Marek Gajowniczek, 9 september 2013
Gdyby tak ona porzuciła Mercedesa
i tego gościa w garniturku klasy C.
Natychmiast bym się na boczek przeczesał.
Podszedł. Powiedział: - Tylko dla niej ja żyć chcę!
A gdyby jeszcze złapać w żagle parę groszy.
Pustkę w kieszeni rozsypać na wiatr
i choć przez chwilę poczuć się jak mister Rothschild.
Pomyśleć sobie: - Do mnie dziś należy świat!
Zaprzestałbym już się zajmować polityką
i komentować oszołomów w internecie.
Głowę zaprzątać wymarzoną Ameryką.
Oznajmił kumplom: - Da się żyć na takim świecie!
Lecz dobrze wiem: - Sprawiedliwości żadnej nie ma!
I na tym świecie dominują Mercedesy.
Wszystkiemu winna moherowa jest ekstrema,
która utrudnia tu rozwijać interesy.
I te dziewczyny z konieczności garnitury
do towarzystwa sobie zawsze wybierają.
Ludzi bez szyku, bez żadnej kultury,
a ci wspaniali żadnych szans przy nich nie mają.
Gdyby tak ona porzuciła...
Marek Gajowniczek, 9 september 2013
Nowomowa reklamowa.
Warkot głosek. Szybkie słowa.
Trzeba zmieścić tekst w minucie.
Sensu nie ma. Rozum uciekł.
Po reklamie - spowolnienie.
Jęki, wdechy i milczenie.
Nie ma dokąd już tak gonić.
Cisza, że aż w uszach dzwoni.
Nagle wrzask i nowa wrzuta.
Terkotanie. Kasa. Utarg.
Szybko Rybko! Więcej złota!
Sensu nie ma. Jest idiota.
Po reklamie - ukojenie.
Rozważanie. Zamyślenie.
Okręt na Morzu Czerwonym.
Głaszcze fala falochrony.
Alarm. Zryw. Syrena krótka.
Tupot nóg. Pokład. Pobudka!
Stali błysk. W górę pokrywy!
Ostry świst. Test nieprawdziwy.
Odwołanie. Próbny alarm.
Spowolnienie - śpiewka stara.
Nie ma dokąd już tak gonić.
Cisza, że aż w uszach dzwoni.
Marek Gajowniczek, 9 september 2013
W białym gabinecie,
w wielkim Białym Domu
na białej tapecie
pokazał się komuch.
Ciemny, nie czerwony
z palcem uniesionym.
Przez ludzi z ochrony
niezauważony.
Zjawiał się i znikał
gdy wstawało słońce,
jakby nos swój wtykał
w tematy gorące.
Może to sprawiła
chmura po Snowdenie
i tak ułożyła
na tapecie cienie?
Może mokrą plamę
nocka zostawiła,
gdy się tu nad planem
elita głowiła?
W wielkim Białym Domu
strach na chwilę przysiadł.
Jeśli to był komuch -
to znaczy: - Nie dzisiaj!!!
Marek Gajowniczek, 8 september 2013
To nie jest dobra chwila,
to niewłaściwy czas,
by słowem dni umilać
i poszukiwać w nas
wygasłej już radości
w rozkołatanej głowie
i pisać o miłości,
gdy broń ładuje człowiek.
Mówią nam: - Nic takiego!
To tylko kilka rakiet
i uderzenie w złego,
co z prawem jest na bakier.
To jest oko za oko
i zniszczenie za śmierć,
a chciałbym gdzieś głęboko
nadzieję nikłą mieć,
że wierzy ktoś tablicom
i boskim przykazaniom
i złudnym obietnicom
nie odda sumień tanio.
To nie jest dobra pora
i właściwa godzina,
by w radosnych humorach
czekać, czy się zaczyna
kolejne uderzenie
na rozpaloną ziemię.
Jest krzyk i jest milczenie
i długie zamyślenie
nad tym, czy coś możemy
w ocenie zdarzeń zmienić.
Jeśli sami żyć chcemy -
życie należy cenić!
To nie jest dobra chwila...
Marek Gajowniczek, 8 september 2013
Pytano po świecie:
Czy kredyt weźmiecie?
Nie można po ludzku żyć w próżni.
Kiedy rozważano,
coś źle zapisano
i odtąd byliśmy dłużni.
Pytano po świecie:
Czy pracować chcecie
od urodzenia do śmierci?
Kiedyśmy się śmiali,
ustawy spisali.
Ktoś je w parlamentach zatwierdził.
Pytano po świecie:
Czy wojenki chcecie,
a świat odpowiedział: - Nie!
Więc poszli do stacji
i nam przy kolacji
ogłoszą: - Wybraliście źle!
Pytano... pytano
wieczorem i rano
o wszystko demokratycznie.
Powie telewizja,
a ty rację przyznasz:
Świat zmienia się fantastycznie!
Marek Gajowniczek, 7 september 2013
Powiedział mąż do swej żony:
Sznurek źle jest powieszony!
Zdałaby się od gier tyka.
Pranie do ziemi dotyka.
Trzeba będzie znowu prać!
Potem zaklął : k... mać.
Przyjęto zwyczaj na świecie,
że nie można, przy kobiecie
tak wyrażać się nieładnie,
bo z zarządu się wypadnie.
Obsmarują człeka w prasie.
Tu już czekali chłoptasie,
którzy wiedzą, kto klnie w domu.
Cichuteńko, po kryjomu
nagrali wymianę zdań.
Byli to obrońcy pań,
tyczek i obwisłych sznurków.
Kręcili się po podwórku
przykładając wszędzie ucho.
Teraz, gdy z robotą krucho
podsłuchują już każdego.
Wytną "...ują" z wiersza tego
i już kłopot jest gotowy,
jeśli wspierasz Narodowych.
Marek Gajowniczek, 7 september 2013
Był kiedyś świat podzielony
na tych szczęśliwych i mniej...
Rodziny w nim żyły, a domy
chroniły pozycji swej.
Niektórym rosły miliony.
Wszędzie wzrastały różnice.
Widziano zadowolonych.
Bezpieczne były ulice.
Świat był wojnami zmęczony
i bez nich chciał dalej żyć,
lecz nadal budował schrony.
Mieć wyrastało nad być.
Kurtyny, mury, zasłony
rozwalił wolności wiatr
i ruszył tłum poruszonych
na nowo układać świat.
Dla wszystkich miejsca zabrakło,
a wielcy nie chcieli tracić
i rzekli wyłączmy światło.
Jak będzie - to się zobaczy.
Jasności nie ma do dzisiaj:
Ile milionów zginęło?
Czas trudnych decyzji przyszedł.
Porządek oznacza przełom!
Nie ma już zadowolonych
i wszystko wszystkim przeszkadza
i nacisk jest z każdej strony,
by siłą pokój wprowadzać.
Ten świat - taki sam już nie wróci!
Jaki będzie? - Trudno powiedzieć.
Czy nadzieję należy porzucić?
Czy bezpieczniej i lepiej jest wiedzieć?
A ta wiedza jest dla wybranych.
Chcą wyjść z tarczą, a nie na tarczy.
Czy my - ludzie świat poukładamy?
Czy ta wojna, która na nas warczy?
Marek Gajowniczek, 7 september 2013
Życie się stało bardziej ulotne.
Spojrzenia mają oczy wilgotne.
Wszystko się dzieje jakby za ścianą.
Życie i życie - to nie to samo.
Wszędzie widoczne jest spowolnienie.
Odłożysz plany. Uśpisz sumienie
i wyobraźnię zagubisz w datach.
Na wszystko czekaj, choćby dwa lata.
Na jakąkolwiek, najmniejszą zmianę.
Ulotne życie. Smutne. Przegrane.
Tu nie pomoże środek na łupież.
Musisz je znosić - bezczynne, głupie.
Świat ci narzucił ograniczenia.
Ty nic nie znaczysz. On chce się zmieniać.
Wciąż coś oblicza. Stał się cyfrowy.
Zabrał z kieszeni. Sięga do głowy.
Chce w niej swój program zainstalować.
Już cię osaczył. Spróbuj się schować!
Życie się stało alternatywą.
Miało być proste - dawno jest krzywą
i na dół lecą wszystkie wykresy.
Naprawdę trudno się z czegoś cieszyć.
Jedno jest słowo na wszystko - "Projekt".
Ktoś go ocenia, a ja się boję,
że mi nie zwrócą tego co wzięli,
jak gdyby oni lepiej widzieli
to, co ja widzę za swoim oknem.
Życie się stało bardziej ulotne.
Marek Gajowniczek, 6 september 2013
Nie uronił ronin łezki.
Atak jest obroną!
Chciałby jakoś wyjść spod kreski.
Nie zapłacić słono.
Ciężkie życie bez szoguna.
Miski ryżu nie ma.
Zawaliła się trybuna.
Pozostał dylemat.
Rozmawiać, czy nie rozmawiać?
Jak zły los naprawić?
Jeszcze próbuje się stawiać,
zasługi swe sławić.
Ale nie chcą już ronina,
choć posyła dzieci.
Głodny sam się ledwie trzyma.
Sondaż na dół leci.
Był tu sługą, wojownikiem,
groźnym samurajem.
Stracił wsparcie i praktykę.
Poszedł na rozstaje.
Bogaty się ulitował.
Pod daszek przygarnął,
lecz kazał zważać na słowa
za jałmużnę marną.
Nie uronił ronin łezki
Poszedł drogą swoją.
Wciąż są rządy grubej kreski
i niech się go boją!
Marek Gajowniczek, 6 september 2013
Będą znaki na niebie i ziemi.
Ktoś na drzwiach je przybije. Ktoś zedrze.
Dawno temu ludzie zadziwieni
tajny znak zobaczyli w katedrze.
Pozostawił go budowniczy,
a wybrani odczytać umieli.
Dla większości pozostawał niczym.
Byli tacy, którzy wiedzieli.
Obudzili się nagle uśpieni.
Krzywe koła się kręcić zaczęły.
Ruszył czas, który świat miał odmienić.
Drzwi otchłani cichutko skrzypnęły.
Dzisiaj Znaku nikt z wielkich nie kryje.
Wręcz odwrotnie - widoczny jest wszędzie!
Chce na czoło. Już chwycił za szyję
świat rozchwiany w dziejowym zakręcie.
Wciąż się jeszcze nazywa dialogiem,
ale stał się opresją - przemocą.
Jutro pewnie zechce być Bogiem
oszukanych, złożonych niemocą.
Terms of use | Privacy policy | Contact
Copyright © 2010 truml.com, by using this service you accept terms of use.
15 april 2026
Jaga
14 april 2026
wiesiek
13 april 2026
wiesiek
13 april 2026
Jaga
13 april 2026
Jaga
12 april 2026
Sorrowhead (ex Cheval)
12 april 2026
wiesiek
12 april 2026
Jaga
11 april 2026
Sorrowhead (ex Cheval)
11 april 2026
wiesiek