Marek Gajowniczek, 12 september 2013
Trzeba się umieć zachować ładnie
i innym też rację przyznać.
Nawet gdy słupek nieco opadnie.
Zobowiązuje siwizna.
Na "Spieprzaj dziadu!" już miejsca nie ma,
bo wszyscy jesteśmy dziady!
Powtarzać w kółko jedyny temat,
to znaczy wspierać układy!
Dziś patriota sprzeciw popiera!
W nim rodak wspiera rodaka.
A kombinacja: Kogo wybierać?
ogłupia tylko prostaka.
Odważny sprzeciw, nie żadne loże.
Kraj mogą na lepsze zmienić,
a partyjnemu nic nie pomoże,
gdy ludzi nie umie cenić.
Marek Gajowniczek, 12 september 2013
Ludzie w górę wznieśli dłonie.
Pan Bóg widzi. Gest zrozumiał.
Przecież wiedzą - to nie koniec!
Świat zatracił wszelki umiar.
Spowolnienie ruch rozkręca.
Wygaszanie wznieca ognie.
Pokojowa interwencja
drzwi otwiera nowej wojnie.
Polityka na ulicach.
Zadłużenie milczy w domach.
Spokój - biała gołębica
odleciała przestraszona.
Gest rozpaczy - w górze ręce.
To dopiero jest początek!
Idą zmiany, czas poświęceń
przemieni chłody we wrzątek.
Przemoczone dziś miasteczko
na wesołe nikt nie zmieni.
Wokół niechęć. Rośnie sprzeczność.
Nadciągają oburzeni.
Ludzie w górę wznieśli dłonie.
Pan Bóg widzi. Gest zrozumiał.
Przecież wiedzą - to nie koniec!
Świat zatracił wszelki umiar.
Marek Gajowniczek, 12 september 2013
A gdyby tak odprawić mszę.
Poprosić Ducha: - Prowadź!
Obudź umysły! Rozprosz mgłę
To sprawa narodowa!
Przyszliby ludzie w tej intencji,
by wesprzeć kraj modlitwą,
żeby uniknąć konsekwencji.
Nie skończyć sporu bitwą.
A gdyby tak tysięczny lud
poprosił łaski Nieba,
znów mógłby się wydarzyć cud,
więc Ducha tu nam trzeba.
Kapłan na pewno znów się znajdzie
i Obraz Matki Bożej.
Nasza petycja wyżej zajdzie.
Maryja nam pomoże!
A gdyby tak odprawić mszę.
Poprosić Ducha: - Prowadź!
Obudź umysły! Rozprosz mgłę
To sprawa narodowa!
Marek Gajowniczek, 11 september 2013
Nie jedź miły do Warszawy, bo policja strzela.
Czy nie dość cię tutaj, u nas, życie poniewiera?
Nie jedź miły do Warszawy! Na co ci te boje?
Przecież u nas, nie raz jeden, dostałeś za swoje.
Nie chodź miły Nowym Światem, Krakowskim Przedmieściem,
bo cię wsadzą znów za kratę. Zimno jest w areszcie.
Nie noś takich transparentów, że rządy chromolisz,
bo cię grzbiet po tamtych pałach ponownie zaboli.
Nie krzycz im nic pod pałacem. Nic na prezydenta,
bo cię znowu i w tym roku nie będzie na święta.
Nie jedź miły do Warszawy. Popatrz znowu pada!
Nie dam cię innym, dla sprawy, po karku okładać.
Trąbią. Jedziesz? Widać musisz. Niech cię Pan Bóg strzeże!
Kraty wyrwiesz! Mur przewrócisz! Takim jak ty - wierzę!
Musi być gdzieś sprawiedliwość i dla ludzi prawo.
Gdyby jednak mocno bito! Obroń go Warszawo!
Marek Gajowniczek, 11 september 2013
Przemoczony świat
resztki złudzeń skradł.
Z tyłu głowy przemoczone
kilkadziesiąt lat.
Ciężki marsza krok.
Wyostrzony wzrok.
Życia marność.
Solidarność.
Zły po roku rok.
Leć piosenko, leć.
Rządzić, znaczy mieć.
Przeleciało lat niemało.
Człowiek znowu śmieć.
Deszcz, wrześniowy deszcz.
Flagi wzdłuż i wszerz.
Zmian potrzeba.
Kapie z nieba.
Ty człowieku wrzeszcz.
Pada. Znowu niż.
Gwiżdż człowieku, gwiżdż,
...że złodziejsko.
Pluń na Wiejską.
Na Berdyczów pisz.
Przemoczony świat
resztki złudzeń skradł.
Z tyłu głowy przemoczone
kilkadziesiąt lat.
Marek Gajowniczek, 11 september 2013
Nie pokażą. Nie napiszą.
Nie powiedzą nic.
Będzie w mediach cisza głucha,
dziennikarski pic.
Musiałoby im dokuczyć,
albo gruchnąć głośniej.
Ktoś by musiał ich nauczyć
mówienia donośniej.
Nie usłyszy żaden słuchacz.
Nie zobaczy widz.
Zamiast wieści o rozruchach -
dziennikarski pic.
Dzisiaj jeszcze zamknąć można
sto tysięcy ust.
Żadna liczba nie jest groźna,
kiedy trzymasz spust.
Marszałkowa sejm obroni.
Namioty przemokną.
Obiecuje odejść Boni.
Deszczyk kropi w okno.
Pokojowa demonstracja,
jak obiad bez soli.
Dobrze ma się demokracja.
Serce ludzi boli.
Będą jeszcze październiki.
Będą listopady.
Sprzeciw w końcu da wyniki.
Rozsypie układy.
Radio nadal bez emisji,
i Trwam czeka trwale.
Ludzie protestować przyszli.
Pchajmy wózek dalej!
Marek Gajowniczek, 10 september 2013
Przyjadą tysiące ludzi
i dla nich bunt nie jest żartem,
a z partii nikt się nie trudzi.
To dla nich nie jest nic warte.
Przyjadą z małych miasteczek,
z województw, z prowincji, ze wsi.
Nie tacy z partyjnych teczek.
Tamci od prostaków lepsi.
Przyjadą tu pracujący,
nie bezrobotni słuchacze.
Zwyczajni ludzie wierzący
nie tylko sami działacze.
A układ broni przetrwania
parlamentarnym sprzeciwem.
Od stołków jest i gadania.
Zamiary skrywa prawdziwe.
Ulica jest i jest władza.
I lud jest i polityka.
Jeden drugiemu przeszkadza.
Liczą się słupki w wynikach.
Marek Gajowniczek, 10 september 2013
Świat nam się nie może podobać.
Narzekać wciąż nie jest zdrowo.
Przed jutrem się nigdzie nie schowasz.
Nie zaczniesz niczego na nowo.
A czas cię bez przerwy pogania,
byś zrobił coś, ruszył głową,
gdy troska ci oczy przesłania
na żart reagujesz nerwowo.
Wypiłeś za błędy na górze,
a nikt nie chciał wypić za twoje
i trudno już wytrzymać dłużej.
Nie umiesz iść w życie przebojem.
I wciąż się odbijasz od denka,
jak słupki sondażu Platformy.
Wciąż wraca codzienna udręka,
a życie nie trzyma normy.
Ze smutkiem ci nie jest do twarzy,
a jesień to pora marszowa.
Czas stanąć naprzeciw pałkarzy.
Odważyć się - Boże prowadź!
Świat ci się nie może podobać,
gdy życie zamknęło cię w domu.
Nie musisz się kryć i spiskować.
Z innymi idź. Ludziom pomóż!
Marek Gajowniczek, 10 september 2013
Ciężka dola. Rząd kulawy.
Jadą chopy do Warszawy.
Jadą bajtle i rębacze.
Chcą tu wreszcie żyć inaczej!
Pyk! Pyk! Są pałeczki.
Nie lubią tej wycieczki.
Pałeczka
i dołeczek.
Po pleckach.
Na zaplecze.
Zdzieraj chopie głos!
To starzyka los.
Nie wiadomo, co się zdarzy.
Nie jesteście dziadku starzy.
Może nawet dacie radę.
Nikt tu nie chce zostać dziadem!
Pyk! Pyk! Są pałeczki.
Nie lubią tej wycieczki.
Pałeczka
i dołeczek.
Po pleckach.
Na zaplecze.
Zdzieraj chopie głos!
To starzyka los.
Pracowałeś przez lat wiele.
W świątek, piątek i w niedzielę.
Teraz, gdy ci włos bieleje.
Policja cię pałą leje.
Pyk! Pyk! Są pałeczki.
Nie lubią tej wycieczki.
Pałeczka
i dołeczek.
Po pleckach.
Na zaplecze.
Zdzieraj chopie głos!
To starzyka los.
Marek Gajowniczek, 10 september 2013
Syria jest na celowniku
i w końcu się podda.
Rozmowa wielkich wspólników -
raz ciepła, raz chłodna.
Poparcie Angela zbiera.
Hanie iść nie każe.
Putin przeforsował mera.
Karuzela zdarzeń.
Namiociki, baloniki
jadą do Warszawy.
Wybuchną wkrótce okrzyki.
Będzie wiele wrzawy.
Odprawiono mszę za dusze
bez dawnego blasku.
Wysprzątał lasek komuszek.
Smoleńsk tkwi w potrzasku.
Sejmowa matematyka
przestawiła liczby.
Układ władzy się potyka.
Pragnie dotrwać. Czyżby?
Idzie jesień. Troski niesie.
Babie lato płynie.
Złotopolski mamy wrzesień.
Nadzieja nie ginie!
Terms of use | Privacy policy | Contact
Copyright © 2010 truml.com, by using this service you accept terms of use.
15 april 2026
Jaga
14 april 2026
wiesiek
13 april 2026
wiesiek
13 april 2026
Jaga
13 april 2026
Jaga
12 april 2026
Sorrowhead (ex Cheval)
12 april 2026
wiesiek
12 april 2026
Jaga
11 april 2026
Sorrowhead (ex Cheval)
11 april 2026
wiesiek