Wybrał słoń się do doktora
chociaż wczesna był pora
Doktor pyta:
Słoniu drogi co przywiodło cię w me progi?
może pan mi coś pomoże
mój kochany ty doktorze
Problem z trąbą mam ogromny
chociaż słonik jestem skromny
Kiedy głową przytakuję
własną trąbę przydeptuję
Znowu kiedy się obracam
różne rzeczy wciąż wywracam
By niczego już nie trącać
chciałem trąbę w supeł związać.
Ale mama moja miła
wiązać trąby nie uczyła!
Jak mam problem swój rozwiązać
gdy nie umiem nic zawiązać?
To w zabawie mi przeszkadza
jeśli trąba wciąż zawadza
Więc doktorze do roboty
by zakończyć me kłopoty
Ja ze względu na posadę
mogę dać ci jedną radę
By się nam szczęściło dłużej
Trzymaj słoniu trąbe w górze
Tak do dzisiaj już zostało
kiedy szczęścia komuś mało?
Temu słonia - nigdy róże
ale zawsze z trąbą w górze!
No i dobrze:) szczęśliwy słonik...
report
Kiedyś napisałem go dla swego wnuczka:))) Całuski. Marek
report
avatara masz wspaniałego:)
report
Bo jaki taki niesforny kocur jestem.Chodzę swoimi ścieżkami. A propos -wiesz ile wiaderek wody wylano mi na głowę za rymy gramatyczne- do dzisial kapie.Nowatorski styl pisania dziś na fali.Zbyt późno się urodziłem.W czasach Tuwima,Brzechy rym gramtyczny,częstochowski nie wzbudzał pogardy.Dziś jest zdecydowanie jest tępiony.Pozdrawiam :)))) Marek
report