Yaro, 16 october 2013
szukam szczęścia co spłonęło
osiem lat temu
skończył się dobry czas
z tabletkami rozpoczynam dzień
koniec chwil maluję obrazy
szarych dni szarych myśli
wzdycham przeklinam czas
wspominam poranne rozmowy
zapach kawy papieros na stres
razem
kochaliśmy wieczory
odchodzisz widzę ogień w oczach
serce kołacze jakby inaczej
ciężko głowie ciało obce
szukam drogi szukam siebie
by nie stracić ciebie odejdziesz jak szczęście
gdzieś bokiem
zostań
nie jestem wariatem
dzieci trzymam za rękę gdy do parku
idziemy alejką drzewa posmutniały
walczę z tym kimś który we mnie
wyznaczył nową drogę
uczę się życia na nowo
chciałbym z tobą
we mnie tęsknota
Yaro, 15 october 2013
pada deszcz
ciężkie krople roszą ziemię
krople purpurą malowane
mokre sumienia
moknę
na suszarce uczucia
zsychają się kruche jak wióry
dusza blaskiem
razi oczęta zapłakane
pomiędzy sierotami
przepełnione brzuchy nienawiścią
do wszystkiego co dobre
na scenie mówią o kremacji wspomnień
pada deszcz ciężkie krople
niech zostaną chwilę z nami
moknę niewygodnie
Yaro, 15 october 2013
sam nie wiem
zagadką
ile
mu zostało dni
by cztery pory witać
przygarnąć psa
pod mostem w kartonie
tonąć w tanim winie
ciało coraz słabsze
blada twarz sine dłonie
liczę dni na palcach
bezsilny o dobrym sercu
dałeś mu szansę .przeszedł obok
nie zwracając uwagi
brzydząc się swojej osoby
po co mu wygody
ziemią gardzi
w niebie czeka miejsce
szkoda że życie układa
każdego tam gdzie jego miejsce
Yaro, 14 october 2013
przeminął
tamten czas
lecz ludzie nie wybaczyli
ciągnął się zdarzenia
za mną jak wściekły wąż
mam dzidę Leon strugał ją
powiedział masz broń
walcz póki czas
nie wiem sam
w co zaplątałem się
co za sieć
złapała myśli
jak w matni nieporadny
nie mam sił by biec
zmieniam miejsca
odlatuję na zimę
choć nie mam skrzydeł
jak młode orlę
szukam gniazd
gniazduję przez chwilę
kombinacji milion
sam przy tobie
w piersiach chowam głowę
Yaro, 14 october 2013
wyrolowany przez los
nie układa się poukładany dzień
wcześniej
planowałem mam kilka tabletek
jak nienaprawiony rower
wyreperuje się czasem
przykładam rękę
żywicy smak na ustach
ból zduszony kłębi się w głowie
smutne słowa z kijem w dłoni
uderzam w ziemię pod stopami
nie dzieje się nic z braku wiary
ze mną jest coś złego
uwolnij mnie od tego
uduchowiony jak karp złowiony
wyreperowany umieram na brzegu
Yaro, 14 october 2013
zamknięty rozdział przeczytany
zamknięta brama pomiędzy mami
z twoich oczu nic nie wyczytam
zgorzkniałaś jak stara kawa
drogę wybrałem spośród wielu dróg
teraz
sam na sam
wyczekuję chwil które nadejdą za dnia
jak zwiastun wiosny inny wymiar
w głowie inny świat kręci się kołem
na policzku łza
opada na grunt słaby jak ja
idę ulicą zamarznięte szyby
chodnik niewygodnie ułożony
potykam się a było tak dobrze
nie wiem co mnie czeka
dlaczego
miłość wybiera dzieli
nie wynagradza liczy się twarz i słowa
patologia rodzi się na drogach w domach
skąpany zimnym powiewem nie szukam ciebie
nie myślę nie tęsknię
zadumany zamyślony
konam w objęciach mamy
Yaro, 14 october 2013
wbity jak w drzewo gwóźdź
cztery ściany oplotły skronie
serce bije jest niewygodnie
ciśnienia nie wytrzymuję naprężeń
z każdej strony niezadowolony
na mostach które spaliłem
płonie słońc tysiące
cokolwiek by nie zrobił
robię źle
uciekam myślami gdzieś nad rzekę
ona mnie rozumie
wolno suną chwile marzeń
z prądem chcę płynąć
poznaję ciszę od wewnątrz
cisza nad rzeką rozprasza złe myśli
niepotrzebnych zdarzeń
układam w sens zdanie
i tak nie pojmujesz o co chodzi w tej historii
Yaro, 13 october 2013
antychryst zszedł na Ziemię
z Nieba patrzy Jezus i nic
miecz podany kilka dni temu
sił by walczyć nie ma nikt
czynsz nie opłacony
komornik w drzwiach stoi
jak pal osikowy
kończmy akt przemocy
przejdźmy do ostatniej sceny
gdy Ziemia się przemienia
w krainę z marzeń
Niebo płonie radością
zadowolony Bóg widzi wierne owieczki
w pokłonie w pokorze
kochamy cię dobry Panie
Yaro, 13 october 2013
chylę czoła
tym przede mną
co wskazali
jak zapisać słowo
są drogowskazem
na bezdrożu życia
nadziei
smutku
marzeń
walką o wolność
Yaro, 13 october 2013
dla ciebie
spocznę na kozetce
rozepnę szary prochowiec
zobacz duszę czystą
zdejmę beret
w nim schowam serce
które pragnie bić
z kieszeni wyjmę pomięte wiersze
przeczytam ci jeden
może zmiękniesz
przygarniesz mnie do swego życia
będę śpiewał poezję
czystym wreszcie
obmyję stopy
przebyłem kawał drogi
od narodzin po kłamstwa i pożogi
skonałbym bez wybaczenia
pod mostem życia
Terms of use | Privacy policy | Contact
Copyright © 2010 truml.com, by using this service you accept terms of use.
12 february 2026
Jaga
12 february 2026
wiesiek
11 february 2026
wiesiek
10 february 2026
Jaga
10 february 2026
nieRuda
9 february 2026
wiesiek
7 february 2026
wiesiek
6 february 2026
Jaga
6 february 2026
wiesiek
5 february 2026
wiesiek