
Istar, 27 czerwca 2021
Musiałem wyjść po cichu,
nie zatrzaskując drzwi.
Żebyś chciała zostać.
Z butami za pazuchą, nad schodami
żebym nie słyszała, jak żali się dom.
Biegłem. Pociągi nie czekają,
nie żal im pustych miejsc.
Zdążyłem przeczytać twój wiersz.
Zanim straci ważność w innym miejscu.
Wiem co powiesz.
Że my, to tylko wrażenie, poza nim
wszystko jest.
Marek Gajowniczek, 27 czerwca 2021
Światowe medialne trąby
tworzą unoszące prądy
wirujące emocjami.
.
Przekonania i poglądy,
mity, sądy i przesądy
przetaczają się burzami
w dyplomacji, w polityce,
lecz umęczonej publice
opatrzyła się hybryda
i opowieści o żydach
w sojuszniczych ambasadach.
O podziałach i sąsiadach,
których Flanka ma odstraszyć.
.
Człowiek pragnąłby się zaszyć
w cichej głuszy na Mazurach,
lecz przy pietrzących się chmurach
i dziurawej wciąż kieszeni -
nikt spokoju nie doceni.
Media przeciągają struny.
Trąby, wichry i kołtuny
tworzą bańki i balony,
a nikt nie jest poruszony.
.
Chciaż wrze medialna wojna,
myśl wszczepiona jest spokojna
i reakcji nie doczeka,
kto podburzać chce człowieka,
zamiast czuwać by nie wyrósł
w kraju nowy delta-wirus!
Yaro, 27 czerwca 2021
dziwki nie są dziwkami
chodzą do kościoła
starość odebrała popęd
no i ze względów estetycznych
żaden marynarz
nie popłynie starym kutrem
zatopionych w porcie
stoi maszt wiatr targa banderą
ojcowie w podeszłym wieku
nie piją wódki
bywają przykładnymi dziadkami
lub starymi zboczeńcami
oglądany świat odmienny niż ten mój
ukryty na dnie mojej kieszeni
tylko wiatr targa za włosy
żona mówi daj to głośniej
seriale dobijają mnie
są ubogie jak w pracy dzień
Nevly, 27 czerwca 2021
nie tylko po to by kłuć
może tylko po to by nauczyć
życie życia
Arsis, 26 czerwca 2021
Absolutny bez-czas… — kwintesencja stagnacji… —
Nic…
Choć wciąż się coś wydarza,
dokonuje się niewidzialnie
— poprzez podział szaro-błękitnych pikseli…
… milczące przedmioty… —
Kurz…
… nieustanne próby
przełamania nocy
— grzęzną w zarodku…
Scalają się ze sobą, aby ulec natychmiastowej anihilacji — w rozbłysku czarnego światła…
Jednostajny ton…
… piskliwy szum
eksplodującej
wieczności —
zalewa czaszkę
— monotonią zdarzeń…
… wewnątrz —
zmarznięta
na kość
— wypalona bryła…
Coś w rodzaju dawnej egzystencji —
irracjonalne i groteskowe
— wrosło korzeniami w ziemię na krawędzi świtu…
*
Obłoki przytłaczają swoim ciężarem…
Ranią betonowymi,
przyciętymi równo krawędziami…
Odbija się o dalekie wzgórza —
zanikający pogłos
— pradawnej burzy…
W rozdartym — jak papier powietrzu
— mdława, elektryczna woń Stworzenia…
Parujące, sine
niebo —
okrywa sobą
— milczenie rzeczy…
… będącą raczej odpadem… — nieudaną formą ewolucji…
*
Przemykają jakieś obrazy, niewyraźne widma… — rozpływają się w podmuchach wiatru…
Powstają w całkowitej ciszy nowe,
całkiem nierealne…
… będące zdeformowaną kopią samych siebie…
Doskwiera im samotność…
… niemożność ujrzenia
swojego odbicia,
choć tworzą się
— z coraz większą siłą…
… i uderzają skrzydłami w powłoki skał…
Giną…
Znowu są…
… coraz
bardziej
udziwnione…
… nonsensowne…
(Włodzimierz Zastawniak, 2021-06-26)
***
https://www.youtube.com/watch?v=epWov8erWYI
https://www.youtube.com/watch?v=-8F42vlo2yM
https://www.youtube.com/watch?v=pqlJ7qOtUG0
Arsis, 25 czerwca 2021
Nacierające zewsząd ściany… — przytłaczają obojętnością i milczeniem… — miażdżą…
Wdycham zapach kurzu,
odpadającej farby…
Zwisających
fragmentów
— zdartych tapet…
… to nicość wypełza z każdej szczeliny, każdego pęknięcia…
Płótna pajęczyn okrywają moje puste, niewidzące oczy —
opadającą powoli maską…
Nasłuchuję swojego umysłu…
… meandrów mózgowych korytarzy…
W łkającym przeciągu, trzaskają gdzieś daleko drzwi z pogłosem echa…
Kto ma przyjść?
… nie przyjdzie nikt…
Otwierają się
i zamykają —
spękane
gorączką
— blade usta…
Do kogo należą tym razem?
… sączy się z nich ciemna, lepka krew…
Gorączkowy, piskliwy szum — rozsadza uszy i czaszkę…
Niewyraźne widma
— ulegają ciągłej metamorfozie…
… kłębią się… — ewoluują na czyjeś niejasne podobieństwo… — giną…
(Włodzimierz Zastawniak, 2021-06-25)
***
https://www.youtube.com/watch?v=GC0oYG98Cn8
Yaro, 25 czerwca 2021
moje życie to
trzysta sześćdziesiąt pięć dni
rok w rok
czas zatacza koło
bezlitośnie chłoszcze
świat otacza myśli
jak gmach szklanej instytucji
praca dom
znaki i nakazy
kolejny prezydent otrzyma nagrodę Nobla
za humanitarne zakończenie wojny
sztandar na maszcie łopocze nieznośnie
dla mnie za wysoko
zamykam oczy
gdzie ja jestem
chyba śnię
rok za rokiem
krok w krok stukot kół pociągu
ciągną ludzie
do nierządu do nałogu
prosto na gehenny dno
idąc na przeciw w masce Zorro
za tych co po tamtej stronie
cisza smutek po kłopocie zamilkli
nie mów nic
ani słowa
to jest właściwa droga
wypełniony mózg półprawdami
poukładamy by odejść w nieznane
Dorn, 25 czerwca 2021
Do kogo było podobne. Kto nadał mu imię
i przekonał nas, że to możliwe.
Czytałem o pacjentce
w pewnym wieku, bez skazy, w symbolach pozamacicznych.
Szliśmy trzymając się za ręce. W szczelinach zbierał się kurz,
wiły pajęczyny. Noc była cicha, pełna.
Nikomu nie urodziło się dziecko.
Koniec świata niemożliwy,
jednak wszystko umarło, kolejno.
Najpierw w niej, później w nas.
Nienaturalnie.
Regulamin | Polityka prywatności | Kontakt
Copyright © 2010 truml.com, korzystanie z serwisu oznacza akceptację regulaminu.
26 stycznia 2026
Przędąc słowem
25 stycznia 2026
violetta
25 stycznia 2026
Przędąc słowem
25 stycznia 2026
wiesiek
25 stycznia 2026
Sorrowhead (ex Cheval)
25 stycznia 2026
sam53
24 stycznia 2026
tetu
24 stycznia 2026
Arsis
24 stycznia 2026
violetta
24 stycznia 2026
Trepifajksel