W spękaną skórę pięt wtarłam czarną ziemię
z ogrodu Emilii. Słyszę śpiewających sąsiadów,
hej! sokoły! Jeden z nich potrafi grać na harmonii.
Wkomponowałam się w kształt migdałowych paznokci,
nie widziałam takich u nikogo. Kiedy zaciskasz dłoń
szukam podobieństw i znajduję drżenie. Widzisz
nie pamiętam po której stronie rosły. To pole
przykrył biały puch. Miękko moduluję głos, może
zrozumiesz. Dlaczego nadal opieram się o płot
ogrodu Emilii. Już nie ma. Czarną ziemię noszę
w spękanych wspomnieniach. Szoruję pięty i krótko
obcinam paznokcie. Powstrzymuję drżenie.
nie ugór..
zgłoś
znakomite :)
zgłoś
czysty romantyzm i swietna gra slow z topolami :))))pozdrawiam
zgłoś
dziękuję, to ważny wiersz dla autorki. Tym bardziej cieszy dobry odbiór.
zgłoś
przeczytałam z przyjemnością:)
zgłoś
o tak, bardzo na tak :)
zgłoś
bardzo :)
zgłoś