Dawno, dawno temu dziś, Najbardziej Udomowieni nie pamiętają, była sobie łąka zielona jak poduszka, a na jej górnej krawędzi pienił się las i był Lasem Niebieskim.
Niektórzy z Najbardziej Udomowionych szeptali, że wcale nieprawda, że było na odwrót: był sobie Las Niebieski, a na jednym z jego brzegów zielona poduszka pieniła się w łąkę.
Tak czy inaczej, między pianami pni i pianami trawiastej poduszki stał biały dom, a naprzeciw niego dom, może z grafitu, szarawo-niebieski, jakby był szkicem z niebiejącego lasu; obydwu tym domom spadały dachy, zsuwały się na prawo i na lewo, i nie mogły spaść.
Domy przyglądały się sobie nawzajem, wytrzeszczały okna, ponieważ było im do siebie trochę za daleko, żeby się dobrze, ostro widzieć, temu domowi białemu i drugiemu, tamtemu - domcieniowi, domodbiciu.
Ktoś miał przyjść i wybrać jeden. Ktoś miał iść, ktoś miał iść, ktoś miał iść jaśniejszą od reszty okolicy drogą, drogą na prawym brzegu łąkowatej poduszki.
Najbardziej Udomowieni pamiętali, że nie pamiętają, że z granic nadciąga szarawość, że, gęstawa z tyłu, do przodu wysyła kropki, tak że gęstwa szarawości zajmuje Poduszkową Łąkę, tak jakby trawy oblegała pleśń.
Najmniej Udomowieni z Najbardziej Udomowionych powiadali, że tak, że tak i tak. Tak. Tak, tak, tak, taktak, on stoczył się z łąki na drogę, a stamtąd w ciemnawość.
I pokazywali przechodniom pięć śladów na prawym brzegu poduszki, pięć śladów, tak, tak, o, proszę, tu, tu, nie tam, no nie tam, tu, tu patrzeć, raz, dwa, trzy, cztery, pięć – podłużnych, ciemnawych, jakby wciskały się w nią palce kogoś, kto wdrapywał się na drogę, i zostawił obrazy, koleiny z palców, gdy zjeżdżały poza poduszkę, chociaż ktoś próbował się wspiąć.
Między Domem Białym i Domcieniem Nocny Gość czekał na Rozczochraną Kobietę. A skoro czekał, niebawem się spotkali, tam właśnie, pomiędzy wypukłymi oknami, które łypały na siebie nawzajem.
W pomiędzy było się jak w lustrze, w którym jest się jedynie tym, co przed lustrem, dlatego i Nocny i Rozczochrana zaczęli stawać się raz po raz obrazami domów; i Gość, i Kobieta, na przemian to jednego, to drugiego.
Gdy się było Białym Domem, za plecami miało się z Szarobłękitnego – cień. Gdy się było Szarobłękitnym Domem, za plecami miało się Dom Biały, jak zbielały cień. I wybałuszało się na dom naprzeciwko własne szyby z lustra, na które gapił się dom sprzed Pomiędzy.
z Domu Lustra, tego Pomiędzy, prawie, prawie pośrodku Grafiki (w nim były odbite w Lustrze obrazy: Dom Biały, a to z Domu Nocnego, a to z Domu Rozczochranego i Dom Szarobłękitny a to z Domu Rozczochranego, a to z Domu Nocnego);
– Zaczyna mi się od tego mnóstwa odbić kręcić w poddaszu – powiedział Dom Rozczochrany, bo przecież teraz nie mógł powiedzieć: kręcić w głowie. – Chyba się gubię.
– Wyprowadzę cię stąd – obiecał Dom Nocny. – Znam to miejsce jak własną kieszeń. – To znaczy, jak własne ściany – dodał, bo uznał, że chyba za mało jest na świecie Domów z Kieszeniami, żeby ktokolwiek z kieszeniami mu uwierzył.
I tak Kobieta i Gość wydostali się z Pomiędzy, ponieważ szli razem, a Nocny prowadził jeszcze dalej, aż na krańce Grafiki, a za nim szła Rozczochrana, która była gościem Nocnego.
lubię takie kolory
report
Nostalgiczny pejzaż, piękna kolorystyka
report
dziękuje;-)
report
na co czekasz? Doczekamy się trzeciej wersji?
report
A widzisz ja sama chyba się nigdy się nie doczekam... ale dam znac jeśli się doczekam i bedzie 3 wersja, może będę wtedy spełniona...
report
fajne kolory:)
report
;-)
report
jakby to namalował Monet... Rewelka.
report
ojej;-) dziekuje Florianie
report
alez nie ma za co :)
report
no porownanie do Moneta...;-)
report
Ot, i czas sprzyja chyba teraz osiemnastemu domowi, w którym będziemy, jako i zwykle, razem, Nocna :-)
report
Jesteś gotowa? Jeśli tak, to chodźmy. Jeśli nie,to jasne, że możesz poczekać i pójść, kiedy zechcesz
report
Dawno, dawno temu dziś, Najbardziej Udomowieni nie pamiętają, była sobie łąka zielona jak poduszka, a na jej górnej krawędzi pienił się las i był Lasem Niebieskim.
report
Niektórzy z Najbardziej Udomowionych szeptali, że wcale nieprawda, że było na odwrót: był sobie Las Niebieski, a na jednym z jego brzegów zielona poduszka pieniła się w łąkę.
report
Tak czy inaczej, między pianami pni i pianami trawiastej poduszki stał biały dom, a naprzeciw niego dom, może z grafitu, szarawo-niebieski, jakby był szkicem z niebiejącego lasu; obydwu tym domom spadały dachy, zsuwały się na prawo i na lewo, i nie mogły spaść.
report
Domy przyglądały się sobie nawzajem, wytrzeszczały okna, ponieważ było im do siebie trochę za daleko, żeby się dobrze, ostro widzieć, temu domowi białemu i drugiemu, tamtemu - domcieniowi, domodbiciu.
report
Ktoś miał przyjść i wybrać jeden. Ktoś miał iść, ktoś miał iść, ktoś miał iść jaśniejszą od reszty okolicy drogą, drogą na prawym brzegu łąkowatej poduszki.
report
Ale może szedł już tamtędy i spadł w ciemnawość, która podczołgiwała się do rogów łąki, bo droga pochylała się stromo.
report
Najbardziej Udomowieni pamiętali, że nie pamiętają, że z granic nadciąga szarawość, że, gęstawa z tyłu, do przodu wysyła kropki, tak że gęstwa szarawości zajmuje Poduszkową Łąkę, tak jakby trawy oblegała pleśń.
report
(aż do innego dobrego później. do później zatem, Nocna :-)
report
http://deux.wrzuta.pl/audio/7EXeRMxr6iN
report
nie zabłącz..
report
yhm, dobrze, mam nadzieję, że można wrócić tak, żeby nie zabłączyć
report
jestes;-) czekam na jeszcze
report
ano, jestem :-)
report
ano, jesteś :)) niech się dzień dźwiedzi :))
report
o. jeśli. hej, jeśli tylko :) hm. i co ja mam teraz powiedzieć? i Tobie, i Tobie ;d?
report
o, już wiem. i Tobie, i Tobie niech się jeśli :)
report
Najmniej Udomowieni z Najbardziej Udomowionych powiadali, że tak, że tak i tak. Tak. Tak, tak, tak, taktak, on stoczył się z łąki na drogę, a stamtąd w ciemnawość.
report
I pokazywali przechodniom pięć śladów na prawym brzegu poduszki, pięć śladów, tak, tak, o, proszę, tu, tu, nie tam, no nie tam, tu, tu patrzeć, raz, dwa, trzy, cztery, pięć – podłużnych, ciemnawych, jakby wciskały się w nią palce kogoś, kto wdrapywał się na drogę, i zostawił obrazy, koleiny z palców, gdy zjeżdżały poza poduszkę, chociaż ktoś próbował się wspiąć.
report
Między Domem Białym i Domcieniem Nocny Gość czekał na Rozczochraną Kobietę. A skoro czekał, niebawem się spotkali, tam właśnie, pomiędzy wypukłymi oknami, które łypały na siebie nawzajem.
report
W pomiędzy było się jak w lustrze, w którym jest się jedynie tym, co przed lustrem, dlatego i Nocny i Rozczochrana zaczęli stawać się raz po raz obrazami domów; i Gość, i Kobieta, na przemian to jednego, to drugiego.
report
Gdy się było Białym Domem, za plecami miało się z Szarobłękitnego – cień. Gdy się było Szarobłękitnym Domem, za plecami miało się Dom Biały, jak zbielały cień. I wybałuszało się na dom naprzeciwko własne szyby z lustra, na które gapił się dom sprzed Pomiędzy.
report
I tak to był sobie dawno, dawno temu dziś, świat z trzech domów:
report
z Białego na lewym brzegu Grafiki;
report
z Domu Lustra, tego Pomiędzy, prawie, prawie pośrodku Grafiki (w nim były odbite w Lustrze obrazy: Dom Biały, a to z Domu Nocnego, a to z Domu Rozczochranego i Dom Szarobłękitny a to z Domu Rozczochranego, a to z Domu Nocnego);
report
i z Domu Szarobłękitnego – pośrodku Grafiki.
report
– Zaczyna mi się od tego mnóstwa odbić kręcić w poddaszu – powiedział Dom Rozczochrany, bo przecież teraz nie mógł powiedzieć: kręcić w głowie. – Chyba się gubię.
report
– Wyprowadzę cię stąd – obiecał Dom Nocny. – Znam to miejsce jak własną kieszeń. – To znaczy, jak własne ściany – dodał, bo uznał, że chyba za mało jest na świecie Domów z Kieszeniami, żeby ktokolwiek z kieszeniami mu uwierzył.
report
I tak Kobieta i Gość wydostali się z Pomiędzy, ponieważ szli razem, a Nocny prowadził jeszcze dalej, aż na krańce Grafiki, a za nim szła Rozczochrana, która była gościem Nocnego.
report
I szli, tak, tuż obok siebie, dalej, i dalej, i dalej, aż znikli za krawędzią Obrazu w świecie z krwi i kości na trochę koniec, trochę nie.
report
Pozdrowienie Agnieszki, Nocna :-)
report
http://www.youtube.com/watch?v=USIGumBCFRE
report