Marek Gajowniczek, 17 november 2013
Zamordowała IPN
zwyczajna grafomania.
Cieniutkich książek długi tren
ma zęby jak pirania.
I tylko nie ma w nim uczucia
i nie ma zamyślenia.
Na tylu sprawach, tylu ludziach
stos druków legł jak ziemia.
Czas znowu wyrok im odczytał
w procesie kapturowym.
Refleksją żadną nie zaświtał.
Nie wszedł ludziom do głowy.
Nie było może iskry bożej.
Pieniądz ją ciężki zgasił.
Strzelano słowem, jak z przyłożeń.
Kryzys odbiór wytracił.
Zamordowano znowu pamięć.
Spędzono ją na rynek.
Szalała pazerności zamieć.
Nie trafił się rodzynek
I duch się żaden nie odrodził
w wydawnictw szklanych oczach.
Od społeczności go odgrodził
sztampowy mur pomrocza.
Zamordowało IPN
zwyczajne beztalencie.
Cieniutkich książek długi tren
nowym mu grobem będzie.
Kopcem ludzkiej obojętności.
Stosem zwykłej niechęci.
Pamięć to życie! Nie gra w kości!
Bez serc nie ma pamięci!
Marek Gajowniczek, 17 november 2013
Ruszyły przedbiegi.
Zwierają szeregi,
a szanse na wybór marniutkie.
Etaty w Brukseli
ulica przemieli.
Już widzą żałobną obwódkę.
Pół roku - niewiele.
Przyrosły fotele.
Już listy wędrują na haczyk.
Westalki. Lojalki.
Wywiady, przymiarki.
A kogo pan prezes wyznaczy?
Brutusy i Plusy.
Uśmieszki. Bonusy
i róże przypięte do tęczy.
Nie kupuj u żyda!
Tu język się przyda!
Zegarek gdzieś schowaj, bo brzęczy!
Kampania i kasa.
Pożywi się prasa.
Kolejki są do mikrofonów.
Już lęk się obudził.
Kto tutaj tłukł ludzi?
Policja! Nie mędrcy salonów!
Marek Gajowniczek, 16 november 2013
Wczesny zmierzch. Nadchodzą chłody.
Coraz dłuższe są wieczory.
Do zmartwień rosną powody.
W polityce złe humory.
Nie ma śmiechu pod dyktatem,
gdy złośliwość płynie z góry.
Jedni wiedzą - To ostatek.
Drudzy twierdzą - To są bzdury.
Szary człowiek z niepokojem
na rachunki swe spogląda.
Marsze. - Przebój za przebojem.
Rzeczywistość źle wygląda.
Cena trzyma ludzi w domach.
Widowiska się skończyły.
Smutne państwo na salonach.
Poddani opadli z siły.
Zamyślenie na kazaniach.
Ulice w bulgocie piwa.
Wiele jest oczekiwania.
Trudno taki czas nazywać.
Jeszcze tydzień do Adwentu.
Jeszcze rekonstrukcje, szczyty.
Jeszcze hucpa elementu.
Jeszcze uśmiech hipokryty.
Wczesny zmierzch. Nadchodzą chłody.
Coraz dłuższe są wieczory.
Polityczne korowody
ciągną w zimę system chory.
Marek Gajowniczek, 16 november 2013
Swoją dumkę na dwa serca ślą Zbawicielowi,
bo ktoś się nad nimi znęcał, zgwałcił ich i pobił.
Przez to grali w pornofilmach pracowite role,
a teraz do Zbawiciela zanieśli swą dolę.
Poszedł z nimi niosąc bukiet ambasador szwedzki,
bo pamiętał, jak go wtedy rozbolały plecki
i przez całe swoje życie obnosił się z bólem
wciąż pomstując na obrońców i na Jasną Górę.
Prezydent go nie przeprosił. Nie dostanie Nobla.
Teraz skargę swą zanosi: "Polska jest niedobla!"
Wniesie skargę do Strasburga. Chce odszkodowania.
Do dziś tęczę ma na tyłku. Tęcza nie jest tania.
Zrozumieli pederaści po odbyciu kary,
że ich wina się nie kończy. Odwet nie ma miary.
Tysiąc pięćset kwiatków przyszło. Wniosło swe żądanie.
Zbawiciel ma widzieć tęczę. Tęcza pozostanie!
Pierwsza Hania głos podniosła. Byłam w wehikułach,
a sprawa nie była prosta. Mocno ją odczułam!
Skoro już mnie zostawiono na stołku w Warszawie.
Pod Kościołem Zbawiciela półkole wystawię!
Kibicował tej oracji marsz starych lesbijek.
Będzie tęcza! Ja zaręczam i w gówienku kijek!
I choćby nam oryginał pryskał w okulary -
przypomnimy wam zapisy w Testamencie Starym.
Za to wszystko ktoś nam dzisiaj powinien zapłacić.
Będzie tysiąc razy tysiąc! - Jesteście bogaci!
Przyznacie to spadkobiercy, że my wierzyciele!
Tęcza będzie was zamęczać przy każdym kościele.
Nikt nie wiedział o co chodzi. Myślał - Podpalenie?
Sprawa jest groźniejsza, większa - Zamiar i Zniszczenie.
Zaplanował wszystko dobrze knur Koryntu cór.
Wyciągną teraz organy przed chłopięcy chór.
Jeśli tego się nie przerwie, śpiewka będzie długa,
aż się pod jej tonem ugnie furia i posługa.
Zapłaciła Ameryka. Świat cały zapłacił.
Jedna mała zapałeczka. Wiele można stracić.
Marek Gajowniczek, 16 november 2013
Oba lewe kamaszki lekko wchodzą do czaszki
i spływają z niej do rozporka.
Teatralne igraszki. Łatwo zdjąć fatałaszki.
Wyobraźnię wyciągnąć z worka.
Gdy to robisz w świątyni, toś z przybytku uczynił
zwykły burdel. Ze sztuki potworka.
Jesteś wielkim artystą, który rozmachem błysnął.
Starych widzów zaprosił na portal.
Scena jest stara. Znana, ale nie ma już Pana.
Odtrąbiono śmierć Tadeusza.
W krypcie seks to nie banał. August wpuszcza w kanał.
Tolerancję widowni wymusza.
To świństewko maleńkie niepotrzebnym się lękiem
odbijało w nobliwym Krakowie.
Będzie drzewnianym sękiem, a reklama wydźwiękiem.
Modrzejewska przewraca się w grobie.
Kopiec wielki jak góra. Kryzysowa kultura.
Kozia bródka. Spojrzenie szatańskie.
Obłęd i trzecie żony. Wraca Strinberg zmieniony.
W Ministerstwie nastroje szampańskie.
Smutna mina Gowina. Źle się sezon zaczyna!
Forsa płynie tu za pacjentem.
Musi być premierowo, ale nie narodowo.
Przedstawienie dla władzy. Zamknięte!
Dziwny gust Augusta. Ludzka bywa rozpusta.
Sztandarowe jest: "Róbta co chceta!"
Sztuka nie chce dziś listka. Jest zadanie. Artystka.
I do tego jest zdolna kobieta.
Marek Gajowniczek, 15 november 2013
Gust, debatę - wziął na klatę.
Odegrał pieprzenie.
Potem poszedł po wypłatę.
Teatr wam odmienię!
Będzie zdrojem i przebojem,
a nie starą budą.
Konfrontacji się nie boję!
Bijcie brawo cudom!
Dobra scena granic nie ma,
przebije agencję.
Narodowy będzie temat!
Wiwat preferencje!
Chociaż Stary - jeszcze może!
Zaręcza wam Klata!
Mówicie: - Nie było gorzej!
Mówcie! Mi to lata.
Marek Gajowniczek, 15 november 2013
Przetrwamy mediów wrzask
i to, co ma nas spotkać.
Zapewniam wszystkich was,
że usuniemy kmiotka.
Porządków idzie czas.
Przydałaby się zmiotka.
Mają z tym ambaras.
Już wiedzą, co ich spotka.
Taka jest wola mas.
Nie jest to wcale plotka.
To już ostatni raz.
Sprzedaży hit to zmiotka!
Wynik już każdy zna
przedwyborczego totka.
Przeminie passa zła.
Przebojem będzie zmiotka!
Pożegnań idzie czas.
Dziękuję i kapotka!
Zmiotek urośnie las!
Nie ma lepszego środka.
Marek Gajowniczek, 15 november 2013
Oszalał całkiem świat.
Krwi ludzkiej się ożłopał.
Zabijał, gwałcił, kradł.
Szalała Europa.
Brata zabijał brat,
potem doły zakopał,
a ludzi straszył bat.
Wszyscy pragnęli złota.
Jedni wciąż żyli "nad",
a drudzy jak w okopach.
Straszył przez wiele lat
radioaktywny opad.
Aż wreszcie ten nasz świat
głęboki kryzys dopadł,
a ktoś wymyślił czat
komórkę i laptopa.
I życie się zmieniło
na całkiem wirtualne.
Wszystko, co przedtem było
stało się nierealne.
Jakby się wywróciło
na swoją drugą stronę
i innym życiem żyło
okrutnie odmienione.
Oszalał całkiem świat.
Podzielił się okopał.
Zadłużał się i kradł.
Szalała Europa.
Wciąż ludzi straszył bat.
Wszyscy pragnęli złota.
Jedni wciąż żyli "nad",
a drudzy na robotach.
Na wielki obszar spadł
radioaktywny opad.
Upadł poprzedni ład.
Świat się o wojnę otarł.
I wtedy Wielki Brat
a za nim Europa
pod lupę wzięli czat
komórkę i laptopa.
I życie się zmieniło.
Pod kontrolą - fatalne.
Wszystko, co przedtem było
stało się nierealne.
Jakby się wywróciło
na swoją drugą stronę
i innym życiem żyło
okrutnie odmienione.
Oszalał całkiem świat...
Marek Gajowniczek, 14 november 2013
Popłynęła piosnka rzewna.
Bratnia pomoc jest potrzebna.
Dziękujemy Błagarodzie,
że pamiętasz o narodzie,
a tych kilku podchorążych
namiestnik złapie, pogrąży.
Listopad to taka pora,
kiedy zęby szczerzy sfora,
lecz Belweder jest bezpieczny.
Ten ich protest - niedorzeczny!
Czołem będą bić carowi.
My tu - na wszystko gotowi.
Kominiarek u nas mnogo.
Oj, zapłacą za to drogo.
Osiemdziesiąt aż tysięcy,
a z kosztami będzie więcej.
Bez pomocy damy radę,
a z pomocą już przykładem
dobrym zaświecimy w oczy.
Gra zaczęła się i toczy
i nie skończy się bez kary.
Powrócił aparat stary
i rękę na pulsie trzyma.
Uciszy tu wszystko zima
i wyjadą stąd Kordiany.
Raport na ręce składamy.
Marek Gajowniczek, 14 november 2013
Wiele było ludzkiego gadania
o dostępie do pańskiego stołu.
Nastał w końcu czas zamykania.
Pustoszenia wnętrza kościołów.
Bezpieczeństwo ma swoje zadania.
Złodziej się tu zapuszczał na połów.
Różne były oczekiwania.
Inne góry, a inne dołów.
Nowoczesna weszła technika.
Postawiła przy wejściu kratę,
bo kim innym są ludzie, publika,
a kto inny pobiera opłatę.
A dla Ducha żadnych przeszkód nie ma,
bo tam mieszka, gdzie pragnie zamieszkać.
Jest lub nie ma. To oddzielny temat.
Jak rozmowa o chwale i grzeszkach.
Ale zły tak nie myślał jak ludzie,
lecz krokami ludzkimi kierował.
Pragnął pustkę wypełnić po cudzie.
Pokaz mody zasugerował.
Trochę młodej rozwiązłej golizny
do muzyki z Rosemary's Baby.
Długo będą goić się blizny.
Kościół ma przecież swoje potrzeby.
Dawno pakty spisano na stole
o wzajemnym akceptowaniu.
Niech granice wyznaczą symbole
uległości i panowaniu.
Niech Zbawiciel spogląda na chwałę.
Na tęczowe oprawcy rozkwity.
Pacierz uśnie na pustej ławce.
Ktoś tu przecież został zabity.
Nie dla wszystkich jest przestrzeń publiczna,
a wyznania prywatną są sprawą.
Sztuka może być demoniczna,
a wolności gwarantuje prawo.
Jeden modli się, gdy pije drugi.
Patrol straży obydwóch pilnuje.
Każde miejsce dobre na posługi.
Każda strona zgorszenie czuje.
Mówią: Zło jest brakiem dobra,
tak dobro jest brakiem złego
i rozdzielić ich niepodobna,
bo nie widzą tu Boga Żywego.
Czy Go w pustym zamknięto kościele?
Potem przyszła tam Rosemary?
Człowiek patrzy i wie - To za wiele!
Gotów byłby i kwiaty podpalić.
Terms of use | Privacy policy | Contact
Copyright © 2010 truml.com, by using this service you accept terms of use.
12 april 2026
Sorrowhead (ex Cheval)
12 april 2026
wiesiek
12 april 2026
Jaga
11 april 2026
Sorrowhead (ex Cheval)
11 april 2026
wiesiek
11 april 2026
Sorrowhead (ex Cheval)
11 april 2026
Anthony DiMichele
11 april 2026
Anthony DiMichele
11 april 2026
Anthony DiMichele
11 april 2026
Anthony DiMichele