Marek Gajowniczek, 16 september 2013
Była wiosna. Mija lato.
Samotna różą przed chatą
spogląda na kartoflisko.
Dzieciaki palą ognisko.
Snuje się nad ziemią dym.
Ktoś tu był?
Czy ktoś zawołał?
Taka pustka dookoła.
Na chochoła trudno liczyć.
Przeszedł marsz i wojsko ćwiczy.
Grzmią komendy jak na wojnie.
Mija lato niespokojnie.
Miało być! - Nie ma wesela.
Ostatnia letnia niedziela
przegoniła ocieplenie.
Udeptano nawet ziemię.
Przygotowano klepisko.
Do wesela było blisko.
Żyd na wódkę podniósł cenę.
Nie spodobał się ożenek.
Gospodarz połamał dudy.
Urodzaj tu nie był chudy,
ale grosz zabrała lichwa.
Mija lato. Pora przykra.
Róża miała stać na stole.
Idzie jesień. Przyjdź chochole.
Będziem jeszcze gości prosić!
Wici słać! Ubaw ogłosić!
Spraszać duchy Wernyhorów.
Zawiadomić tamtych z dworu,
że nie będą spać spokojnie.
Odłożono sny o wojnie.
Snuje się nad ziemią dym.
Ktoś tu był?
Czy ktoś zawołał?
Taka pustka dookoła.
Dogasa słomiany ogień.
Stanęła jesień przed progiem.
Marek Gajowniczek, 16 september 2013
Wziął biedaka pod swój dach.
Znalazł "Odę...". Włączył - Bach.
Biedaczysko stoi. Słucha.
Wolał "Odę..." od komucha.
Utwór piękny - pełna zgoda.
Głodu nie nasyci "Oda..."
Oddał wszystko. Rzucił kraj,
a już w progu słyszy: - Daj!
Nie mam dla ciebie roboty.
Z tobą zawsze są kłopoty.
Musisz sam wychodzić z biedy!
Patrz, a się nauczysz kiedyś!
Biedaczysko stoi. Słucha.
Wolał "Odę..." od komucha.
Utwór piękny - pełna zgoda.
Głodu nie nasyci "Oda..."
Czeka rok, drugi, dziesiąty.
Obejrzał już wszystkie kąty.
Wychudł, zmalał, osłabł, sczezł.
W końcu myśli: - j... pies
tak głodowe dożywocie.
Wyszedł. Napisał na płocie:
"Dobroczyńcom wstęp wzbroniony!"
Powrócił w rodzinne strony.
Marek Gajowniczek, 15 september 2013
Przypomnieć się wam ośmielam -
w kalendarzu jest niedziela!
Kiedyś każdy na nią czekał
i strój wyróżniał człowieka.
Był odświętny i wyjściowy.
O smutkach nie było mowy.
Składano sobie wizyty.
Toast., śmiechy. Stół nakryty
czekał prawie w każdym domu.
Zwyczaj znikł. Przeszkadzał komuś.
Teraz to dzień na powroty.
Na zakupy. Na kłopoty
i na wczesne ranne wstanie.
Ktoś nam zabrał świętowanie.
Pić za dużo nie wypada.
Z sąsiadami nie pogadasz,
gdy nie wiesz z jakiej są opcji.
Na ulicach sami obcy.
Rzadko kto się komuś kłania.
Nie dostrzeżesz przykazania.
Po kościele, w telewizji
powie ci redaktor - bliźni,
że nie było żadnych tłumów,
a niektórym brak rozumu
jeśli liczą tu na zmiany
i że nigdy chłopy, pany
nie umieli się dogadać.
Rząd nie pada, a miał padać
i on tylko ma niedzielę.
Reszta - chochoł i "Wesele".
Miałeś chamie złoty róg!
Patrzy na to wszystko Bóg.
Przypomnieć się wam ośmielam -
w kalendarzu jest niedziela!
Kartka wisi wciąż nie zdjęta
i trzeba o niej pamiętać!
Marek Gajowniczek, 15 september 2013
Po drodze - na grzyby!
Minęły porywy.
Spacerek się przyda maleńki
i na namysł... że gdyby...
O! Patrzcie! - Prawdziwy!
Tuż obok, na pieńku - opieńki!
Wołanie na puszczy.
Sejm sprawę wyłuszczy,
co można dziś przeforsować.
Po drodze - na grzyby!
O! Patrzcie! - Prawdziwy!
Tu kozak czerwony się schował!
Wrześniowa niedziela.
Cieniutko w portfelach
i szkoda pogody i czasu.
Wszędzie stare grzyby.
O! Patrzcie! - Prawdziwy!
Jest lasek, więc chodźmy do lasu!
Marek Gajowniczek, 14 september 2013
Czy się udał - czy nie udał...
Był to wielki bal na dudach.
Bardzo głośne było granie.
Nie skończył się jeszcze taniec!
Z charakterem i przytupem.
Na niezapomnianą nutę,
Jaką grano w dawnych czasach.
Bal na dudach i na basach.
Słychać było w Ruskich Budach
Ten wrześniowy bal na dudach,
Aż się trzęsła rządu marność.
Tańcowała Solidarność.
Choć jesienny - nieostatni.
Bal na dudach. Władza w matni.
Nawet jeśli nie pozwoli,
Będą dalsze, aż zaboli.
Aż się ugną jej kordony
i bal niezadowolonych
zakończy nam roczek chudy.
Jeszcze nam zagrają dudy!
Marek Gajowniczek, 14 september 2013
Jadą wozy na Warszawę.
Z własnej woli. Zgodnie z prawem,
Jadą do niej po nadzieję.
Chcą mieć lepiej! Źle się dzieje.
Pęcznieją autokary
ciekawością, pełnią wiary,
że kraj zmieni ta sobota.
Będzie płaca i robota.
Wiele jest zniecierpliwienia.
Jest pomnik do obalenia.
Czeka na Placu Zamkowym.
Zmierzy się z gniewem związkowym.
Wrzesień okrzyk kraju niesie.
Przyjechali. Ludziom chce się...
Dość mają tego rządzenia
i wierzą, że mogą zmieniać.
Ciągnie przez Krakowskie tłum.
Napisy. Sztandarów szum.
Wszelkie groźby i przekleństwa
śledzi służba bezpieczeństwa.
Wszystkich obrońców Ojczyzny
zaznaczą w pamięci PRISM-y.
W zastrzeżonych bazach danych
obejrzymy siebie samych.
Rząd ma dobre obliczenia.
Poprzesuwa coś, pozmienia
i w sondażach nam pokaże,
że jest dobrym gospodarzem.
Jadą wozy na Warszawę.
Długim sznurem. Zgodnie z prawem.
Rząd wie swoje. - Ludzie swoje!
Jesień wzbudza niepokoje.
Dołączają Warszawiacy.
Ci z parafii, z klubów, z pracy.
Różni - niezadowoleni.
Idą wszyscy. Rząd chcą zmienić!
Jest nadzieja w tym widoku,
aż się łezka kręci w oku.
Ze sprzeciwem idzie troska.
Taka jest dziś Nasza Polska!
Marek Gajowniczek, 13 september 2013
Nic premiera nie uwiera.
Na dworze jest chłodno,
więc się nigdzie nie wybiera.
Sofę ma wygodną.
Duda wciąż przed sejmem gdera.
Słuchają podobno.
Do premiera nie dociera.
Pozę ma swobodną.
BOR zapytał o szofera.
Sprawdził drzwi i okno.
W razie czego, będą strzelać.
Przykra jest samotność.
Obalić mnie chcą, cholera!
Sto tysięcy ciągną!
Nie mogli więcej uzbierać?
Niech deszczem nasiąkną!
Policja się poprzebiera,
a namioty sprzątną.
Uciszy się atmosfera
to watahę dotną.
Nic premiera nie uwiera.
Zmora go nie dusi.
Nie musieli mnie wybierać.
Nie chce, ale musi!
Marek Gajowniczek, 13 september 2013
Wschodu blaski.
W domach maski,
w sklepach i przedszkolach.
Przemówienia i oklaski.
Dyplomacji kolaż.
Służb sekrety.
W tle makiety.
Jest do rozmów wola.
Wystrzelili dwie rakiety.
Chcą ustąpić pola.
Polecieli do Angeli.
Trwa wyborcza cisza.
Niemcy rozmowy słyszeli,
a świat nie usłyszał.
Sto tysięcy
nie chce nędzy.
Idzie na Warszawę.
Wiec się kończy.
PiS dołączy!
Przemyślano sprawę,
a pieniądze,
koniec - końcem,
kardynał otrzyma.
Szum od rana
za Schumana.
Masońska zadyma!
Żartów nie ma.
Jest ekstrema.
Weekend się zaczyna.
Bądźmy szczerzy -
nikt nie wierzył.
Układ się utrzyma.
Marek Gajowniczek, 13 september 2013
Lecz wówczas był Nasz Karol
Dziś wiemy, co to znaczy.
Znał ich metodę starą.
Nie musiał nikt tłumaczyć.
Nie musiał przekonywać
w czym przeszkadzamy komu.
Wiedział: - Niesprawiedliwa
jest władza. Wredny komuch.
I wtedy rządził Regan
i także ich nie lubił,
a nie taki lebiega,
co przyzwoitość zgubił
i udaje głuchego,
ślepego satelitę.
Świat prowadzi do złego.
Zamiary miewa skryte.
A mury świat dzieliły.
Nie dalekie, lecz bliskie.
Nie było na nie siły,
choć były pośmiewiskiem.
I wtedy ktoś się ujął
za zwykłą suwnicową.
Ludzie wciąż złość tę czują!
Zaczynać chcą na nowo!
Marek Gajowniczek, 13 september 2013
Sprzeciwianie się osobno
nic dobrego nie da!
Każdy ma możliwość drobną.
Wszystkim grozi bieda.
Ten za partią, ten za związkiem,
ten za telewizją,
a gardziołko władzy wąskie
pluje hipokryzją.
Sprzeciwianie się osobno,
rządom nie zagraża.
Można znów krzyczeć: Na Kowno!
Bezradność poraża!
Tusk się tylko młodych boi!
Mar listopadowych
i zamierza nie pozwolić.
Sił użyć gotowy
i Marsze Niepodległości
przegonić z Warszawy.
Solidarność też go złości.
Wspieraj Ją dla sprawy!
Kościół milczy. Nie popiera
i nie błogosławi.
Idź z innymi! Nie przebieraj!
Nie jesteśmy słabi!
Każdy protest ma znaczenie.
Każdy władzą chwieje.
Tylko ludzi podzielenie
daje jej nadzieję.
Sprzeciwianie się "na raty"
nie da nic dobrego!
Zwalmy mur! Wyrwijmy kraty!
Krzyknijmy: "Dość tego!"
Terms of use | Privacy policy | Contact
Copyright © 2010 truml.com, by using this service you accept terms of use.
14 april 2026
wiesiek
13 april 2026
wiesiek
13 april 2026
Jaga
13 april 2026
Jaga
12 april 2026
Sorrowhead (ex Cheval)
12 april 2026
wiesiek
12 april 2026
Jaga
11 april 2026
Sorrowhead (ex Cheval)
11 april 2026
wiesiek
11 april 2026
Sorrowhead (ex Cheval)