Marek Gajowniczek, 6 czerwca 2014
Nagły błyski. Natychmiast trzask.
Strzelił obok. Łaska łask
tym razem go oddaliła.
Chwila zamyślenia była
nad tą siłą i bliskością.
Uderzył z ogromną złością
jakby chciał mi coś powiedzieć.
Myślę - Co? Bóg raczy wiedzieć.
Nie znasz dnia, ani minuty.
Wkoło pycha. Ogrom buty
i rządzących tryumfalizm,
a tu nagle piorun wali.
Jeden rozbłysk zmienia wszystko.
Wieszcz duchy w jedno kolisko
radził zbierać dla tej siły,
a nagle ją objawiły
ciemne chmury nad Warszawą.
Kropiło jakoś niemrawo.
Raz huknęło, ale głośno.
Przekaz nutę ma donośną,
nawet taki ślepy los!
Kto dzisiaj śmieje się w głos,
bo mu jutro sukces wróży,
zawsze może w jednej burzy
zmienić pychę na pokorność
stojąc pod plakatem "Wolność"
z wyciągniętą w górę ręką.
Błysk. Wszystko się dzieje prędko.
Marek Gajowniczek, 6 czerwca 2014
Już do archiwum ma iść ta księga.
Czytamy właśnie ostatnią stronę.
Było zwycięstwo. Teraz potęga
pragnie się własnym zajmować domem.
Północne szlaki dawnych konwojów
pokryły chmury i wielkie niże.
Wszyscy już teraz pragną spokoju,
lecz jest do niego dalej niż bliżej.
Nikt nie chce łupów oddawać łatwo,
kiedy znikają trwałe granice.
Za głowy znowu się bierze bractwo
wdzięczne Aliantom i Ameryce.
Ciągną się rury aż zza Uralu,
a smugi chemii zdobią powietrze.
Tworzy się nowe przyczółki szmalu,
groźne zamiary nie znikły jeszcze.
Ma być inaczej. Ma być Porządek.
Są jak El Niño wielkie transfery.
Nawet w najmniejszy świata zakątek
dotrze tsunami bankowej sfery.
Gdzieś po klasztorem zakwitną maki
i nowy Maczek może się zjawi.
Rozdział skończony. Świat już nie taki.
Minuta ciszy kropkę postawi.
Stanęli wszyscy na wąskiej plaży.
Patrzą na desant grup historycznych,
a po swojemu każdy coś marzy,
wiedząc, że koniec nie jest tak śliczny.
Marek Gajowniczek, 5 czerwca 2014
Komuno wróć! – wołali partyjniacy.
Komuno wróć! Tęskniło MSW
Pragnęli jej szefowie i tajniacy,
Szkoleni tam i ci szkoleni tu.
Komuno wróć! – niosło się po więzieniach.
Komuno wróć! – błagali wszyscy w togach.
Ci, którzy nic nie chcieli nigdy zmieniać.
Ci na urzędach i na zapomogach.
Komuno wróć! – krzyczeli utrwalacze.
Komuno wróć! – marzenie wszystkich biurw,
a także tych, co kochają inaczej.
Wtórował im odmieńców liczny chór.
Komuno wróć! Czekał naród wybrany,
Komuno wróć! Dwójka i cały sztab.
Czasowe tylko planowali zmiany,
a co zabrali nie wypuszczą z łap.
Powraca więc – wita ją profesura.
Słychać jej śpiew, wciąż powtarzany w mediach.
Administracja, rząd i cała góra -
kraj jej sprzedają , bo już nie jest biedna!
Komuna dziś przejęła całą kasę.
Wyklęty nadal został tylko lud.
Tych pracujących weźmie znów pod prasę,
by łatwo ich docisnął obcy but.
Diabelskie koło znów się obróciło.
Wolności łyk, a potem stale w dół.
Tak krótko trwało – może nam się śniło?
Toczy się z góry nasz okrągły stół!
Komuno wróć! Żądają feministki.
Komuno wróć! Wybiera OSP.
Kardynał już poświęcił wszystkim gwizdki
pobożnych próśb. Po prostu żyć się chce!
Komuno wróć! Niech rada się wypowie!
Komuno wróć! A blogerów pod sąd!
Minister powie, co powinien człowiek,
a to, co czuć łatwo usunąć w kąt.
Komuno wróć! Wystawić trupy z szafy!
Komuno wróć! Nalega BBN.
Nie było zmowy! Były zwykłe gafy!
Nasz narodowy, upiorny wraca sen.
Marek Gajowniczek, 5 czerwca 2014
Zaproszenia na Starówkę nie przysłali.
Poszedł sąsiad. Wystrojoną wziął rodzinę.
Nie wiem czemu, jak na pogrzeb się ubrali.
Wszyscy w czerni. Ojciec dumną robił minę.
Wolny dzień musieli dostać, chyba w pracy.
Poszli pieszo. Zostawili samochody.
Nie wiedziałem, że sąsiedzi - ważni tacy.
Zaproszeni - to chyba były powody.
Powracali jakoś ciężko. Zbitą grupką.
Umęczeni. Dosyć długo się wystali.
Jak tam było? - Uroczycie! - ktoś rzekł krótko.
Skromni jacyś, pewnie się nie chcieli chwalić.
Nie dostałem zaproszenia, lecz mi przeszło.
Gdybym dostał, to też chyba, bym nie poszedł.
To historia już. Minęła. To już przeszłość.
Solidarność nie wymaga dziś zaproszeń.
Teraz sąsiad moje nosi tu brzemiona.
Wstaje rano i odpala Mercedesa,
kiedy ja się wyleguję w snu ramionach.
Na dodatek, nikt go dzisiaj nie pociesza.
Ciężkie życie mają teraz pracowici.
Te podziały niepokoje nowe rodzą.
Stabilności oni chcieliby się chwycić,
a im mówią: - Ciężkie czasy znów nadchodzą.
Marek Gajowniczek, 5 czerwca 2014
Przyszła środa. Niepogoda.
Trzeba ująć, a nie dodać.
Radość jest na antypodach.
U nas kapie deszcz.
Jedni śnią, a innym szkoda.
Będzie lepiej! - ktoś zapodał.
Było święto - ma być zgoda!
Wieszczy w wierszu wieszcz.
Stary kawał - siwa broda.
Oficjele w samochodach,
a w głowach woda sodowa.
Nie każdy jest leszcz.
Na klaskanie przeszła moda.
Ręki chyba nikt nie poda.
Ni to wolność, ni swoboda.
Opozycjo! Wrzeszcz!
Marek Gajowniczek, 5 czerwca 2014
Zabrali ludziom kawałek świata,
więc One Force teraz po niebie lata.
Nie popisała znów się Genewa.
Ludzie już wiedzą, że bać się trzeba.
Zabierać będą po kawałeczku.
Nie znasz zamiarów. Bój się człowieczku.
Na wszystko spojrzy lepiej G - siedem.
Odleciał Pan One, czyli Pan Jeden.
Układ jest zero i jedynkowy.
W nim właśnie zerem były rozmowy.
Machanie ręką i ważne słowa.
Bardzo potrzebne, lecz to nie towar.
Jedynką zawsze bywa interes.
Jeśli go nie masz stajesz się zerem.
Przestajesz wiedzieć:- Gdzie Rzym, gdzie Krym?
Ktoś nad tym czuwa. Pogódź się z tym!
Marek Gajowniczek, 4 czerwca 2014
Popatrzyłem na dzisiejszą Warszawę.
Zamyśliłem się. Jakie jutro nas czeka?
I natychmiast zdałem sobie sprawę,
że na pewno - droga daleka.
Oglądałem nalane twarze.
Nie widziałem prostego człowieka.
Aktywista jest dziś gospodarzem.
Po dywanie przetacza się beka.
Przeminęło dwadzieścia pięć lat.
Bezrobotnym czas szybko ucieka.
Wielu stąd wyjechało gdzieś w świat.
Został ekran, telewizja, przekaz.
W pustce ulic przemieszcza się Bestia -
wóz pancerny, czarny jak prognoza.
Pozostaje ciągle pewna kwestia:
Czy to jest rzeczywistość? Czy poza?
Marek Gajowniczek, 4 czerwca 2014
Kombinują, myślą, marzą,
rozważają różne plany.
Problemem jest wyjście z twarzą,
gdy świat taki poplątany.
Gdzie ustąpią - inni włażą
niszcząc zamiar uzgadniany.
Mieli być porządku strażą,
lecz przeciwnik jest za cwany.
Na co jeszcze się odważą?
Trudno mnożyć wciąż szykany.
Zaufaniem już nie darzą
sojuszników ukochanych.
Ta zabawa całym światem
dobrze się nie zapowiada.
Coś trzeba spisać na stratę,
gdy kostka domina spada.
Świat na nowo się uciera.
Jest rozgrzany. Iskrzą tryby.
Nie zawsze dobrze wybierał.
Szuka wyjścia, ale gdyby...
Marek Gajowniczek, 3 czerwca 2014
Otoczony jak na wojnie -
mocno, szczelnie, silnie, zbrojnie,
poprzez wyludnione miasto
przejechał z ochroną własną.
W końcu nie ma się co dziwić.
To specjaliści prawdziwi.
Choć na kursie i na ścieżce,
może ktoś zakłócić zechce.
Na dodatek jest dość mglisto.
Kropi. Opryskuje wszystko.
Nie wiadomo, co się wdycha.
Przestrzeni trzeba unikać.
Prezydent jest oddalony.
Ktoś może być przeziębiony.
Wszystkich dobrze się nie zbada.
Ponuro. Jak na złość - pada.
Kompania ma być bez broni.
Reporterów też przegonić!
Nie będzie żadnych wywiadów!
A ty dokąd? - Spieprzaj dziadu!
Wiedzą spece z Ameryki,
że tu zielone ludziki
kraj traktują jak kuricę.
Oczyszczono więc ulice.
Stąd te środki nadzwyczajne,
niezwykle profesjonalne.
Wizyta musi się udać.
Obstawa nie wierzy w cuda.
Marek Gajowniczek, 3 czerwca 2014
Świat popatrzył w ten zakątek Europy,
w którym Rosja znów rozpycha się łokciami.
Tam, gdzie bieda i siermiężne chłopy
zapragnęli, jak przed laty, być panami.
Te pragnienia zawsze rodziły kłopoty.
To zabory czynią silnych mocarstwami,
a nie żadne innowacje, handel, popyt,
tylko przemoc, którą wwozi się czołgami.
Na nic wówczas są układy i sojusze.
Konferencje, deklaracji i podpisy.
Propagandą i medialnym animuszem
nie zapewni się spokoju dawnej ciszy.
Na granicach w których płoną rewolucje,
żaden kordon polityków cię nie zbawi.
Trzeba chyba przypominać siostrę Łucję.
Przepowiednie jej przeczytać, co w nich prawi.
Każde sankcje powodują inne sankcje,
a reakcja zwykle równa się reakcji.
Trudno wtedy zachowywać elegancję
i zasłaniać się wzorcami demokracji.
Przeżyliśmy już Monachium i Benesza.
Widzieliśmy już Anschlussy pokojowe.
Wydarzenia wciąż się mnożą. Czas przyspiesza.
Jedna rada - przygotujmy się na nowe.
Kilkanaście lat trwa wojna "z terroryzmem",
a jej końca jakoś nikt nie zapowiada.
Przeciwników porównuje się z faszyzmem.
Straty skrywa. O zamiarach opowiada.
Regulamin | Polityka prywatności | Kontakt
Copyright © 2010 truml.com, korzystanie z serwisu oznacza akceptację regulaminu.
10 kwietnia 2026
sam53
10 kwietnia 2026
violetta
10 kwietnia 2026
wiesiek
10 kwietnia 2026
Jaga
10 kwietnia 2026
Jaga
9 kwietnia 2026
wiesiek
9 kwietnia 2026
Atanazy Pernat
9 kwietnia 2026
Sorrowhead (ex Cheval)
8 kwietnia 2026
Jaga
8 kwietnia 2026
wiesiek