Proza
Zmiana sposobu prezentacji
Truizm: są dwa światy naszego przebywania na Ziemi: realny i internetowy. Przed pierwszym należy się bronić, przed drugim – też.
Stępa lub forsownym truchtem, jak głupi Grześ przez wieś, tak ja wędruję przez sieć. Czytam blogi, odwiedzam portale i niecnotliwe strony. Dobre, złe, wszystkie, jakie się nawiną. Zaglądam do skinów, faszystów i innych kuglarzy miłujących niepokój. Podziwiam ich tupety i bzdety łykając wstręt. Niekiedy zatrzymuję się moment, czasami na dłużej i włażę na strony paskudne, jak daleka memu sercu biblia dla satanistów.
Wtedy ogarnia mnie szewska pasja, wierutne obrzydzenie. Wtedy byłbym gotów latać z naostrzoną siekierą, wywijać nią młynka i zrobić nią komu gustowny przedziałek na ondulacji.
*
Internet jest takim magicznym miejscem, że ma się wrażenie wolności nieskrępowanej rygorystycznymi przepisami. Ma się wrażenie, iż jest się innym człowiekiem. Człowiekiem wyzwolonym z dotychczasowych ograniczeń. Barier wymuszonych przez los (och, jak bosko mieć wrażenia!) .
Można powiedzieć, że przebywając w internetowej przestrzeni, stajemy się bogatsi. Nie w sensie materialnym, wyraźnego pomnożenia ilości dóbr materialnych, ale w sensie natężenia sił psychicznych. Zwielokrotnienia i potwierdzenia wagi tych, które mieliśmy wcześniej. To znaczy wtedy, gdy dopiero zaczynaliśmy buszować po sieci. Gdy zaczynaliśmy odkrywać w niej (...)
--- cały tekst ---
Poradzisz sobie. - powiedziała, bo wiedziała, że nie ma mi nic do zaproponowania. Jak wszystkie, wszyscy, i wszystko. Przejrzałem to aż o nicości.
W trakcie okolicznościowych imprez, pogrzebów czy ślubów, gdy całą familią gromadziliśmy się przy stole, wujowie, pachnący tropikalnymi podróżami, prosto z pociągu, skradającym się truchtem, w spodniach prasowanych na kant, albo w portkach udających dżinsy, dostojni, chętni do kłapania ozorem, spragnieni ciekawostek, zziębnięci, przemoczeni, dodawali sobie animuszu pijąc gorącą herbatę lub wcierając ręce w kaflowy piec - nadciągali z odległych miejsc Wpadali na moment, schodzili się zewsząd, przybywali znikąd, niekiedy na dłużej, a niekiedy pomiędzy nowymi wyprawami.
A za nimi pojawiały się ciotki. Pojawiały się hurmem, gwarnie, wkraczały do naszego domu, czyniąc wokół siebie rumor. Niegdyś młode i z pretensjami do urody, lecz niestety już teraz przywiędłe ślicznotki z widokami na na garbaty los, czując się jak przystawki do własnych mężów, będąc w roli potakujących atrap, lądowały na kanapie obok zegara.
Dumne kawalkady kobiet z uczesanym i wyszorowanym przychówkiem, z bachorami podtykanymi do całowania, przytulanymi i częstowanymi cukierkami, układając twarze w inteligentne grymasy, rozprawiały o zakupach i pogodzie, jakby te właśnie tematy nurtowały je bez ustanku.
*
Na ostatku zjawiał się wuj Ząbek, bywały tu i ówdzie ekscentryk, przyjmowany z otwartymi ramionami, przystojniak o spojrzeniu dogłębnym, konkwistadorskim i penetrującym. (...)
--- cały tekst ---
Wypisy z podręcznika dla paralityków
Ludziom zdrowym przyświeca świadomość braku czyhających na nich zagrożeń dopiero wtedy, gdy własne ciało odmówi im posłuszeństwa. Brak instynktu samozachowawczego, zdolności przewidywania i chęci na zastanowienie, pomaga zdrowym w automatycznym poruszaniu się po ziemi. Nie widzą czyhających przeszkód. Omijają je, nie zdając sobie sprawy z ich istnienia i w każdej chwili mogą się od nich oderwać, wejść na chodnik i być tam, gdzie chcą.
Dla nich nie istnieją trudności w pokonywaniu schodów. Natomiast dla chorych istnieje koszmarny zbiór pułapek i upadków. Zamiast omijania przeszkód, mają swój świat bezruchu.
Nagle stwierdzają, że już nie są w stanie wstępować po schodach, ale że są zmuszeni wciągać się po nich. Że nie idą ich środkiem, lecz przy poręczy, nagle więc rzeczy dotąd błahe, przybierają postać istotnych. Na przykład gdy chcą się podnieść, schylić czy obrócić, muszą wykonać całą serię przygotowawczych ruchów. Uklęknąć, ale tak, by być w pobliżu czegoś do uchwycenia. By zachować równowagę – muszą przystanąć, gdyż kiedy chcą zmienić kierunek marszruty, nie potrafią iść płynnie.
A gdy już są przekonani, że osiągnęli dno i gorzej być nie może, zaczynają się następne fazy; do boju wyruszają nowe, „wypoczęte” sensacje związane ze sztywnieniem karku. Kończy się uwertura, a zaczyna koncert. (...)
--- cały tekst ---
Maurycy usiadł w kątku, przy kontuarze, w pobliżu półotwartych drzwi, obok muzyka, którego zatrudniono w klubie Pod Wesołym Mamlaczem na etacie wirtuoza. Widział, jak kawiarniane opary wsysały do środka zastępy smakoszy. Co pewien czas wykopywały nasyconych, a brzuchaty szatniarz kłaniał im się cyklicznie.
Lubił tu bywać, kochał być „w przyczajeniu i rozmodleniu”, jak nazywał ten swój kibicowski proceder. Anonimowo patrzeć na gwarny ruch toczących się, dyskusyjnych sabatów. Intelektualnych podróży donikąd. Wędrówek, w których jeszcze nie tak dawno brał udział. O czym niechętnie i niemal z rozżaleniem wspominał sąsiadom od kieliszka. A między stolikami, po dywanowej wykładzinie, laskonogie kelnerki, wystrojone w służbowe uniformy i przyszywane uśmiechy, zwijały się mechanicznie: serwowały temu rachunek, tamtej – wino, a wszystkim bez wyjątku – ciepławe „sorry”.
Rozdygotane paniusie, wystrojone jak choinki na Wielkanoc, z mężami zamiast breloczków, kładły dłonie na szklankach cieczy a la kawa, podczas gdy krępy baryton dawał wycisk słuchaczom. Śpiewał co żwawsze kawałki z „pieśni do słów”, a ujeżdżający po klawiaturze pianista trzepał rytm. By nie wypaść z roli artysty, wadził się z własną nieudolnością, zachęcał, prosił, szturchał klawisze grubymi serdelkami. Grał z nerwem, nie zwracając najlżejszej uwagi na wyczyny (...)
--- cały tekst ---
1. Czuję się samotny ze swoją świadomością i to powód mojej pychy.
2. Najpierw rzuciła mi się w oczy jej nienawiść i jej zmęczenie, następnie tkwiący pod tym humor, a później ubrania jak z domku dla lalek.
3. Mam wrażenie, jakby istniały moce, które zamierzają prześladować mnie - za myślenie.
4. Parafrazując Pascala - Człowiek, ta wypalona zapałka w depresji, w pozycji embrionalnej, o kruchym i podatnym na zranienia ciele, słabszym niż u przodka Neandertalskiego, niestety też z jakąś dozą destruktywności, obsesji i nałogów… niesie w sobie Wiekuistą Ciszę, Światłość… Światłość Świadomości… wyższej niż u pozostałych naczelnych.
Kiedy stwierdziła, że dorosłem i większy nie będę, pobiegła do lekarzy z pytaniami, co dalej. Spece od medycyny przekonali ją wtedy, bym dał sobie siana z marzeniami o długim życiu. Oznajmili, że mogę się powolutku żegnać z planami na przyszłość i powinienem odmeldować się z myślenia o podróżach dalszych, niż do wychodka. Że nadeszła dla mnie właściwa pora na medytację „o czarnych godzinach i najwyższych czasach”.
Mam zająć się przestawianiem zwrotnic z przyzwyczajeniami i studiowaniem nekrologów. Mówili, że mogło być znacznie gorzej, bo choróbsko nie wybrzydza, zabiera, co jest, i chodu, więc niech nie traci wiary, nie martwi się moją skoliozą, bo ostatecznie są jakieś wkładki i nakładki, wyjścia, przejścia i dojścia, sanatoria i domy z opieką.
Jeszcze nie ma tak, by było na 100 beznadziejnie! Przecież znane są przykłady, iż ludzie powracają do formy, mają remisje, a niektóre są długotrwałe, utrzymują się latami, więc nie trzeba się załamywać, mówić, że już nic i nigdy, i że tylko klops.
Powiadali, że koniecznie musi ją wypełniać pozytywna wizja, bo tak już jest: fizyczna utrata staje się czasem psychicznym zyskiem, co prędzej należy mnie nakłonić, bym odstawił zmartwienia, przekabacić na zdrowy rozsądek, podszepnąć, bym nie ustawał w (...)
--- cały tekst ---
Nieodpowiednie dla studentów (EROS)
Chciałem Panu przekazać trochę txt.u, najpierw filozoficznego, potem erotycznego. Wydaje mi się niezły. Jak mówię - uważam pana za Przyjaciela (bo nie mam sprzymierzeńców, przynajmniej nie w mojej egzystencjalnej osobności, bo jestem nią sam). Ale wrzucam. To pisane do Przyjaciela, ale z myślą o szerszej, nomen omen, wibracji (od wibratora). Chrześcijański panseksualizm. Może forma herezji, co ujmuję. Pod koniec hipotetycznie można się spuścić.
1.
Napiszę Ci o moim odkryciu związanym z duszą kobiecą. Mężczyźni też mają dusze, ale jakieś gorsze. Więc mi chodzi raczej o dusze kobiece. Chodzi mi po głowie ze Stachury - “największa rozkosz jest między ustami a brzegiem kielicha”. Albo w którymś musicalu stało - “ona będzie zaraz przy tobie, ona będzie tysiąc mil stąd”. Fabrice Hadjadj napisał - kochać wszystkie aż do boskiej cząstki. Nie chodzi tu chyba o rozwiązłość. Ale w Tristanie i Izoldzie, u Petrarki - w sumie u Junga… my, w sensie ludzie, kochamy coś innego niż je wszystkie, czy to miłości życia, czy przelotne zakochania. Ja mogę zakochać się w każdej którą spotykam, tak mam od jakiegoś czasu. I nawet myślę, budować, tworzyć, och, przecież tym jest związek, oczywiście myślę o mojej Śwince Morskiej, rozmawiałem z nią ostatnio, ale nic z tego nie będzie, to jak u Paulo Coelho, cały Wszechświat wie, że nic z tego nie będzie… hm, kochać aż do boskiej cząstki (...)
--- cały tekst ---
Wiesz, z racji, powiedzmy, intelektualnych, choć nie lubię tego słowa... Mogłabyś, Weroniko, stać się obiektem mojej adoracji. Mam na myśli, skoro mój tekst coś dla Ciebie znaczy. Czyż nie sądzisz, że podjęcie cybernetycznego romansu byłoby czymś fascynującym? Chyba, że masz kogoś w realu i nie przepadasz za alkoholikami... tak, wówczas to zrozumiałe. Ale szukam bratniej duszy, bo właśnie ją straciłem. Ciała pozostawmy samym sobie, i tak są idiotyczne, cóż głupszego niż cholerne ciało. - podpisano: Platonik
Ha Ha Ha !
Jest lato. Chciałbym powiedzieć: Najsłodsza, ale cóż, skoro nie czuję żadnej więzi. To nie przytyk, a jeśli tak, to tylko w stronę losu. Zaiste, wyobrażam sobie, że Simone nosiła miseczkę C. Wiele rzeczy sobie wyobrażam. I cóż? I nic.
Spojrzałem na jej twarz, kilka słów. Jakże piękna - nie mógłbym powiedzieć, że piękna jak wszystkie. W pewnym sensie tak, ale w ten sposób zdanie zatraciłoby jej indywidualność. Może nawet następnie spojrzałem tu czy gdzie indziej - jakże to pieprzne, jakże to pieprzne kiedy tamta udowadniała mi...
i tak dalej. Och, można ciągnąć w niesokończoność to erotyczne wodolejstwo. Można pisać o ciałach, można pisać o cyckach, o tym i tamtym, ale po co, skoro każdy to wie, a mnie, bynajmniej, nie chce się być pornografem. Och, mógłbym eksplodować moimi fantazjami, ale po co?
To chwila. Może nawet jest coś z rewolucji w dobrym porno. Każdy wie, że Eros przypomina alkohol. Nie mogę odpędzić się teraz od tych wszystkich myśli, które są tak słodkie i tak nierealne jednocześnie, może prócz tej, że cóż, to chyba jak u Kierkegaarda - nie da się mieć ciastka i zjeść ciastka
a więc Miłość, być może, musi być niespełniona.
Może i chciałbym, żeby Teresa z Avilla dała mi buziaka, a jednak... Kyrios Sabbaoth! Uciszysz fale, będziesz ponad wszystkim. Będziesz Zachwytem czystym, nie głodem, nie sytością, lecz (...)
--- cały tekst ---
I
- Jakby nie (...) to bym Panią rwał. Ale ja za głupi jestem dla Pani.
- Nie za głupi tylko za młody.
II
- Cholera, jest Pani w moim typie.
- No i co?
- No i nie wiem.
III
Stoi: Język Polski. A Wy umiecie po Polsku, kurwa?
