Marek Gajowniczek, 16 lutego 2014
Jak każdej niedzieli
poleżał w pościeli.
Już teraz ma tylko niedziele
i życie jak w celi.
Budzić go nie chcieli.
W cukierni są po kościele.
Przy bożej opiece -
ma raj, jak za piecem.
Przyniosą, jak zwykle kremówki,
więc spokój ma widza.
Jest grzechem wyszydzać!
Napisał kuplecik malutki.
Jest święto i święto.
Czy dano, czy wzięto?
Spacerek z pokoju do kuchni.
Modlitwa. Przemowa.
Uważaj na słowa!
Krytycy bywają okrutni.
Na wszystko jest pora.
Niedziela - pokora!
Świętować też można inaczej
i śledzić świat w mediach.
Nauka, czy brednia?
Przed tobą świat nowych znaczeń!
Niełatwo być owcą.
Ufać zawodowcom.
Nie liczą się niemobilni!
Czas wszystko pokręcił.
Niełatwo jest święcić.
Za ciebie poświętują inni.
Marek Gajowniczek, 15 lutego 2014
Było Tango Milonga.
Jest tylko szelest map,
a zamiast walca Stronga -
zgrzyt otwieranych klap.
Rozmowy są o tarczy.
Ogląda film publika.
Dla wszystkich nie wystarczy!
Ktoś nie chce tu pomnika.
Może będzie wspomnieniem.
Może zostanie kac.
Otoczył mnie ramieniem
przedkryzysowy walc.
Wzrok ludzki wbity w ziemię,
uniósł się spojrzał w blask,
a pod stopami drżenie
i podmuch łaski łask.
Ekran. Mundur. Wzruszenie.
Zwis opuszczonych rąk
i karty odwrócenie.
Ameryka. Jack Strong.
Na fali Smuga Cienia.
Eszelon pełen Skudów.
Rozbłyski nieistnienia.
Walc - walec demoludów.
Zdaje się nierealny,
a taki rzeczywisty.
Walc długi - tryumfalny,
jak cieni pochód mglisty.
Jak coś, co dzisiaj trzeba
poprawić - skorygować.
Ze szlaku spaść się nie bać.
Na nowo rozrysować.
I nutę wciąż pamiętać
ciągnioną wzdłuż wybrzeża.
Wciąż graną w wielkich sztabach
i w plecaku żołnierza.
Z grzybami nad Warszawą
i desantem z "Mistrali",
z przejściem potężną ławą
która się tu przewali.
Walc był przedkryzysowy.
Jaki w kryzysie będzie?
Pracują tęgie głowy.
O nowym myślą sprzęcie.
O ludziach - niekoniecznie,
bo ludzi teraz mnogo.
Myślisz, że jest bezpiecznie?
A oni znowu mogą...
Marek Gajowniczek, 15 lutego 2014
Ekran sobą wypełniała.
Patrzyłem na mowę ciała,
bo ta zwykła jej przemowa
mogła tylko denerwować.
Gdy zaczęły mówić oczy,
program zrobił się uroczy.
Powiedziały włosy szyja,
że jest wolna i niczyja.
Dołożyło swoje zdanie
napięcie i falowanie.
Nad przeponą. Pod przeponą.
I ruch bioder. Spięte łono.
Uda - cuda. Ruch kolana.
Cała była rozgadana.
Nie traciła nawet chwilki.
W oczy stale kuły szpilki.
Poza mną nikt nic nie słyszał.
Pilot w ręku. Była cisza.
Wystarczyło chcieć, rozumieć.
Głos wyłączyć każdy umie.
Marek Gajowniczek, 15 lutego 2014
Jestem chory i nie jest to myśl przyjemna.
Jestem chory. Nic nie zmienię. Tak ma być,
Jestem chory. Nie warto tej sprawy zgłębiać,
choć tak samo, jak wy wszyscy chciałbym żyć.
A czy lepiej być świadomym, czy w niewiedzy?
Obserwować i budować domki z piasku?
Uśmiechają do mnie z nieba się koledzy.
Jeszcze próbuj. Życie wciąż ma wiele blasków.
Zdrowie może jeszcze trochę popracować.
Ma remisje i ma samouleczenia.
Nie ma sensu żyć i głowę w piasek chować.
Masz tu przecież sporo rzeczy do zrobienia.
Porozmawiaj wieczorami szczerze z duszą.
Niech pogada. Nie zakazuj: - Cicho być!
Twe obawy do niczego jej nie zmuszą,
a niczego nie potrafisz przed nią skryć.
Jeszcze uśmiech. Jeszcze dymek z papieroska.
Jeszcze trochę powspominaj te dziewczyny.
Wiosna idzie, a otacza cię tu troska.
Pożyjemy. Spróbujemy. Zobaczymy.
Marek Gajowniczek, 14 lutego 2014
Żadne słowa nie zastąpią obecności.
Żadna pamięć nie da poczuć i przytulić.
Nie ma żadnej namacalnej dojrzałości.
Tylko zapach pozostaje na koszuli.
Ślad na płótnie. Jakaś stara fotografia.
Czasem powiew, po nim nagłe przypomnienie.
Napisana przez kolegów biografia
i te stale gadające z kątów cienie.
Są pytania i są na nie odpowiedzi.
Mogą zawsze się pojawić jak rozbłyski.
Jakbyś był tu. Jakbyś wszystko ze mną śledził.
Jakbyś nie chciał pozostawić spraw ci bliskich.
O Jackowskim mówią - zwykły spirytysta,
bo on jeden opowiada - Tam jest byt!
Wyobraźnia na ten temat jest wciąż mglista.
Pragnie ducha towarzystwo zmienić w mit.
Ale fizyk wielki zderzacz konstruuje.
Stary lama kręci młynki, szepcze mantry.
Ty wciąż nie wiesz, chociaż dotyk czasem czujesz.
Chociaż skrzypnie nieraz w domu stary antyk.
Tak się trudno przyzwyczaić do nowego.
Dużo łatwiej jest na wszystko machnąć ręką.
Nie odróżnisz przecież złego od dobrego.
Podświadomość jest zasłoną bardzo cienką.
Marek Gajowniczek, 14 lutego 2014
Nie całują dziś pierścienia. Nie klękają.
Za to chętnie poklepują się po plecach.
O swój strój za bardzo także już nie dbają,
a skupiają się na tym, co ich podnieca.
Rżnij Walenty! Idzie wiosna, a z nią nowe!
Zwalą tynki, a styropiany położą!
Noc Kupały lub Idy Marcowe
nazwać przecież, można także - Wolą Bożą!
Za plecami wyciągnięte są ramiona.
Głowa Pana opuszczona bardzo nisko.
Bóg to miłość, a ludzi trzeba przekonać!
Władza mediów chce mieć święto, widowisko.
Rżnij Walenty! Nauczajmy tych, co wiedzą,
bo się wcześniej pewnie sami nauczyli.
Nie żałują dziś niczego przed spowiedzią.
Tacy są i tacy będą. Tacy byli.
Marek Gajowniczek, 13 lutego 2014
Ludzka zdolność postrzegania
słaba jest, ograniczona.
Magik nic ci nie zasłania.
Co chce - na oczach dokona.
Musi skupić twą uwagę
na wybranych kilku sprawach.
Te zobaczysz. Tym dasz radę,
a nie będziesz sprawy zdawał
sobie z tego, co pod nosem.
Nie masz takich możliwości.
Może zagrać twoim losem
wyszkolonych kilku gości.
Kto wymyśla scenariusze
sensacyjnych filmów akcji
myśli: - Nie chcę, ale muszę
sięgnąć do zgranych atrakcji.
Tylko z tego, co już poznał
rzecz wymyśli całkiem nową.
Dodać niczego nie można,
choćbyś w mur uderzał głową.
To jak program. Baza danych.
Korzystasz z tego co masz.
Choć układasz nowe plany.
Świat je widział. Ty je znasz!
Podobnie już kiedyś było,
może zdarzyć się raz jeszcze.
Miejsce tylko się zmieniło.
Dodano numery z dreszczem,
byś spoglądał tam, gdzie trzeba
i tam swą uwagę skupił.
Byś pod nosem nie dostrzegał
triku, który cię ogłupi.
To zwyczajna jest iluzja
i dziecinnie łatwa sprawa.
Cóż, spotkała cię konfuzja.
Rozwiązano Cyrk Warszawa.
Marek Gajowniczek, 13 lutego 2014
Wielki szpital. Długie puste korytarze,
a w dyżurkach, na tablicach - nazwisk lista.
Milionerzy, politycy, dygnitarze.
Czasem trafi tu poeta lub artysta.
Tu się łatwo można pozbyć wszelkich marzeń.
Pocieszenie znaleźć księdza kapelana
i pojechać długim pustym korytarzem
tam gdzie czeka filozofia niepoznana.
Na dziedzińcu się kołysze stare drzewo
wiadomości wszelkich - złego i dobrego.
Patrzysz na nie. Nie na prawo, nie na lewo
i wciąż nie chcesz dowiadywać się niczego.
Z każdej maski spogląda na ciebie troska,
a cyferki przeskakują w monitorach.
Dobrze wiesz, że ci została Wola Boska.
Jest przy tobie. Czeka cicho, pomóc skora.
Wielki szpital. Wielka cisza wielkich ludzi,
a zasługa ziemska w śpiączce teraz śpi.
Jest modlitwa: - Panie Boże, niech się zbudzi.
Delikatnie ktoś uchyla z tyłu drzwi.
Marek Gajowniczek, 12 lutego 2014
Błyszczą Rosja, Ameryka.
Świat pięć groszy swoje wtyka
w twe wybory - jak masz żyć!
Orwellowska polityka
każdy przekaz zmienia w przykaz.
W zafałszowanych wynikach
potrafi rządzących kryć.
Pokazują: - Nic nie możesz,
a zawsze może być gorzej.
Żyj w swoim telewizorze. Śnij!
Świat ze sobą ma trudności.
Bardziej szare od szarości
barwy ludzkiej codzienności
zamazują ci dalekie perspektywy.
Skupiony na czubku nosa,
widzisz łzy, a mówisz - rosa.
Potem idziesz.
Głosujesz na nieprawdziwych.
Uwolniony od myślenia,
chciałbyś zmienić, lecz nie zmieniasz,
chociaż wczoraj obsikali twoje znicze.
Mówisz: - To siła spokoju.
Przyjmują cię w przedpokoju,
ale wkrótce pewnie trafisz na ulicę.
Tak nieliczna garstka ludzi
potrafi miliardy łudzić,
że nadludzkie w swoim ręku skupia siły.
Wielobarwnym znakiem tęczy
przesłania Folwark Zwierzęcy,
a nad głową ci rozpruwa twoje żyły.
Bilderbergi pragną Unii,
a Iluminaci dumni, dawno mówią,
że to do nich świat należy.
Ty daleko od koryta.
Nikt cię dzisiaj nie zapyta:
Czego pragniesz? Komu służysz
i w co wierzysz?
Marek Gajowniczek, 12 lutego 2014
Zamglony księżyc wpadł do komina.
Luty euro wrzucił do świnki.
Kot i wtulona w niego dziewczyna.
Pamięć odprawia swoje godzinki.
Długą aleją pustego parku
idzie przez lata dawno skreślone
i z zapomnianych snu zakamarków
wyciąga wiersze niedokończone.
Stare uśmiechy jak plamy śniegu
i westchnień dawnych roztopy świeże,
podchodzą, stają w latarń szeregu
i szepczą dziwy nie do uwierzeń.
Pchają się, cisną. Śmieją do ucha.
Trzepią rzęsami i mrużą oczy.
Koniecznie pragną byś ich wysłuchał,
boś je odnalazł. Myślą otoczył.
A przecież jesteś tu tylko we śnie.
Zbudzony nagłym zniknięciem pełni.
Włóczysz się z lutym po pustym mieście.
Długą aleją w pamięci czerni.
Regulamin | Polityka prywatności | Kontakt
Copyright © 2010 truml.com, korzystanie z serwisu oznacza akceptację regulaminu.
11 kwietnia 2026
wiesiek
11 kwietnia 2026
dobrosław77
11 kwietnia 2026
Weronika
11 kwietnia 2026
Anthony DiMichele
11 kwietnia 2026
Anthony DiMichele
11 kwietnia 2026
Anthony DiMichele
11 kwietnia 2026
Anthony DiMichele
10 kwietnia 2026
sam53
10 kwietnia 2026
violetta
10 kwietnia 2026
wiesiek