V. razy Post- (Wersja poprawiona)
I. Post-spełnienie
Jakże surowy potrafi być spokój. Wystarczy mi tak trwać bez żalu ani radości. Niech udręka stanie się modlitwą. Po cóż szczęście skoro trwa chwilę.
II. Post-myślenie
Myśli są niepotrzebne. I tak zwodzą na manowce. Zdaje się, że jestem zły nawet na sam Poranek. Jeśli zapytacie mnie, co sądzę - cóż, tylko tyle, że być może lepiej nie urodzić się. Przecież nie mogę kłamać. Więc nie myślę ani nie mówię, by nie nabierać ze sobą zdań złych i kłamliwych.
III. Post-etyka
Właściwie jedyne czego chcę, to zachować się jak trzeba. Podróżowałem i znienawidziłem siebie i wszystkiego - z powodów opisanych powyżej. Znienawidziłem wszystkiego, ponieważ nie daje szczęścia. Znienawidziłem siebie, ponieważ jestem niczym. Choć przecież ja sam siebie zastałem, sam siebie dostałem w zastaw, samego siebie nie wymyśliłem ani nie stworzyłem. Więcej nad tym nie myślę, bo nie ma po co. Kiedy myślę, przychodzi mi do głowy, że to gra. Wszystko ulega dekonstrukcji.
Owszem, swojego czasu stosowałem dekonstrukcję myśląc, co właściwie może się zachować, co można wypróbować, co się ostanie. To ciekawe, ale czy cokolwiek zmienia? Tyle, co zjedzenie batonika energetycznego. Tyle, co wypicie kawy. Tyle, co papieros. Żeby chociaż wpędzało w udrękę - ale nie, to tylko udowadnia mi absurd, ja zaś nienawidzę absurdu. Niczego nienawidzę bardziej niż absurdu, natomiast z mojej dekonstrukcji został tylko absurd. Więc zamknąłem oczy. Zamknąłem oczy i absurd zniknął. Otworzyłem je ponownie - i już go nie było.
IV. Post-sens
Znów uwodzą sensy. To dobrze, czy źle? Nie wiem. Wszystko może być albo dobre, albo złe, w zależności od nastroju. Przynajmniej rzeczy tego typu, jak sensy - ponieważ są nieuchwytne. Jeśli dobry jest Lovecraft, to może i to jest dobre. Ale to zależy od nastroju. Uwodzą sensy, a do tej pory żaden w codziennej rzeczywistości nie spełnił się. Przeczytałem trochę książek, które proponowały różne koncepcje dotyczące sensów. Przepłynąłem na tym trochę czasu. Kiedyś pasowało mi to, później co innego. Lubiłem moc wyobraźni. Z resztą, niemało spośród tych rzeczy szczerze kochałem. Ale one umierały, jedna po drugiej. W miejsce jednej pojawiała się inna, przynajmniej do czasu. Na tę chwilę? Cóż, ta chwila jest inna niż wczorajsza, albo nawet niż poranek. Czas być może nie jest ściśle ustrukturyzowany. Nie jest czasem fizycznym. Jest raczej czasem nawiedzenia, jakkolwiek to pojmować. Mawia się, że należy czuwać, by nie przespać czasu nawiedzenia. Mawia się, by wzywać Pana, gdy jest blisko. Cóż, jeśli Pan przechadza się o poranku. Poranek jest Jego szatą. Napisałem powyżej, iż rozgniewałem się nawet na poranek. A przecież nie powinienem. Napisałem kiedy indziej, że ostrze zwraca się przeciw tym, którzy nie dopełnili obietnic.
V. Post-negacja
Mógłbym modlić się, i zaiste to robię - by uległo unicestwieniu wszystko, co złe. Wyobrażam sobie, że wówczas zostałby już tylko poranek. Poniekąd, z tego właśnie powodu, tę serię rozpocząłem inklinacją, by udręka stała się modlitwą.
Nie boję się udręki. Są rzeczy, których się boję, ale udręka do nich nie należy. Nie ta, którą znam. Dlatego, jeśli czegoś jeszcze pragnę, to właśnie tego - by moja udręka zamieniła się w modlitwę. To zaś wypaliłoby we wszystko, co przeszkadza stanąć już tylko wobec poranka. Nie potrzebowałbym niczego, oprócz niego. Może moja nienawiść i pogarda powinna zwrócić się przeciw temu, co oddala mnie od poranka. Nie wiem jednak, czym to jest.
Wyobrażam sobie, że niedoskonałością, ale następnie, kiedy pojawia się choćby cień myśli o doskonałości, pojawia się również bezbrzeżna nienawiść i pogarda. Tymczasem, być może to i one oddalają mnie od poranka. Jak napisałem powyżej, w pewnym spektrum, w spektrum wyobrażeń, nie zaś czynów, w spektrum sensów, w spektrum doświadczeń i doznań - to nastrój decyduje o tym, co jest złe, a co jest dobre.
Więc zdobyliśmy już jakieś rozeznanie: dobrym jest poranek, złem - wszystko, co od niego oddziela. Ale i tak nie wiem, co dalej. Jedyne, co na tę chwilę przychodzi mi do głowy, to, jak wspomniałem, pragnąć udrękę zamienić w modlitwę, mocą nienawiści i pogardy do wszystkiego, co złe, udrękę zamienić w modlitwę. Może dzięki temu uda mi się zjednoczyć się z porankiem.
Post-transtekstualność.
zgłoś
Zwykłe bzdury, chociaż pisanie sprawiło trochę radości ; ).
zgłoś