Marek Gajowniczek, 24 października 2013
Słuchaj bęcwale!
Władza przemawia!
Ten, kto się wcale
nie zastanawia
i wierzy w brednie
Macierewicza -
będzie codziennie
karę zaliczał
i na golasa
zaraz po brzasku
z portretem Kwasa
biegał po lasku.
Przed każdą brzozą,
obowiązkowo,
z pokorną pozą,
trzy razy głową
uderzyć musi
czołem w pień drzewa,
aż opór zdusi
i będzie śpiewać
jak władza każe!
I nową wizję
tamtych wydarzeń
przez telewizję
utrwali sobie.
Kto nie posłuchał -
też musi pobiec!
Marek Gajowniczek, 24 października 2013
Tu mówi władza!
Wyciągać szyje!
Władza dosładzać
będzie pomyje!
Nie pchać się! Bydło!
Otwierać pyski!
Władzy już zbrzydło
wlewać do miski.
Od dziś - na głowy!
I prosto w trzewia.
Rusza nasz nowy
podział badziewia!
Telewizyjny.
Internetowy.
Stały. Unijny.
Bełkot prasowy.
Każdy dostanie
swą porcję rano!
Chłam na śniadanie.
Wszyscy to samo!
Nasz komunikat
jak rzygowinę.
Nowość! Unikat!
Sprawcę i winę!
I przypomnienie
kto rządzi wami.
Ruszać się lenie!
Głos wydać z krtani!
Podziękowanie
należne władzy!
Kończyć śniadanie!
Spełniać nakazy!
Marek Gajowniczek, 24 października 2013
Literatura ma rysy męskie.
Nos długi. Tłuste poliki.
Z wyraźnym trudem wstaje po klęsce.
Do złej trafiła kliniki.
Był to Instytut trudno dostępny,
bo zebrał calutką wiedzę.
Wiele w nim było rozpoznań mętnych.
Kolega radził koledze.
A ona - dama. Piękna, szalona.
Wyboru wcale nie miała.
Weszła do tego dziwnego grona.
Wytrzeszczu oczu dostała.
Wianek od razu zdjąć jej kazali,
a potem dostała chemię.
Długo się nad tym zastanawiali
jakby ją wcisnąć pod ziemię.
Chcieli, by była do nich podobna,
bo brzydkie teraz jest piękne.
Już zamierzała wyskoczyć z okna,
lecz ktoś ją chwycił za rękę.
A był to chyba duch Mackiewicza,
który jej rozpacz zobaczył.
Przecież nie jesteś dawno dziewicza.
Jam cię za przeszłość poznaczył.
Będziesz tu Nike karykaturą.
Prześmiewczym złamanym piórem.
Gwiazdą, Jutrzenką, Nową Kulturą.
Za tobą staniemy murem.
Uległa. Wyszła do nich podobna
i teraz ma rysy męskie.
Partyjna walka bywa okropna.
Przemiana oznacza klęskę.
Nikt w niej już sztuki żadnej nie widzi.
Talentu nikt nie dostrzega,
a wielu prosto w oczy z niej szydzi,
że jeszcze chce się ubiegać.
Była jak Milion. Dziś jest Tysiącem,
a skończy pewnie na setce.
Literaturo wracaj do domu,
zmienionej nikt cię nie zechce!
Marek Gajowniczek, 24 października 2013
Szła laseczka do laseczka
przydzielonego,
przydzielonego,
przydzielonego.
Przeszkadzała jej w tym teczka
śmiecia różnego,
śmiecia różnego,
śmiecia różnego.
Gdzie jest okolica?
Gdzie jest ten złom?
Gdzie może dziewczyna wyrzucić ją?
Polazła daleko.
Zgubiła dom.
Straszyli bezpieką.
Słyszałem grom.
Przydzielony mi laseczku,
czy mi się nadasz?
Czy mi się nadasz?
Czy mi się nadasz?
I o chlebie i o miodzie prawdę zagadasz?
Prawdę zagadasz.
Prawdę zagadasz.
Co do jadła, to żeś zgadła.
Teraz się nie chwal.
Teraz się nie chwal.
Teraz się nie chwal.
Bo mi tu zaleją sadła
i przyjedzie drwal.
I przyjedzie drwal!
Gdzie jest okolica?
Gdzie jest ten złom?
Gdzie jest ta dziewczyna co kocham ją?
Polazła daleko.
Zgubiła dom.
Straszyli bezpieką.
Słyszałem grom.
Marek Gajowniczek, 23 października 2013
Jak ten żółty liść na słońcu
jeszcze się w słoneczku grzeję,
ale chłody przyjdą w końcu.
Spadną deszcze. Wiatr zawieje.
Jeszcze ciepło, jeszcze w złocie
kołyszę się między swymi,
ale już nie słucham pociech
z myślami tańcząc chmurnymi.
Jeszcze się gałęzi trzymam.
Dumnie patrzę w konar drzewa.
Tak być musi. Przyjdzie zima
i zabierze mnie do nieba.
Jak ten liść złoty na wietrze,
jeszcze błyszczę, jeszcze zdobię
i jesiennym szumię wierszem,
a potem pofrunę sobie.
Nie będę już uwiązany,
przyrośnięty, przytwierdzony.
Ulecę pod nieboskłony.
Na ziemię wrócę spełniony.
Wszystko blaskiem jest związane.
Wciąż się zmienia i jest sobą.
Odlecę i pozostanę
matrycą - boską przyrodą.
Jestem liściem, jestem wiatrem,
mgławicą końca wszechświata.
W pacierze chowam jak w mantrę,
wiarę - przez to mogę latać.
Marek Gajowniczek, 23 października 2013
Nie płaczcie biedni, prości tułacze!
Czego wam do życia trzeba?
Prócz rozumienia słów i ich znaczeń,
napoju, kawałka chleba?
Prócz tego grosza w misce jałmużnej,
kiedy was siły opadną.
Prócz szklanki piwa i głowy próżnej,
gdy was z wszystkiego okradną.
Nie płaczcie biedni, bo nie wy jedni
porzuciliście swe strony,
bojąc się nędzy, łaknąc pieniędzy,
świateł, dywanów czerwonych.
Myśląc - Mój Boże! Nie będzie gorzej.
Jakoś się przecież wytrzyma.
Zostawiliście bliskich w oborze.
Rozpadła wam się rodzina.
Nie płaczcie teraz, gdy płaczą oni
pod lichwą cierpiąc i katem.
I daj wam Boże - bierzcie w pokorze
swoją żebraczą zapłatę.
A gdy wam serce wrócić poleci
i dusza spokoju nie da.
Na marnotrawne zawsze swe dzieci
czeka tu ojczysta bieda.
Przebaczy zawsze i nadal kocha
i oczy swe wypatruje.
Przytuli mocno, choć będzie szlochać
i polskość znowu odczujesz.
Marek Gajowniczek, 23 października 2013
Wyją syreny. To ćwiczenia.
Miasto wysyła ostrzeżenia,
że mogą być w nim terroryści.
Chowaj się szybko w kupie liści.
Natychmiast szukaj mysiej dziury.
Popatrz na boki i do góry,
gdzieś czai się niebezpieczeństwo.
Wyją syreny. Długo. Często.
Wyją syreny. To jest próba,
lecz wkrótce może być rozróba.
Władza ostrzega. Władza uczy.
Ludzie głupieją. Sygnał buczy.
Gęstnieje zaraz atmosfera.
Dokąd uciekać? Co zabierać?
Do szkoły trzeba biec po dzieci!
Wyrwie się nieraz epitecik.
Nie może przecież być normalnie.
Wyją syreny triumfalnie.
My tu rządzimy i czuwamy!
Marszów pragniecie? Radę damy!
Marek Gajowniczek, 22 października 2013
Choć walczyli na wszystkich frontach,
chowano potem ich po kątach.
Na defiladzie ich nie było.
Taka jest anglo-saska miłość.
Gdy znaleziono rozstrzelanych
zbrodniarz został honorowany,
jakby się nic nie wydarzyło.
Taka jest anglo-saska miłość.
W prezencie dostał jeszcze ziemię
i mógł wytracić pokolenie
i władzę miał tu mieć na wieczność.
Taka jest anglo-saska wdzięczność.
A kiedy innym wolność dali
i czaszki swoich pozbierali
i nad nimi chcieli się modlić -
znowu się stali niewygodni.
Ogłuchłe głowy, ślepe twarze
o Smoleńsku, o Gibraltarze
i o Katyniu nie chcą wiedzieć.
Trybunał nie da odpowiedzi.
Państwa zatrzasną sejfy swoje
i nową historię napiszą.
Słowianie? - podludzie i goje.
Oceny żadnej nie usłyszą.
Imperia, Komisja Trójstronna,
Klub Rzymski i masońskie loże
twierdzą, że wdzięczność jest dozgonna.
Ty jeden ją okażesz Boże.
Marek Gajowniczek, 22 października 2013
Idzie na nas z pełnym brzuchem.
Z opitym ciężkim podmuchem.
Z pomarszczonym, chmurnym czołem.
Śle pomruki niewesołe. Deszcz.
Trzeszczą blachy wież.
Ziemio siły zbierz, gdy lunie.
Spadnie piorun po piorunie.
Usiecze, spłucze, przemoczy.
Wiatr dokoła się zatoczył.
Poleciały suche liście.
Pełną garścią zamaszyście
posiał nam październik strach.
Wróble skryły się pod dach,
a gawrony za pniem drzewa.
Idzie, gwiżdże. Deszcz. Ulewa.
Strach się takiej nie spodziewał.
Wdział ostatni łach.
Marek Gajowniczek, 22 października 2013
Westchnę, nie bez racji, myśląc już o Święcie.
O ogromnej liczbie przedsięwzięć podjętych.
O niespotykanej skali operacji
i o władz zacięciu, że nie będzie świętych.
A przecież to tylko przemarsz ulicami
najzwyklejszych ludzi w Święto Narodowe.
Może się nie włączą teraz przebierani.
Może nic nikomu nie nakładą w głowę.
Z drugiej strony siły międzynarodowe.
Światowa technika. Wynajęci spece.
Oddziały specjalne - antyterrorowe.
Obce oraz nasze - służące bezpiece.
Westchnę nie bez racji, bo nie będzie łatwo.
Wielkich prowokacji można się spodziewać.
Zgaśnie telewizja i wyłączą światło.
Czy pójdziesz Narodzie? Spróbujesz się nie bać?
Regulamin | Polityka prywatności | Kontakt
Copyright © 2010 truml.com, korzystanie z serwisu oznacza akceptację regulaminu.
13 kwietnia 2026
sam53
13 kwietnia 2026
Sorrowhead (ex Cheval)
12 kwietnia 2026
sam53
12 kwietnia 2026
violetta
12 kwietnia 2026
Sorrowhead (ex Cheval)
12 kwietnia 2026
wiesiek
12 kwietnia 2026
Arsis
12 kwietnia 2026
ais
12 kwietnia 2026
Jaga
12 kwietnia 2026
Sorrowhead (ex Cheval)