Marek Gajowniczek, 12 october 2013
Zasnęło miasto w ciemnej ulicy.
W domu zabitym deskami.
Śpią złodziejaszki. Śpią politycy
i scena śpi z oklaskami.
Laparoskopem wije się metro.
Na stacjach śpiące pacierze.
Śpi awangarda. Zasnęło retro.
W Saskim Ogrodzie żołnierze.
Nocne wysysa autobusy
brzuchaty pająk Centralny.
W ekran dyżurne patrzą przymusy
wzrokiem kamery nachalnym.
Srebrzą się gwiazdy. Noc czarnym sitem
nakryła nieba rozgwiazdę.
Wehikuł marzeń Wisły korytem
w ostatnią wyrusza jazdę.
Pożegnań nie ma. Świszczą oddechy
gorącej ulgi powiewem.
W domu bez okien skrzypnęły dechy.
Ktoś nakasztanił pod drzewem.
Marek Gajowniczek, 11 october 2013
Czy to ty?
Tak, ja to ja,
tylko teraz starszy, nieco.
Ty jak zawsze - przeurocza.
Tylko mnie tak lata lecą.
Tak myślałam, że to ty.
Nikt inny by nie potrafił.
No, pocałuj. Miałam sny.
Obejmij mnie.
Co się gapisz.
Pamiętałam i myślałam,
że to o mnie chyba piszesz.
Pewnie byłeś na mnie zły.
Powiedz prawdę.
Niech usłyszę.
Zły? Na ciebie? - Niemożliwe,
ale długo wspominałem.
To wszystko było zbyt tkliwe.
Wtedy nic nie rozumiałem.
Nie wracajmy. Przeczuwałam.
Pomyślałam, że cię spotkam.
Z boku, w kącie, trochę stałam,
wiesz, ja zawsze jak idiotka.
W końcu myślę - podejść muszę,
lecz przy tobie takie damy.
Trzymasz klasę. Lekki brzuszek.
Usiądziemy? Pogadamy.
A za oknem żółte liście.
Rozświetlone. Błyszczą złotem.
Pamiętam ją oczywiście.
Trochę mniej, co było potem.
Patrzę w oczy i żałuję
i przebieram możliwości.
Chanel - piątka. Zapach czuję.
Potrafi jesień zezłościć.
Marek Gajowniczek, 11 october 2013
Nie denerwują się wcale.
Pretensje odeszły i żal.
Już wiedzą nie będzie tak stale.
W niedzielę zaczyna się bal.
Ucichły apele zuchwałe,
a żarty przechodzą na palcach.
Przed nami widoki wspaniałe.
Zaproszą nas wszystkich do walca.
A jeśli orkiestra zawiedzie.
Zwycięży decyzja monarsza.
Nie będzie jeszcze po obiedzie
Kto inny zagra tutaj marsza.
Ostatnie przymiarki przed balem.
Makijaż, uśmieszek i szal.
A może czerwone korale?
Warszawka wyrusza na bal.
Walc może być nawet kulawy
i jeden z końcowych, ostatni.
Odlecą sło(w)iki z Warszawy
do krajów zamorskich i bratnich.
Tam jeszcze tańcują z euro,
lecz zobra przebija lambadę.
Odchodzić też trzeba z kulturą.
Zostaję i nigdzie nie jadę.
Na bal jednak wybrać się muszę
i w parkiet postukać lakierkiem.
Uchwycić choć szansy koniuszek.
Pochwycić nadziei iskierkę.
Marek Gajowniczek, 11 october 2013
Wrzuciłeś Grzesiu coś do skrzynki?
Byłem, wrzuciłem! - proszę cioci
i zadzwoniłem do rodzinki,
by wszyscy poszli po dobroci.
Do kolegów wysłałem maile,
do dziewcząt krótkie esemesy
i przypomniałem sobie nagle
z klasy kontakty i adresy.
Nie kłamiesz Grzesiu? Dajesz słowo?
Sprawa jest ważna i państwowa.
Zapewniam ciocię honorowo!
Wuj Leon prosił bym pilnował.
A gdy tam szedłem, proszę cioci,
to właśnie leciał samolocik.
Podnosił się nad Ursynowem.
Jak wszyscy zadzierałem głowę,
a ludzi szło tam bardzo wielu,
w tę samą stronę. W jednym celu.
Przed szkołą długi stał ogonek
i wszystko było przystrojone
i pana Waldka stała żona.
Skrzynka była biało-czerwona.
Napis: Warszawa i Ochota.
Syrenka była - cała złota.
W górze szczelinka, jak na śwince.
Wszyscy się przyglądali skrzynce.
Za stołem panie i panowie.
Pamiętam dobrze i opowiem:
Stałem za pewną miłą panią.
Przed nią oficer. Patrzył na nią.
Wysoki. Stale się uśmiechał.
Odwracał głowę, jakby czekał
czy pani pierwsza nie skorzysta.
A karta była jeszcze czysta.
Trzeba było krzyżyk postawić,
żeby przyjemność cioci sprawić.
Potem ukłonić się i wyjść.
Musiałem z tym do cioci przyjść.
Ciocia, aż usta otworzyła
i brwi uniosła ze zdziwienia.
Grzesiu, to ja się pomyliłam!
W niedzielę będą obliczenia!
Marek Gajowniczek, 11 october 2013
Przecież się nie zmienili nagle,
a całe życie zwartym byli
antykościelnym mediów stadłem
i nigdy się nie nawrócili.
Bywają anioły upadłe.
Dwu stronom służą Sanderusi,
a na czele idzie ze światłem
ten, który nosić go nie musi.
Naprzeciw Kościół bez ambony,
bez techniki i telewizji.
Źle nagłaśniany, wykluczony.
Na bocznym torze po kolizji.
Podpisywano cyrografy,
porozumienia i orędzia.
Żebracze nałożono szaty,
a żebrak wszedł już w rolę księcia.
Żelazną maskę się nakłada.
Kpiną ozdabia się oblicze.
Teraz już wszystko im wypada.
Biczują jak na placu ćwiczeń.
Dzieją się sprawy nie z tej ziemi.
Tłum przed Piłatem wie już swoje.
Sprawiedliwi - osieroceni.
Wśród ludu wiele jest rozdwojeń.
Będziemy bronić Częstochowy,
czy raczej zostaniemy w domach?
Posypiemy popiołem głowy,
czy stal włożymy na ramiona?
Przecież się nie zmienili nagle,
a całe życie tacy byli.
Umiemy w górę wznosić szable.
Ducha nie gaście! - nas uczyli.
Marek Gajowniczek, 11 october 2013
Coś się jednak w zamierzeniach nie udało,
lub udało, ale nie całkiem nie do końca.
Jakby wiary w tym narodzie było mało.
Jakby nagle w Machu Picchu brakło słońca.
Czy zapału zapału liberałom nie starczało?
Czy się ktoś w to wszystko niepotrzebnie wtrącał?
Zachwiało się. Popękało. Posypało.
Atmosfera tej jesieni jest gorąca.
Sondaż rósł i dobrze się zapowiadało.
a nie poszło z przepowiednią jak po maśle.
Nic właściwie z przewidywań nie zostało.
Wkrótce piorun w te prognozy chyba trzaśnie.
Niemożliwe są powroty do przeszłości.
Każda próba wątpliwości z sobą niesie.
Nie można się wiecznie bawić, grać i gościć
i nie wszystkim przecież jednakowo chce się.
Miały wyspy być zielone i szczęśliwe.
Ulgi, raje, strefy i oazy drugie.
Wszystkie plany stały się już nieprawdziwe.
Spowolniałe, kłopotliwe i za długie.
Wahadełko nieustannie się kołysze
i w przeciwną zmierza teraz stronę.
Entuzjazmu i podziwu już nie słyszę.
Nieuchronnie zbliża się Platformy koniec.
Pałacowi już czekają kabaliści.
Naradzają się Mistrzowie i Dozorcy
i rodzą się decydenci przyszli.
O przychylność zabiegają u poborcy.
Stół się chwieje. Pospadały ustalenia.
Straszy zegar wzrastającym szybko długiem.
Siła wyższa. Nie ma rady. Trzeba zmieniać
i zapłacić trzeba będzie za przysługę.
Marek Gajowniczek, 10 october 2013
Podrzucano księdzu różne materiały,
żeby potem móc ujawnić je publicznie
i ochroniarz się pojawił doskonały.
Sprawnie akcja przebiegała - fantastycznie.
Pajęczynę osłaniała pajęczyna.
Trzecie oko przysłonięto czarnym szkłem.
Nie ma obaw. Przecież to zwykły księżyna.
Byli inni naznaczeni. Teraz ten.
Tak historia oburzenia się zaczyna,
a skończy się miłosiernym wybaczeniem.
Nikt się dłużej nad kamieniem nie zatrzyma.
Instytucja nadzwyczajnie czci milczenie.
Podrzucono dziennikarzom materiały.
W starej tamie pojawiają się przecieki.
Wszyscy wiedzą - system nie jest doskonały,
ale przecież niewzruszony przetrwał wieki.
Wolno spływa przez krainę masa wody.
Raz jest lustrem, a raz brudem się zapieni.
Ma zakola, wiry, wyspy i przeszkody
i krzyż jeden jest kamieniem wśród kamieni.
Marek Gajowniczek, 10 october 2013
Nazywa się to Resetem,
albo powrotem do Jałty.
Przestało już być sekretem -
Wolny Gdańsk wraca nad Bałtyk.
Jak wówczas, przeszkadza Katyń.
Jest dla aliantów problemem.
Nie wiemy, kto stoi za tym.
Płacimy najwyższą cenę.
Nie będzie kapitulacji.
Powrócą dawne podziały.
W dniu naszej Manifestacji
przyjedzie do nas świat cały.
Naprzeciw cienie powstańców,
mundury leśnych, Wyklętych,
a poprzez bariery szańców
przeniknie milczenie świętych.
Nie wszyscy są na robotach.
Nie wszyscy tracą w Cassinie.
Zebrała się Europa
i słyszy "Jeszcze nie zginie!"
Nazywa się to Resetem,
a oni są mocarstwami,
a wszystko już było przedtem
i wszyscy jakby ci sami.
A nowi są tylko młodzi
i wierzą - Mogą pozmieniać!
Godzina próby nadchodzi.
Wychodzą chłopcy z Podziemia.
Marek Gajowniczek, 9 october 2013
Ktoś jest winny, ale który?
Czy to nie ty Gapciu?
Gapcio podniósł oczy w chmury.
Ja? To pewnie Rapciuch.
Rapciuch już wzrokiem nie strzela.
Patrzy na swe kapcie.
To jest wina Gargamela.
Gargamela łapcie!
Śnieżka stoi w pąsach cała.
Gargamela? - Skądże!
Z kimś się tutaj całowałam.
Śniłam, że to książę.
Każdy pragnie bajce wierzyć.
Stanęło na księciu,
ale plotka wciąż się szerzy.
Czar utkwił w zaklęciu.
Zaprzeczanie nic nie dało,
bo to dziw nad dziwy.
Wyjaśnienie by się zdało
i książę prawdziwy.
Marek Gajowniczek, 9 october 2013
Cóż te krasnoludki zrobiły sierotce,
kiedy ją leśniczy wywiódł na manowce?
Zostawiły małą bez opieki w domu!
Nawet się pożalić nie mogła nikomu.
Są jednak w pałacach stare czarownice,
które adres znają i znają ulicę.
Mają gadające lustra. Mówiące ekrany.
Czym się takie bajki kończą - wszyscy wiemy, znamy.
Wina krasnoludków jest tutaj bezsporna.
Nie tylko klejnoty, nie tylko platforma,
powinny ,bez reszty, pracusiów zajmować.
Gdy się ma sierotkę - trzeba jej pilnować!
Terms of use | Privacy policy | Contact
Copyright © 2010 truml.com, by using this service you accept terms of use.
12 april 2026
Sorrowhead (ex Cheval)
12 april 2026
wiesiek
12 april 2026
Jaga
11 april 2026
Sorrowhead (ex Cheval)
11 april 2026
wiesiek
11 april 2026
Sorrowhead (ex Cheval)
11 april 2026
Anthony DiMichele
11 april 2026
Anthony DiMichele
11 april 2026
Anthony DiMichele
11 april 2026
Anthony DiMichele