Coraz mniej wyczuwam gdzie kończę się ja, a zaczyna Bóg.
Wczorajsze jutro dokonało się, zgaszony dzień to produkt uboczny upadku.
Sen szeleści w objęciach jawy i znika. Ostatnim pomrukiewaniem, daje za wygraną
wystukując melodię wyrzutów sumienia. Dryfuję wtedy w odwrotną stronę,
nie żebym się buntował, ja tylko wracam do siebie coraz częściej. Siadam
opierając się o ścianę niemożności. Boje się ciemnych zakamarków wtedy
zaciskam powieki do bólu i widzę swoje oczy, zawsze kurczowo otwarte na ciebie.
W środku znajomości zaczęliśmy planować włamanie do nieba. Nadal powoduje mną dotyk utrzymany w poetyce minionych epok, gdy nocą z szeptanych do ucha
nadziei układam wiersze, rozbijam poezję na słowa-oddechy, tak cicho, w zamyśleniu z palcem przyłożonym do ust. Niebo zakryte rzęsami podaje kolejne okazje zbyt twarde dla nas. Rozpraszamy naszą nieobecnością spojrzenia, budzimy lodowce.
Konsekwentnie przechodzimy ulicami udając że wracamy do domu wierząc, że dwa
centymetry bliżej nieba wystarczy na jutro. Codzienność najwyraźniej nie wyszła, uwiera jak ciasny kołnierzyk przy koszuli, zadusza bezsilnością. W dobie kryzysu milczenia tyle ciszy teraz.
Dopijam wieczór, jeszcze tylko pozbieram to co po nas zostało.
no wlasnie widze ze jestes i szukam wiersza! nie znalazlam , biore sie zatem za czytanie prozy_ serducho Diable :)
zgłoś
wlam do nieba to niekiepski skok Boski ...pisze sie na to :)
zgłoś
cyt;"zaciskam powieki do bólu i widzę swoje oczy, zawsze kurczowo otwarte na ciebie.", włamanie do nieba, budzenie lodowców i ogólnie; dużo fajnej, poruszającej treści:-).
zgłoś
Fajne. Podoba mi się "w środku znajomości zaczęliśmy planować włamanie do nieba".
zgłoś
Szel Oczy Małgorzato...dzięki że znalazłyście to coś dla siebie:)
zgłoś