Marek Gajowniczek, 20 november 2013
Lu! Wincenty! Zrób dwa razy pa.
Grają polkie andrusowskie.
Lu! Wincenty! Zatańczyć się da.
Nie było kłopotu z wnioskiem.
Na wszystko jest dobra polka.
Lepsza od niej monopolka,
lecz przy Bolkach - niech ją kolka...
Lu! Wincenty! Zrób dwa razy pa.
Nie dasz rady przy oberku.
Lu! Wincenty! Skończyła się gra.
Dokończysz u Bilderbergów.
Na wszystko jest dobra polka.
Lepsza od niej monopolka,
lecz przy Bolkach - niech ją kolka...
Lu! Wincenty! Zrób dwa razy pa.
Wszyscy teraz czują mojrę.
Lu! Wincenty! Popłoch dobrze gna.
Zanosi się na dintojrę!
Na wszystko jest dobra polka...
Marek Gajowniczek, 20 november 2013
Był teatr. Stary, wiekowy jak pantalony Heleny.
Nad sztuką wciąż pochylony, pilnował perfekcji sceny.
Świat zmieniał się bardzo szybko. Staruszek bardzo powoli,
chociaż potrafił zaskoczyć, a nawet czasem swawolił.
Spokojne miał dożywocie w ulicach i murach grodu.
Doczekał się wielu pociech. Do zmartwień nie miał powodu.
Na nic właściwie nie liczył. Czasy nie były bogate.
Grał, uczył, czasem przećwiczył i zbudowano mu klatę.
Klatka to słowo zbyt mikre. Klata sens lepszy oddaje,
gdy wszystko staje się przykre, wyśmiewa ktoś obyczaje.
A miasto było królewskie. Z tych królów dawnych - prawdziwych,
więc pasji dostało szewskiej, gdy widz się zmianą zadziwił.
Kościół na łamach Dziennika zagroził ekskomuniką.
Publika wniosła w okrzykach, że już nie będzie publiką.
Uciekły szczury z kanału. Zmieniły zapach piwnice.
Ogiery dostały szału. Śluby złożyły dziewice.
Tylko Minister Kultury, który pieniądze wyłożył.
Cieszył się. Skakał do góry, że takiej przemiany dożył.
Był właśnie czas rekonstrukcji i władza zmieniała maski.
Uległo wszystko destrukcji. Potrzebne były oklaski.
Był teatr, lecz opustoszał. Aktorzy kpili z nieszczęścia
i tylko bezdomny kloszard nocował tutaj po przejściach.
Owacje szybko ucichły. Oklaski zgasiły gwizdy.
Recenzje krytyków znikły. Nikt nie chciał oglądać [ ingerencja cenzury].
Bo gdyby to chociaż była przecudna z rządu blondynka.
(Te oczy, uśmiech, rumieniec, perfumy, dobrana szminka),
to każdy wyniósłby z tego emocje przybytku sztuki,
lecz pokazano trupiarnię, a w rządzie, reszta - nieuki.
Marek Gajowniczek, 20 november 2013
Mamy teraz taką porę,
że słoninka dla sikorek
staje się konieczna.
Gromada niegrzeczna
zagląda do okien.
Można cieszyć się widokiem
wielobarwnych ptaszków.
Głodnym okiem z daszku
patrzą na nie wrony
i srok poruszonych
także nie brakuje.
Czują - zmiana się szykuje
i nadchodzą chłody.
Nie wychodzi z mody
dokarmianie ptaków.
Jeśli nie wesprzesz biedaków -
odlecą nam stąd.
Na płocie siadł cały rząd.
Spogląda i czeka.
Nie przeżyłby tutaj zimy
bez wsparcia człowieka.
Marek Gajowniczek, 19 november 2013
Ludzkim gestem jest udział w pogrzebie.
Solidarność pokaże i żal.
Tym na ziemi i może tym w niebie
I nam samym, patrzącym w dal.
Każdy kondukt nas w jutro prowadzi.
Za matkami idziemy łatwiej.
Pożegnania potrafią zgromadzić
Wszystkich starszych i młodych i dziatwę.
Potrzebują naszego zastępstwa,
Którzy wcześniej stąd odejść musieli.
Potrafimy powstawać po klęskach.
Nad czerwonym tu jasność rozbielić.
Jedno brzemię nas wszystkich przygniotło.
Jeden żal ciąży. Jedno wspomnienie.
Pożegnajmy matczyną samotność
Pamiętając synowskie cierpienie.
Marek Gajowniczek, 19 november 2013
Znikła latarnia z ciemnej ulicy.
Zauważono, że była.
Chcą ją przywrócić. Nie żyć w ciemnicy.
Co noc im przecież świeciła.
Nikt się dotychczas nie zastanawiał,
jak bardzo była potrzebna
i kto ją kiedyś w rzędzie ustawiał.
Nie była tu przecież jedna.
Teraz, gdy znikła, pytają wokół:
Kiedy się znowu pojawi?
Trudno się ludziom poruszać w mroku.
Chcą pozostałe przestawić.
Światło być musi w ciemnej ulicy.
Nie jest istotne co świeci.
Czasem coś znika z nieznanych przyczyn.
Ktoś coś usunąć poleci.
Inne rozbłysnąć tu miału jaśniej
i miało nie być problemu.
Wszystko zastąpić można, gdy gaśnie
i wytłumaczyć mądremu.
Miasto się zmienia. Noce są inne.
Inna uliczek uroda.
Dawne kłopoty - dziś są dziecinne,
a starych latarni szkoda.
Marek Gajowniczek, 18 november 2013
Posłuchałem ich wywodu.
Mówią, że nie ma narodu.
Naród to pojęcie sztuczne.
My jesteśmy osły juczne.
Historycy - przewodnicy.
Znawcy dworów i ulicy.
Zatroskani o nasz kraj.
(Tylko im mikrofon daj.)
Oni piszą i drukują.
Wydają. Deliberują.
Przekonują samych siebie,
a my o wodzie i chlebie.
Kluby. Grupy i elita.
Myśliciele. Sama świta.
Polska jest - Narodu nie ma!
To ich problem! To ich temat!
Czarnoksięstwo czarnych wizji
z internetu, z telewizji.
Wszystkowiedzy, mądrogłowy.
Nasz puls, lecz nie narodowy.
Naród to pojęcie sztuczne?
Marek Gajowniczek, 18 november 2013
Jesień. Trwanie. Wiatru granie.
Chmurne niebo. Chmurne czoła.
Kometa. Oczekiwanie.
Dym się snuje. Trąbka woła.
Mam, ale nic z tego nie ma.
Powtarzany stale temat.
Jak się nie dać? Jak przetrzymać?
Wyzysk. Kryzys. Idzie zima.
Myśl ta krąży w gabinetach
i wzrok skupia na gadżetach
świadczących o posiadaniu.
Trzeba jakoś wytrwać w trwaniu.
Mam, ale nic z tego nie ma.
Umęczyła rząd ekstrema.
Zieloni weszli na dach.
Idzie zima. Kryzys. Krach.
Myślą o tym w "bezpieczeństwie".
Jest metoda w tym szaleństwie.
Przeciwnika dobrze znamy,
lecz właściwie tylko trwamy.
Kiedy ranne wstały zorze,
pomyślano - wciąż jest gorzej.
Mamy, lecz nic z tego nie ma.
Niedostępna wciąż antena.
Czarna tęcza. Na obręczach
skupili myśl dziennikarze.
Idzie zima. Kto przetrzyma
taką karuzelę zdarzeń.
Rekonstrukcja nieodzowna.
Jak zdążyć przed pierwszym śniegiem.
Jak tej zimie się nie poddać?
Ktoś wie może, lecz ja nie wiem.
Jesień. Trwanie. Wiatru granie.
Chmurne niebo. Chmurne czoła.
Kometa. Oczekiwanie.
Dym się snuje. Trąbka woła.
Marek Gajowniczek, 18 november 2013
Zakaz importu marchewki
uderzył we mnie jak grom.
Zdecydowany i krewki.
Pietruszce powiedział - Won!
To koniec. Wysiadka! Pietuszki.
Już dalej się nie pojedzie.
Dotychczas to były igruszki.
Co o tym myślisz sąsiedzie?
I nie bądź już taka rura!
I kurkiem nie bądź na dachu.
Tu inni są ludzie, kultura.
Narobisz sobie obciachu.
To koniec. Wysiadka! Pietuszki.
Zabieraj marchewkę i kijek.
Kawałki blach wypuść z puszki.
To nie jest przecież niczyje!
To wszystko na ślepym jest torze,
a ludzie czymś jeździć muszą.
Pietruszka nic nie pomoże
dopóki lody nie ruszą.
Marek Gajowniczek, 18 november 2013
Kiedy chcą, by było głośno - milczę,
bo poznałem za komuny ich metody wilcze.
Kiedy chcą żebym się zamknął - krzyczę.
Kiedy im pomysłów brakło - piszę.
Wciąż opieram się naciskom, nieudolnym próbom,
bym powielał ich głupoty i został ich tubą.
Skąd się bierze ta przekora oraz rozeznanie?
Od lat zawsze powtarzają swe numery tanie!
Prowokacja, wybuch, metro, lub Wisła się pali.
Pękła rura, gazu chmura, pociąg się rozwalił.
CeDeT, tunel, zapadlisko, Rotunda i tama.
Gdzieś daleko, albo blisko. Śpiewka wciąż ta sama.
Potem bywa zmiana rządu, władzy rekonstrukcja.
Pomożecie? Luz w gorsecie - prawie rewolucja.
Polowanie. Ukaranie. Publiczne procesy.
Od dawna znam to na pamięć. Mam już tego przesyt.
Marek Gajowniczek, 18 november 2013
dedykowany Tarekowi Elayneni (inspirowany jego wierszem)
Czas przekreśla terminy powrotu
i nalega - zapomnij swe imię.
Swoją przeszłość utracić bądź gotów.
Lęk, zwątpienie zostawić chce przy mnie.
Porty marzeń pustkami dziś świecą,
a nadzieja złamane ma maszty.
Czarne myśli. Czy kiedyś odlecą?
Czy powrotu spłynie na mnie zaszczyt?
Pusty dom niecierpliwie wciąż czeka.
Moje jutro chce skończyć się dzisiaj,
a marzenie w pożodze ucieka.
Mała iskra tylko w duszy tli się.
Boża Matko z Wszystkimi Świętymi
czy Wy także schronienia szukacie?
Czy wraz ze mną i mnie podobnymi
porzuceni się w świecie tułacie?
Przy Księżycu czerwone lśnią gwiazdy.
Wiele rąk ma dziś kolor purpury.
Wciąż chcę wracać. Nie dla mnie wyjazdy.
Lepsza śmierć niż ten obraz ponury.
Cóż dla świata znaczy dziesięć tysięcy
albo sto, a nawet miliony,
lecz niech tylko mamona zabrzęczy
już cielcowi oddaje pokłony.
Coraz mocniej natura uderza.
Wciąż silniejsza - ostrzega i gniecie.
Człowiek ma tylko tarczę pacierza,
ale sumień już braknie na świecie.
Terms of use | Privacy policy | Contact
Copyright © 2010 truml.com, by using this service you accept terms of use.
12 april 2026
Sorrowhead (ex Cheval)
12 april 2026
wiesiek
12 april 2026
Jaga
11 april 2026
Sorrowhead (ex Cheval)
11 april 2026
wiesiek
11 april 2026
Sorrowhead (ex Cheval)
11 april 2026
Anthony DiMichele
11 april 2026
Anthony DiMichele
11 april 2026
Anthony DiMichele
11 april 2026
Anthony DiMichele