Marek Gajowniczek, 22 października 2013
Nie minęło wiele czasu,
a już dość trudno uwierzyć,
że z tego sztandarów lasu
poznikali gdzieś blogerzy.
Przecież ich tu hufce stały.
Były akcje i okrzyki.
Niedobitki pozostały.
Reszta jest u Republiki.
Część w Ekranie i Gazecie,
Część na redakcyjnych stołkach.
Doczekali swego przecież
ukarani za Matołka.
Pustki świecą na Facebooku.
Poznikali bojownicy.
Władza miała ich na oku?
Wtrącono ich do ciemnicy?
Gdzież tam, teraz na kontraktach
popijają małmazyje.
Wychodzą po pierwszych aktach
i w kasynach rżną w "Co czyje?"
Pozostali nieugięci
niezależni - ci prawdziwi.
Już myślą jak ich przeświecić!
Pozamykać albo wybić!
Nie żałujmy bezpartyjnych!
Sami przecież sobie winni!
Oszołomy i Maryjni.
Barwne kwiaty na pustyni.
Marek Gajowniczek, 22 października 2013
Scenariusze
pełne wzruszeń
i dramatów
i przymuszeń,
piszą wielcy reżyserzy.
Drobiazgowo - jak należy!
Możesz wierzyć,
lub nie wierzyć.
Jeszcze raz tę akcję przeżyć.
I gdzieś na nocnym seansie
wylądować po kwadransie.
Dalej gładko się potoczy.
Tekst przedłożą ci przed oczy.
Spektakl skończy się lojalką,
lub ci przetłumaczą pałką.
Gdy motyle lecą w Chile
możesz poczuć się niemile.
Dawne ekranowe chwile
Mogą wrócić jak zły sen.
Scenariusze
pełne wzruszeń
i dramatów
i przymuszeń,
piszą wielcy reżyserzy.
Drobiazgowo - jak należy!
Możesz wierzyć,
lub nie wierzyć,
lecz to zdarza się młodzieży.
I starego nie ominie,
jeśli czasem przyśnie w kinie,
gdy długi seans zalicza
przegapiając Sienkiewicza.
Marek Gajowniczek, 21 października 2013
www kropka
reklamowa szopka
polub kreuj twórz
już
jesteś Panem Bogiem
chcę to znaczy mogę
tworzę nowe światy
i czekam zapłaty
www strona
poruszona
zakrzywiona
czasoprzestrzeń
jesteś jak powietrze
życiodajny
twój świat wirtualny żyje
prawa autorskie czyje
twoje
przebojem
to trzeba do prasy
kaaaasy
nie ruszać
to moje!
A za oknem starym wierszem szumią drzewa.
Spadły deszczu krople pierwsze. Też chcą śpiewać.
Zatańcował wicher z chmurą. Natura jest subkulturą.
Przyszła jesień. Za dojrzałość płacić trzeba!
Marek Gajowniczek, 20 października 2013
Szedł prosto ulicą antykomunista.
Wzrok podniósł do nieba i tak sobie świstał.
Nie dla mnie poprawność. Nie dla mnie gendery.
Nie ma nic za darmo. Kosztują ordery.
Szedł tak, pogwizdywał i gapił się w niebo.
Antykomunistom nie trzeba niczego.
Dziś za przynależność, za salony, sfery -
trzeba kark nadstawiać i cztery litery.
Pyta go stójkowy: Na co pan tak śwista?
To mój tik nerwowy. Wstręt po aktywistach.
Pozostał mi dotąd. Odbija się w głowie.
Żyję w wolnym kraju. Więcej nic nie powiem.
Trafił do psychuszki. Gorzej niż za kraty
z rozpoznanym świrem: "Za Smoleńsk, za Katyń".
Może teraz gwizdać, kiedy ma ochotę.
Świstanie to dzisiaj obrzucanie błotem.
Od tego są inni. Od tego jest władza.
Nie należy władzy w gwizdaniu przeszkadzać!
Świstać sobie może, kto się pewnie czuje,
choćby był złamanym, a policjant ...
pilnuje!
Marek Gajowniczek, 20 października 2013
Obóz
Palec
Odliczani
Franciszek
i Franciszkanin
Konsternacja
przed Obliczem.
Któż to jest ten Gajowniczek?
Nie żyd?
Wstyd.
Władza
Palec
Odrzucani
Franciszek
Kościół Kapłani
Konsternacja
przed Obliczem
Któż to jest ten Gajowniczek?
Nie żyd?
Wstyd.
Marek Gajowniczek, 20 października 2013
Po nas choćby potop! Potopu nie było.
Za to będzie atom i uleciał sarin.
Wielu pomyślało i w świat wyruszyło.
Będą także do nas licznie powracali.
Nie dla wszystkich teraz Triumfalne Łuki,
a Noce w Lizbonie kosztują zbyt wiele.
Nie słuchano nigdy dziejowej nauki,
za to drogocenni byli Przyjaciele.
Rosja była dla nich jak Morze Czerwone.
Szwajcaria za droga. Jak sen Ameryka,
a w Polsce maceby stoją przywrócone,
ale zrozumienie niszczy polityka.
Trudno teraz głowę posypać popiołem.
Trudno ręce obmyć. Udawać Piłata.
Nie przywrócą miejsca za okrągłym stołem
za ich obrażanie przez tak długie lata.
Za fałszywe weksle. Za ten płacz lichwiarski.
Pogrzebaną wdzięczność i niewdzięczną pamięć -
znajdzie się tu miejsce jedynie dla garstki.
Wielu nie zobaczy Ziemi Obiecanej.
Marek Gajowniczek, 20 października 2013
Nie ma sensu wrzeszczeć, kiedy krzyczą wszyscy
i milczeć, gdy milczą - także nie wypada.
Tylko w ciszy okrzyk będzie wyrazisty.
Gdy wszyscy pytlują - nie ma o czym gadać.
Każda zapalczywość wygląda jak kpina,
a wspólne milczenie w dramat się ubiera.
Kiedy inni milkną, wtedy ty zaczynaj.
Gdy się wydzierają - buzi nie otwieraj.
Gdy twe wystąpienie emocji nie budzi.
Sprzeciwu nie widać i poklasku nie ma.
Widać, nie potrafisz angażować ludzi.
Żegnaj się szybciutko: Czołem! Do widzenia!
Marek Gajowniczek, 19 października 2013
Za to,
że potrafiłaś,
Umiałaś,
Z Bogiem,
Chciałaś.
Że nam się odrodziłaś,
Walczyłaś,
Zwyciężałaś!
I po latach zaborów
Polskiego nas uczyłaś
Języka i Honoru
I domem dla nas byłaś.
Nie oddam Cię w zastawy!
W obce ręce i rządy.
W polityczne zabawy.
W globalistyczne prądy.
W niszczenie, zatracenie.
W pogaństwa nowe nurty.
Za kraj mój. Za tę ziemię
U progu, drzwi, u furty
Z bagnetem zawszę stanę,
A nawet z gołą ręką.
I bronić nie przestanę.
Bo Rzecz jest dla mnie Świętą!
Pospolita jest dla mnie,
Dla obcych jest zakazem!
I jeśli rozkaz padnie.
Przegonię stąd zarazę,
Sprzedawców, Targowicę,
Lichwiarstwo i warcholstwo.
Wyjdziemy na ulice!
Znów będziesz wolna Polsko!
Marek Gajowniczek, 19 października 2013
Gdy umierało miasto aniołów
nie zjawił się żaden bóg.
Przerwano nagle talentów połów.
Pielgrzymów wywiało z dróg.
Okrzyki "Holy!" wygasły same.
Powiało nudą z ekranów.
Anioły dziwne, nierozpoznane
stały jak stado baranów.
Przed złotym cielcem boga Oskara
nikt już nie składał pokłonów.
Tylko babunia, zgrzybiała, stara
przyszła tu z miasta aniołów.
Kiedyś na wszystkich była okładkach.
Dla niej był dywan czerwony.
Mówiono o niej - to matek matka.
Pierwowzór filmu ikony.
Napis na wzgórzu biel swą utracił.
Wiatr wykoślawił litery.
Nikt nie podziwiał i nikt nie płacił.
W południe odjechał szeryf.
Tuż po ruinie wież Babilonu
wygasło światło świątyni.
Gwiazdy spadały tu z nieboskłonu.
Dziś błyszczą aktorzy inni.
Czarne diamenty, cyber wodzowie,
rzecznicy i politycy.
Był raj w tym lesie? Nikt tak nie powie.
Anioły śpią na ulicy.
Marek Gajowniczek, 19 października 2013
Wieczór brydżowy. Leżę bez jednej.
Wybiła późna godzina.
Dziwne pragnienie do głowy biednej
przychodzić nagle zaczyna.
Bez brakującej trudno wytrzymać.
Pan Piatnik nie był łaskawy.
Nowe rozdanie trzeba zaczynać.
Tak leżąc można wyjść z wprawy.
Bywają lepsze, słodsze wieczory.
Nikt nie zostaje w impasie.
Szczęście sprzyjało mi do tej pory.
Nie zawsze wygrywać da się.
Te październiki ciągną się długo
Weekendy spędzamy w domu.
Po jednej gierce zaczynasz drugą.
Telefon! Przyjdziesz? - Dopomóż...
Regulamin | Polityka prywatności | Kontakt
Copyright © 2010 truml.com, korzystanie z serwisu oznacza akceptację regulaminu.
13 kwietnia 2026
wolnyduch
13 kwietnia 2026
sam53
13 kwietnia 2026
Sorrowhead (ex Cheval)
12 kwietnia 2026
sam53
12 kwietnia 2026
violetta
12 kwietnia 2026
Sorrowhead (ex Cheval)
12 kwietnia 2026
wiesiek
12 kwietnia 2026
Arsis
12 kwietnia 2026
ais
12 kwietnia 2026
Jaga