Marek Gajowniczek, 2 february 2014
Czego Jaś się nie nauczy -
Jan nie będzie umiał.
Będzie szukał, będzie kluczył.
Nie będzie rozumiał.
Czego Jaś nie zapamięta -
Jan nam nie opowie,
a nie chce żyć jak zwierzęta.
Jan to przecież człowiek.
Liberały gender chciały.
Mniejsza o wyniki.
Wpajały mu koszopały
w nowe podręczniki.
Jasia w Jankę przerobiły.
Zamieszali w głowie.
Na diabelstwo nie ma siły,
a Jaś przecież człowiek.
Ojciec z matką pozwolili.
Wymagała szkoła.
Jasia w Jankę przerobili.-
Głos na puszczy wołał.
Późno wszystko zrozumiał(a).
Może się nawróci.
Różnica nie taka mała.
Z rozumem się kłóci.
Ucz się dziecko po swojemu.
Na wszystko jest pora
i spróbuj się jakoś przemóc
bawiąc się w doktora!
Marek Gajowniczek, 1 february 2014
Ognie buntu w dalekich prowincjach.
Barbarzyńcy u Rzymu bram.
Skarbiec pusty. Zła rządów kondycja.
Dominuje w nich prostak i cham.
Prawo dawno przestało być prawem.
Zasypane stosem paragrafów.
Senat z obrad uczynił zabawę.
Astrolodzy nie czytają znaków.
Pieniądz słaby i często fałszywy.
Już bez kruszcu - na żołd dla legionów.
Nie ma wodzów, walecznych, prawdziwych.
Patrycjusze nie budują domów.
Chrześcijan teraz mordują skrycie,
a igrzyska Olimpu nie widzą.
Potaniało niewolnicze życie,
a ze świątyń bezbożnicy szydzą.
Jeszcze chwali się złotem Brytania,
a Germanie zmieniają taktykę.
Wschodni lud nowe ziemie zagarnia.
Pers wzbogaca wojenną technikę.
Rośnie wiara w Mesjasza - Boga,
który ludzi wybawi od złego.
Jest już wszędzie - przed domem i w progach.
Koniec świata. Czekamy nowego.
Marek Gajowniczek, 31 january 2014
Najtrudniejsza jest decyzja:
Już się żegnać? - Jeszcze nie?
Trudno się do obaw przyznać,
a jak będzie? Bóg to wie.
Tyle razy się powiodło.
Zawsze trzeba mieć nadzieję.
Tak trudno ocenić chłodno,
gdy spostrzegasz - źle się dzieje.
To szczególna bardzo rola.
Wejście starego wiarusa.
Żegnaj miła. Trąbka woła.
Los może sprawić psikusa.
Jak ją zagrać? - Dramatycznie?
Czy lepiej obrócić w żart?
Czy nabożnie - demonicznie
odczytać ostatnią z kart?
Zwykle kończy się spojrzeniem.
Dłuższym. Bardziej przenikliwym.
Wielkie sceny są milczeniem.
Dramat staje się prawdziwym.
Marek Gajowniczek, 31 january 2014
Na pierwszych stronach "Ekranu".
Na scenach z zaśpiewem w głosie.
Kolekcjonerka peanów.
Żegna ją dzisiaj "Pokłosie".
Wielka, wysoka jak góra.
Mała jak mysz w niej zrodzona.
Słów nie znajduje kultura.
Znajdzie je pewnie ambona.
Marek Gajowniczek, 31 january 2014
Pijany żołdak zrobił jej dziecko.
Mąż nie powrócił z niewoli.
Miała dokoła władzę radziecką.
Boże tyś na to pozwolił?
Przez długie lata w starej fabryce
zwijała z drutu sprężyny.
Synuś od dawna jest w Ameryce.
Ona tu nie ma rodziny.
Zakład zamknęli. Pracy nie miała.
Emerytura jest niska.
Została sama. Żyć tak nie chciała.
Mieszkanie - jej cała przystań.
Zwroty majątku. Nie ma wyjątku.
Czynsze są w centrum wysokie.
Płaciła jeszcze coś na początku.
Coś ją ciągnęło do okien.
Przyszli wysocy. Okiem rzucili.
Pozostawili żądanie.
Nie namyślała się ani chwili.
Zmieniła tylko ubranie.
Nie chciała by ją tak oglądano
w kapciach i starym szlafroku.
Poszli mieszkańcy kiedy chowano
życie bez żadnych widoków.
Marek Gajowniczek, 30 january 2014
Kto przetrzyma ruską zimę
i utrzyma dom, rodzinę
w jakim takim stanie,
kto wytrzyma na Majdanie
rozgrzany od środka,
kogo milicja nie spotka
przed wejściem do domu,
ten zwyciężył i dopomógł
brukselskim nadziejom.
Chłodne wiatry jednak wieją.
Putin grzeje dłonie.
Orzeka na koniec,
że nie jada wieprzowiny,
a w Unii zdziwione miny.
Jak to? I od kiedy?
Wpędzi nas do biedy!
Czy nie taka jest, jak trzeba
z Tablicą Mendelejewa
i uszlachetniaczem?
Nie umiemy już inaczej!
Jadamy koszerne.
Widoki mizerne.
Partner strategiczny!
Plan był chimeryczny.
Nie poszło jak trzeba.
Śnieżek sypie z nieba.
Do Afryki misje!
W szpitalach komisje,
a na drogach zator.
Gdzie był ordynator?
Czego nie mógł przerwać?
Pielęgniarki w nerwach.
Przecież będą pytać?!
Miało już nie sypać,
ale pada dalej.
Rosja najwspanialej
pokaże się w Soczi,
a nam "Dni i Noczi"
zastąpią "Wesele".
O gender w kościele
zrobiło się cicho.
Tylko Piast z Rzepichą
knują postrzyżyny.
Spod śnieżnej pierzyny
styczeń nie wyłazi.
Ludzi bardzo razi
wiadomości chłód.
Przestał śpiewać Kazik.
Czekamy na cud.
Marek Gajowniczek, 30 january 2014
Gdyby nie to ocieplenie,
Amerykę, (może Ziemię?),
skułyby lodowce.
Dlatego o zapylenie
dbają odrzutowce.
Węgiel, zwłaszcza ten, c cztery,
nie służy naturze?
Pokażmy cztery litery
tym znawcom na górze.
Na mrozie świniom zagroził
afrykański pomór.
Ten, który państwem dowodził -
na zwolnieniu, w domu.
Koszopały, dymy, pały.
Nie damy się mrozom!
Budujemy świat wspaniały -
oświadczył Barroso.
Przyleciał Szef Pentagramu,
gdy Kneset wyjechał.
Będzie strajk TV- programów.
Czas by się uśmiechać.
Powagi w tym wszystkim nie ma.
Cyklon gdzieś szaleje.
Wiersz jest może nie na temat,
ale świat się śmieje.
Marek Gajowniczek, 29 january 2014
A chociażby po pół litrze
powiesz - kocham! Usta wytrzesz.
Pójdziesz. Usiądziesz nad Nidzkim
i zanucisz o tym wszystkim,
co rzuciło cię do Prania,
a jak kurki wodne, zdania
rozpłyną się w krąg leniwie.
Pachnie las mokrym igliwiem.
Czy jest rajem? Czy jest grobem?
A w głowie rodzi się "Niobe".
Nie zamienisz czucia w skałę
i westchnienia interwałem
nie zmienisz barwy tęsknoty.
Puszcza, chaty, lasy, płoty
i mazurskie uroczysko
to poeto nie jest wszystko.
Jeszcze jest to duszy granie,
ta rozmowa i kochanie
i jest ona z zsiadłym mlekiem,
a słowa - bliskie, dalekie
odpływają w wody toń.
Gdzież ten laur jest na skroń?
Chyba, że korona z głogów...
Woda, łodzie. Ludzie połów.
W sieci myśl się łuską błyska.
Pranie. Puszcza. Uroczyska.
O pięć kilometrów Zgon.
Nie uderzę w smutny ton,
bo to wszystko wciąż tam jest.
Tylko odszedł stary pies
i kota przejechał TIR.
Na krzesełku Kiry kir
zostawiony wiotko zwisa.
Czytam wiersz. Słuchają. Cisza.
Marek Gajowniczek, 29 january 2014
Niełatwo jest żyć, gdzie stwardniały bezduszne sumienia.
Nie można tam śnić, że na lepsze pozmienia się świat,
bo obawę o być przywołują stare rozliczenia,
a rachunki za śmierć zakłamany postrzępił wiatr.
Niełatwo jest żyć, gdzie żądanie stalowe ma oczy.
Nie można wciąż kryć. Za plecami ukrytą mieć dłoń,
bo obawa o być zawsze umie się w gniew przeistoczyć.
Oczy schować za tarczą. Twarde kaski zakładać na skroń.
Niełatwo jest żyć, gdzie dyktatem historię się zmienia,
a zapomnienia nić w bezrozumną zaplątano sieć,
bo obawa o być, jak jemioła jest bez korzenia
i jak wzburzona rzeka, wie że źródło swe musiała mieć.
Niełatwo jest żyć, tam gdzie słowa nie mają znaczenia.
Gdzie nad każdym milczeniem oszukańczy rozwieszono szyld,
bo obawa o życie i o przyszłość ludzkiego istnienia,
każe szukać - Kto Karzeł? A kto, może, parszywy jest Żyd?
Marek Gajowniczek, 29 january 2014
Ja najmniejsze mam powody, by narzekać.
Jestem tylko przeziębiony i mam katar,
A tam ludzie myślą: - Zostać? Czy uciekać?
Marzną. Stoją, choć się pewnie boją bata.
Siedzę sobie, patrzę w ekran nad herbatą,
Na kretyńskie oświadczenia, władz popisy,
A tam sądy i więzienia śnią się katom.
Kombinują jak uderzyć w tych z ulicy.
Ja w herbatce umoczyłem herbatniczka
I wspominam dawne metody komusze.
Tam partyjni, często w białych rękawiczkach,
Obmyślają jak narodom złamać duszę.
Wierszyk piszę. Widzę kaski, śniegu czapę.
Garniturki i krawaty na mównicy.
Nie narzekam. Jeszcze ciepłą mam herbatę,
Lecz świat wkrótce pozmieniają politycy.
Zło jest bliskie. Niedalekie. Tuż za miedzą,
A rozłazi się po świecie jak zaraza.
Już forpoczty złego u nas także siedzą.
Większość jednak, nie chce tego zauważać.
Ja najmniejsze mam powody, by narzekać.
Jestem tylko przeziębiony i mam katar,
Lecz choć miałbym lepszych czasów nie doczekać,
Wiem za wszystko są rachunki. Jest zapłata.
Terms of use | Privacy policy | Contact
Copyright © 2010 truml.com, by using this service you accept terms of use.
11 april 2026
Sorrowhead (ex Cheval)
11 april 2026
wiesiek
11 april 2026
Sorrowhead (ex Cheval)
11 april 2026
Anthony DiMichele
11 april 2026
Anthony DiMichele
11 april 2026
Anthony DiMichele
11 april 2026
Anthony DiMichele
10 april 2026
wiesiek
10 april 2026
Jaga
10 april 2026
Jaga