jestem więc ulicą na którą pada złote światło
czarne gałęzie nocą z rana mgła wśród butelek
wśród butelek i cokołów poległ John Donne
jakże lśnią te ulice nocą światła mijania piękne
jak drewno i najszczęśliwszy jest ten któremu
o nic nie chodzi
czy pana panią interesują losy cywilizacji odpo-
wiedź brzmi: nie jest to dla mnie coraz bardziej
abstrakcyjne wystarczy śpiwór termiczny
poecie kazano być wdzięcznym za los który skła-
nia do śpiewu urywam ten wiersz tak jak urywa
śmierć jestem bowiem ulicą na którą pada złote
światło choć przecież nigdzie nie stało że poeta
umarł owszem samochód wybuchł ale on
nie umarł
II.
(...)
--- cały tekst ---
tę chwilę wyjmuję z pamięci w kawałkach
tak jak obrazy ze snu nie do pary
czyste kartki nienapisanych wierszy
pachnące trawą (wygniecioną w sadzie)
wieczorną rosą przenoszoną wargami kropla po kropli
z najmłodszych listków białej koniczyny
na rozgrzane sutki
.
poddawałem się jej w pocałunkach
w nieskończonym deszczu zagubionych dotyków
aż po świt gdy rumiane jabłka na wyciągniecie ręki
a zmęczone usta z szeptem - jeszcze
.
tak jakbym o jesień za późno wyjął ją z pamięci
2019-09-24
Czy nadal będą tylko we śnie,
w głębi czekając gdzieś na śmiałość?
Historie, również te miłosne,
nadawców i odbiorców mają.
W głębi czekają gdzieś na śmiałość,
bywają wierszem napisane.
Nadawców i odbiorców mają,
oczekujących na wysłanie.
Bywają wierszem napisane
do wszystkich osób, nie wybranych.
Oczekujące na wysłanie,
wśród wiadomości są skrywane.
Do wszystkich osób, nie wybranych:
kto nie miał nigdy gdzieś na stanie
wśród wiadomości tych skrywanych,
z obawy o to, czy są chciane?
Tekst w aranżacji muzycznej przygotowanej z Suno:
https://www.youtube.com/watch?v=btPhgnayKXM&list=PLUExBGgSIW5l1Yro-X9A3UnaU2NyYkbtg&index=7
Gwoździe kiedyś, ktoś wymyślił
po to, aby rzeczy łączyć,
by trzymały je na ścisło.
A mnie ćwieki chcą wykończyć.
Przypominam sobie: "A-ŁA!",
gdy nie było mi do śmiechu.
Ubaw niezły żona miała,
a ja miano speca pecha.
- Nawet, gdy to krótki papiak,
popatrz jak się go uderza.
Młotkiem trzeba w główkę trafiać.
O tak... A-ŁA! W Mordę jeża!"
***
Innym razem po wichurze
patrzę, gwoździe mi wystają,
gdyż uległy amplitudzie.
Cud, że dachu nie urwało.
Myślę sobie: "co za młotek
dach na gwoździe podobijał,
(...)
--- cały tekst ---
Koncertowa ballada kredytowa o Janku Twardzielu i bankierze Lucku
Na osiedlu pod Warszawą,
tam gdzie beton wzniósł sìę w chmury,
Janek Twardziel z miną żwawą
podpisywał grube bzdury.
-Rata? Drobiazg! Marża? Pikuś!
Wzrost procentów? Bajka stara!
Obok Lucek – pan z kredytów
w garniturze jak z koszmaru.
Podpis, pieczęć, drobny druczek,
kawa, ciastka, asystentka.
W siódmym tomie księgi kruczek -
dożywocie i mordęga.
Hej! Hej!
Grają cyfry jak gitary!
Hej! Hej!
Wyszły jednak ponad miary!
Choć to zwykłe jest mieszkanie
to jak pałac jest... w zastawie.
Spłacona już setna rata,
(...)
--- cały tekst ---
Przestrzeń wspomnień z lat tamtych
Życie rozdaje nam różne role,
a sceny wszędzie są tam, gdzie ludzie.
Choć my aktorzy wciąż wybieramy,
to w scenariuszach przejść trzeba próby.
Przesuwały się cienie na piasku,
pozostawiając stóp naszych ślady -
względnie niedawno. Dziś we wspomnieniach
hipotetycznie zmieniamy "kiedyś".
Ref.
Choć ten scenariusz jest już za nami,
ślady na piasku dawno zatarte,
cień wzrosłych sosen przykrywa ścieżki,
wypełnia przestrzeń wspomnień z lat tamtych.
Wspomnień z lat tamtych.
Mieliśmy naście lat, może więcej,
zauroczenia niewypowiedziane...
Czy zasługują znów na uwagę,
po wielu latach budząc pytania?
Czy dorośliśmy? - chodzi o miłość.
(...)
--- cały tekst ---
znów obudziłaś jesień we mnie
złotymi liśćmi tak jak deszczem
senną fantazją - wiosną we śnie
zmieniając przy tym czasoprzestrzeń
przeniosłaś usta w rannym szepcie
w dwa czułe słowa na dzień dobry
przy których wiosną jesteś - jestem
i nigdy nie mam ciebie dosyć
nawet gdy z wiatrem po kałużach
noc nam wygładza wszystkie zmarszczki
dzień jak październik się nie spóźnia
wiesz że jesteśmy siebie warci
z filiżanką kawy wdycham zapach żółkniejących drzew
i czucie słonecznej rosy na twarzy
podnoszę z trawy smukłe listki
jestem żywa w tym świetlistym spacerze
nie mam się czym chwalić - jesień to poezja
dzień dobry - jako odpowiedź na twój uśmiech
myśli do których czepiam marzenia czy tęsknotę
kilka wierszy zapisanych dla tych którym piękno
otwiera wyobraźnią okna na świat
.
nie nie zaglądam do lustra - szkoda czasu
kwiaty pachną miłością - kobiety jak jabłka w sadzie
każdy dzień we dwoje to otwarte drzwi do szczęścia
każdy spacer to radość że jeszcze można coś z siebie
.
jak piękno które jesienią w nas dojrzewa
jak ciepło które zastępuje wszystkie pieszczoty
jak pocałunek którym poznajesz tajemnice i sekrety
jest takie miejsce gdzie o każdej porze i każdej godzinie
.
dzień dobry - jako odpowiedź na sto pięćdziesiąt pytań
po którą nie trzeba wyciągać ręki
wystarczy zdjąć z serca słowo po słowie
jesień to poezja
2026-10-03
w Strefie Gazy dzieci bez rączek układają schrony z taniego tworzywa
z nieba kapie płynny syrop glukozowo-fruktozowy
mamo czy to jest ten sławny hollywoodzki sen?
pyta sześciolatek pod gruzami z lakierowanego plastiku
kiwam głową
do przodu do tyłu do przodu do tyłu
we Francji płoną szkoły
bo są niedoinwestowanymi ruderami
a młodzież woli zdobywać wiedzę w miejscach jak Luwr
drap drap po spalonej oponie
Susan Sarandon na Hollywood Walk of Fame w oparach dymu kreśli sprayem niewybredne słowa do Eda Sheerana i przywódcy państwa
i milczy przez megafon w którym dawno rozlały się baterie i dumnie patrzy wokół
mamo czy mogę dać pani moją bluzę w kotki?
na szklanym ekranie podświetla się powiadomienie:
FreeSpirit666 wystawia jedną gwiazdkę w Google Maps
w Miejscu Pamięci i Muzeum Auschwitz-Birkenau drogi parking
(...)
--- cały tekst ---
Ra tuli sfinksa, który
leniwie otworzył dalekoidące oczy
beduini wsypują cukier
do klepsydry uniwersum
ich garbate zwierzęta
noszą krynicę w bukłakach
cogito ergo sum?
mamo czy mogę ubrać bluzę w kotki
pyta siedemnastolatek
kiwam głową
do góry w dół do góry w dół do góry w dół
nie zamykaj oczu nie otwieraj oczu
Otello ze świerszczyka
puszcza oczko i oblizuje śluzowate palce
po błyskawicznej defloracji Marii Magdaleny
słyszę delikatne chrobotanie
z groty wyłażą miliony bugsów
zaczyna swędzieć mnie skóra
drap drap
(...)
--- cały tekst ---
