Zmiana sposobu prezentacji
Nie wnoszę już fanfarów
Ni mowy otuchy
Nie wnoszę myśli wniosłych
Bo same się podniosły
Sam z kolan się podnoszę
Bo wciąż sumienie noszę
Gdzie tysiąc gwiazd świetlistych
Nic pomóc mi nie może
Nic pomóc mi nie może
Bo nie o pomoc proszę
Lecz o rozsądku tchnienie
Co zelży me pragnienie
Pragnienie jezior męczy
Kiedy się w suszy klęczy
Kwiatów na łące nie sposób uchować
Patent ten krwią mnie plugawi
To tak, jakbym w dom poszedł
I rozdzierał szaty
A wszystko to byłoby na nic
Ni iskra zapłonie, ni owad zabrzęczy
Bo wszystko to szum, tarabany
Jak być pod nim, legnąć
Przewodzić się dłoniom
Przyjaznym jak przepaść otchłani
Gdy patrzę w jej oczy, spojrzenia nie widzę
Chociaż szeroko otwarte
Czy to w mojej mocy? Czym ja gdzieś zawinił?
Czy wszystko już dawno zatarte?
Dziś chwytam jej rękę i idziemy razem
Tańczymy ostatni nasz taniec
Czy da się prowadzić?
Ulegnie namowom?
Wszystko, co robię jest dla niej
(...)
--- cały tekst ---
Martwy mógłbym być przyjemnie
Nie zależy to ode mnie
Gnicie świata, Schopenhauer
Nie pasuje nic mi wcale
Weźcie ciało i powieście
Bo słyszałem tylko brednie
Skalpel w dłoni podświadomie
Gdyż bez tego nic tu po mnie
Malowałem im obrazy
-W moim domu wszyscy martwi
Płyn go strawił i płomienie
Z łąki mamy fajną ziemię ^_^ !!
Nie chcę tkwić już w zawieszeniu
Zacznę mówić w swym imieniu
Własnym głosem; znam tak wiele
Ciągle błądzę, nic już nie wiem...
Wysryw
Jeśli nie chcesz czegoś takiego czytać to proszę nie czytaj nwm
Niechaj legną wszystkie tkanki
W morzu krwi nieokrzesanej
Niechaj to, co targa łbem mym
Ma swój upust gromki na niej
Niechaj tryska w szale nocy
I niech smród się jej roznosi
Kto zobaczy, ten w wymiocie
Zgięciu w pół się nie podnosi
Tak potrafię się urządzić
Takie słodkie przedstawienie
Takie wizje nawiedzają
Myśli me za dnia i we śnie
Tak uciekam ku rozpaczy
Własnej oraz wszystkich bliskich
Znów zwiedziony na manowce
Raniąc siebie ranię wszystkich
29 09 25
wiatr zawiał; mur liściasty wzruszył
jego szum miarowy zaczarował uszy
w oddali toczy się tłum obłudnych świateł
nie jest taki straszny, gdy księżyc nad światem
żywy jak wschód słońca; choć noc jeszcze w pełni
on chmury maluje, gwiazd pejzaż dopełni
te zaś w harmonii z pieśnią oznak letnich
co wśród traw wybrzmiewa dajej będą świecić
28.08.2024 r.
Zieloność na powrót przyrosła do bram
I mieni się w oczach, czy znów radę dam?
Spojrzeniem uraczyć jak kiedyś, jak dawniej
Jej nowe rodzaje rysują się marniej
W moim obrazie, jak w Twym chcę by stały
W ich pięknie, zarysie jak metal odlanym
A nie wątłym suknem, czasem sam nim jestem
Północą, przy Tobie, w zimie albo w lecie
Oglądam się, słowa wytaczam tak marnie
Pozostały rymy; znaczenie przepadnie
31.05.2025 r. ad Ziel. Św. '25
ssshht
to my wozimy ten aceton
a drzewa, które mijamy były już tysiąc razy widziane i nie przez nas
na ulicy legną druty
za oknami rozpościerają się pola
...
......niotws lseosmswohe. but enjoy
