Nastała jesień, i znów piszę marne wiersze.
Wiersze spod powiek, opadających jak liście.
Muśnięte ochrą zachodzącego słońca.
Pełne wiatru zrywającego kapelusze z głów.
Wiatru podwiewającego dziewczęce spódnice.
I jakby ten jazz, na Kazimierzu
głośniej wydobywał sięz knajp.
A ludzie częściej śmieją się na smutno.
Wiersze pełne banału, jak banalny jest
Platon opowiadający o miłości, gdy nastanie jesień.
Jesienna ta jesień, jak Siergiej Jesienin.
Zasrana ta jesień gołębimi odchodami,
które przyklejają siędo buta,
gdy idziesz z dziewczyną za rękę.
Zasrana ta miłość, która żywi się
marną poezją, jaby nie mogła
zdobyć się na coś lepszego.
Na przykład wódkę i ciszę.
03:44h
03-09-2013
Kraków.
Czuć młodość z tej jesieni. Zabrakło mi tylko plam po sosie z zapiekanek lub tłuszczu spływającego po brodzie z kiełbaski nyskowej.I czarnych kurtek;)
report
Za dużo obrazów by było jak na jeden kawałek, przesyt by nastąpił.
report
Zwykle czas po niej sprząta. Jak po wszystkim zresztą.
report
Trafiłaś w mój nastrój z tym, że wolę wino :))) "się" przykleiło się do buta, ale chyba celowo :)))
report
Nie celowo, w sensie o "ę" Ci chodzi ? Może lepiej zmienię ?
report
Czasem też tak lubię:)
report