Marek Gajowniczek, 5 july 2014
Sposób nieznany - kubek do ściany
technika Piotra Nisztora.
W naszych salonach doskonalona.
Dziennikarz znalazł sponsora.
Długa praktyka. Nowa technika
dla dociekliwych i śledczych.
Gang. Polityka.
Przełom w wynikach.
Piotr Nisztor - słuchacz najlepszy.
Od razu wywiad u Sakiewicza,
śladem biedaka Leppera.
Nie pójdzie przecież na Woronicza
z tym, co przez lata uzbierał.
Są dziś bogaci. To się opłaci.
Zapłacił Kulczyk za książkę,
lecz się nagrało i poleciało.
Brzęknęło znowu pieniążkiem.
Wielka afera mocy nabiera.
Są jeszcze inne nagrania.
Problem premiera.
Na deszcz się zbiera.
Ustawia ktoś rusztowania.
Marek Gajowniczek, 5 july 2014
Pamiętają na Litwie podjazdowe czasy
asesorzy, rejenci, woźni i mecenasy,
gdy się aż do białości rozgrzewała publika
historią posiadłości oraz sprytem Klucznika
Ciemne się wokół niego gromadziły chmury.
Wszędzie haków szukano, a obozowe ciury
wyciągały wspomnienia od samego Sędziego,
by nawet w krótkich zdaniach doszukiwać się złego.
Klucznik strzegł swych tajemnic i skłonności ukrywał,
a źle kończył niejeden, który sam się porywał
przeciwko wojewodom, pałacowi, Horeszkom,
lecz po izbach wiedziano. Przyglądano się grzeszkom.
Gdybyś ty, sprośna plotko, w mateczniku siedziała
i na skraj tego bagna nosa nie wysuwała
nikt nie pisałby książek o szlacheckich dewiacjach,
ani żartów nie wznosił w zakrapianych kolacjach.
Zwłaszcza, gdy Podkomorzy sam zasiadał za stołem,
ucinano dowcipy, przypowiastki wesołe.
A tym razem palestra inne knuła zamiary,
myśląc - Klucznik ulegnie i dla czci swej i wiary
sięgnie do starych kufrów i rozwiąże w nich mieszki.
Wiedzą dobrze na Litwie - trzeba płacić za grzeszki.
Zwłaszcza kiedy nie można z politycznej zejść sceny,
wtedy nawet w miliony urastają problemy.
Na zajazdy, podjazdy przeminęła już pora,
lecz się jeszcze zdarzyło, że pewnego wieczora
uzbrojona gromada nie zważając na post
wpadła w dobra sąsiada uderzając na wprost.
I nie byli to Ruscy, ale nasi z zaścianka
i szukali po izbach. Wszędzie trwała łapanka,
a obrońcy podnieśli szable i Scyzoryki.
To jest napaść, panowie! To są obce praktyki!
Kiedy wrota runęły, uniesiono pałasze.
Demokracji tu chcemy! Nie oddamy, co nasze!
Obronili! Wygrali, lecz stanęło na rządzie,
ze ten zajazd ostatni może skończyć się w sądzie.
Sprawa wciąż się przeciąga, jak tasiemki w gorsecie.
Nie słyszano o takiej ni w powiecie, ni w świecie.
Wciąż liczniejszych Waszmościów tu na Litwie dotyka.
Jutro ma się ukazać historyja Klucznika.
Gdy się drukiem wyleje i ukaże coś złego,
może nawet się otrzeć o samego Hrabiego,
albo nawet, być może, o większego Kozaka,
który wciąż bardzo kluczy i ukrywa się w krzakach.
Nadużywa Soplicy, ściąga zewsząd podwody
i wypalić też może prosto w łeb wojewody.
Nigdzie tego nie spotkasz, ale u nas się zdarza,
że to, co jest w powieściach - to się w życiu przydarza!
Marek Gajowniczek, 5 july 2014
Przed ekranem uziemieni
siedzą ludzie wykluczeni.
Patrzą diabłu prosto w twarz,
a on mówi: - Świat jest nasz!
Artyści i dziennikarze
otrzymali wstęp na plaże.
Słońce pali żywym ogniem.
Chcesz, czy nie chcesz - spuszczaj spodnie!
Zapalenie zbiera żniwo.
Krótka piłka, potem piwo,
potem dwieście na godzinę.
Prosto w piekło. Życie - kinem!
Chuda sztuka ofert szuka.
Toczą cienkie nóżki żuka
przeogromną łajna kulę.
Nie przejmujmy się ogółem!
Na niebiosach białe kraty.
Na działeczkach - szczęk łopaty.
Wszędzie doły na metr w ziemi.
Politycy wychłodzeni.
W głowach zamęt. Skok ciśnienia.
Lato nie da nam wytchnienia.
Coraz trudniej kręcić lody.
Wakacje wychodzą z mody.
Marek Gajowniczek, 4 july 2014
Tamtego lata
Ciągle mi żal.
Zginęło w datach.
W poszumie fal.
W ruchomych piaskach
Minionych dni.
W zmierzchu i brzaskach.
Zwróćcie je mi!
Zgubione lato
Wciąż mi się śni.
Boleść za stratą
Posyłam ci.
Appassionatę
Ktoś dzisiaj gra.
Co jest z tym latem?
Gdzie ty? Gdzie ja?
Został mi tylko
Wspomnienia kurz.
Uśmiechu chwilką.
Zapachem róż.
Appassionata
W powietrzu drży.
Wiatr nutki zatarł.
Marek Gajowniczek, 4 july 2014
Jeśli się przyjrzeć wiodącej klasie,
pewne szczegóły wyróżnić da się.
Może to geny - wybrańców cecha
i podobieństwa w mowie, uśmiechach
lub docenianiu swoich wartości.
Coś, co ich łączy - tych wszystkich gości.
Coś nieuchwytne, chociaż widoczne
i to obecne i zeszłoroczne.
Stale ta sama - dziwna charyzma.
Ich wybieramy, trzeba to przyznać,
jako narodu reprezentację,
wierząc w ich mądrość, wiedzę i racje.
Reprezentacja może być różna,
albo oporna, albo usłużna.
Można ją w obce powierzyć ręce,
myśląc, że obcy potrafi więcej,
lecz najważniejsza jest tu lojalność.
Nie ta ich wyższość, a nasza marność,
tylko zasady nad wyraz jasne:
Nasze ważniejsze jest, niż ich własne!
Lecz jeśli mają nas za murzynów,
sami wychodząc na sukinsynów -
musimy myśleć o pilnej zmianie
i skorygować to wybieranie!
Taka korekta nie bywa łatwa.
Reprezentacja jest bardzo światła.
Potrafi takie prawo uchwalić,
by ją nie było łatwo obalić.
Jesteśmy wówczas z ręką w nocniku
niewolnikami sond i wyników.
Różnych głosowań, regulaminów
oddalających żądania gminu.
Takie panują u nas zwyczaje,
że kiedy sprzeciw rady nie daje,
to zapalają się komitety.
Tak było kiedyś. Teraz, niestety
palimy tylko stare opony
oraz gwiżdżemy na wszystkie strony.
Na to gwizdanie są specjaliści,
żeby nie mogli tu terroryści
stwarzać publicznych zagrożeń żadnych.
Bunt tu być musi także układny.
Na nieposłusznych czekają sądy.
Można odcierpieć za swe poglądy.
Za nielegalność podsłuchiwania
zamiarów władzy oraz jej zdania.
Sprawa powraca znowu do sejmu.
Powstaje wtedy rodzaj rozejmu
i nasza światła wiodąca klasa
popuszcza, albo zaciska pasa.
Jeśli się przyjrzeć wiodącej klasie,
pewne szczegóły wyróżnić da się...
Lecz przecież odszedł podział na klasy.
Nowy Porządek i nowe czasy
stawiają inne światu żądania.
Jest zwykłą fikcją cyrk wybierania.
Fikcją granice, fikcją narody.
Łączy nas wszystkich pragnienie zgody.
Drogo musimy za zgodę płacić.
Oni przy władzy - My niebogaci.
Oni - cesarscy! My - to plan boski.
Każdy niech własne wyciągnie wnioski.
Marek Gajowniczek, 3 july 2014
Kiedy się zaczęły Ruchy
założono tu podsłuchy,
by rozmówek nie uronić -
Jak się rząd zamierza bronić?
Przewidziano - Nielegalnie,
bo szans nie miał, by normalnie
wygrać tu jakieś wybory.
Tak też czynił do tej pory.
Założono czujne ucho,
bo tym razem było krucho.
Wiedział ten, który zakładał -
jaka rybka w sieci wpada.
Ta, co zwykle - gadatliwa,
kręta, mętna oraz chciwa.
Taka, która lubi draki,
ale czekał na szczupaki.
Przypłynęły wprost od suma,
bo sum sam wszystko wydumał,
jak odchudzić tłuste leszcze
i porządzić dłużej jeszcze.
Teraz w matni się szamocze.
Miał nadzieję - jeszcze roczek,
ale przez to kłusownictwo,
może nagle stracić wszystko.
Na łowisku plusku burza.
Sum wypływa, się zanurza.
Chlapie. Sapie. Szarpie sieć.
Jeszcze wolność pragnie mieć.
Ktoś, kto zaplanował łowy -
bardzo dobrze znał sposoby.
Nauczył się od sąsiada,
jak tu matnię się zakłada.
Przyszłość suma zda się przykra,
bo wiadomo - kawior ikra.
"Dobra, bracie rzecz bieługa.
Na tajniaka tajniak mruga..."
Marek Gajowniczek, 3 july 2014
Tak wielka u nas jest siła złego,
że może kupić prawo na lewo.
Właściwie wszystko. Nie tylko prawo
i stanowisko razem z ustawą.
Miejsce w kolejce do nowotworu.
Taśmę podsłuchu. Wynik wyborów.
Dobrą protezę po zębach krat.
Wygodny stołek na kilka lat.
Być przy tej sile, to jest przywilej,
a komu przy niej - bywa niemile,
ten na państwowym tyrać nie musi.
Niech się o własne lepiej pokusi.
Dla fanatyków tu miejsca nie ma!
Kto chciałby dobra, ten ma dylemat.
Takie jest prawo i ordynacja.
Ma być Ararat, dobra kolacja.
Reszta - murzyni. Reszta - dziadostwo.
Liczy się urząd, fucha, probostwo.
Nie korzystają wyłącznie durni.
Potulni kasę dostaną z Unii.
Dobro tu u nas nie ma przebicia.
Dobro jest tylko chęcią do życia.
Skromną, spokojną, cichą osobą,
a było Słowem. Dzisiaj jest tobą.
Marek Gajowniczek, 3 july 2014
Szurające ich kroki. Długi ciąg korytarzy.
Zamyślone Księżyce idą z marsem na twarzy.
Ciche są gabinety omiatane ich wzrokiem,
a co w nich się przydarzy, może nie jest wyrokiem.
Może tylko jest próbą wiary i wytrwałości
dla każdego Księżyca, jego ciała i kości.
Wschodzą późnym wieczorem, kiedy zasypia zdrowie
i szurają kapciami, spacerując tak sobie.
Nieraz zaświecą w oczy przymrużonej ochronie
próbując czasem zboczyć w marszu po nieboskłonie,
ale Anioł Stróż widzi na nadgarstkach opaski
i potrafi przewidzieć komu okazać łaski.
Dobrotliwie poucza takich z chmurą przy twarzy.
Proszę tutaj nie świecić! Zapalniczka też parzy!
Noc bezchmurna być miała i niech taką zostanie.
Zawracają Księżyce, a w koło usypianie.
Marek Gajowniczek, 3 july 2014
Z przekory, złości i chcenia,
z bólu, co odporność wyżarł -
wizja samouleczenia
bardzo szybko się przybliża.
Bez leków i rozpoznania,
bez pomocy służby zdrowia,
wytrzymałość - ciągle tania,
sprawi - człowiek się uchowa.
Pozostanie jakieś licho,
może prędko nie powróci.
Niech pokornie siedzi cicho
z organizmem się nie kłóci.
Potężna jest siła chcenia.
Nawet wirus zeszłoroczny,
co powodował zwłóknienia -
siedzi teraz niewidoczny.
Zwykłe, liczne, starcze zmiany,
co się odzywały bólem
przeniesiono do lubianych.
Teraz nie czuć ich w ogóle.
Czarnowidztwem człek zatruty
z obawą może przesadzić.
Jeśli były to przerzuty.
Nic się na nie nie poradzi.
Największa jest w tym zasługa
tego, co mnie wspomagało:
Serce - to historia długa...
mimo wszystko - wytrzymało!
Bij do następnego razu!
A daj Boże jeszcze dalej!
Przechodź nad tym bez urazu.
Wygrzejemy się w upale.
Pozostaje najważniejsze.
Nieprzecenione zadanie:
Oczy w górę! Na bok wiersze.
Konieczne p o d z i ę k o w a n i e !
Panie, nie jestem godzien...
Marek Gajowniczek, 2 july 2014
Gdzie twoja radość Kraju Ojczysty,
przez obce siły szarpany?
Lesie zielony! Piasku znad Wisły,
zbójeckim prawem zdeptany!
Chcieliście rynku? Giełdy? Wyceny?
Chcieliście stada lichwiarzy?
Czy znowu mają wyć tu syreny?
Co jeszcze musi się zdarzyć?
Żebyś ty kraju podnieść się zdołał.
Z Giewontu spojrzał na morze.
Żebyś zobaczył nędzę dokoła.
Usłyszał krzyki: - Mój Boże!
Obcej tu władzy ekspozytura
systematycznie cię niszczy.
Upadła szkoła, zdrowie, kultura.
Czy nie dość tu jeszcze zgliszczy?
Gdzie twoja siła? Gdzie twoje dzieci?
Za chlebem poszły za morza.
Zwodzono ciebie: "Za, nawet przeciw"
Granice zapalił pożar.
Łąko zielona! Rzeko srebrzysta!
Stary Kościele przy rynku!
Przepiękna, Święta, Mowo Ojczysta!
Dlaczego tu jest jak w szynku?
Czy pokolenia obraz świetności
zdołają kiedyś powrócić?
Zanim Pan Jezus przegoni gości.
Z miejsc świętych kupców wyrzuci!
Gdy znajdziesz w sobie - tych sprawiedliwych,
którzy przed Obliczem staną -
będziesz znów piękna! Lud Twój - szczęśliwy.
Ojczyzną będziesz kochaną.
Terms of use | Privacy policy | Contact
Copyright © 2010 truml.com, by using this service you accept terms of use.
10 april 2026
Jaga
9 april 2026
wiesiek
8 april 2026
Jaga
8 april 2026
wiesiek
7 april 2026
wiesiek
6 april 2026
wiesiek
6 april 2026
eL. Marandhie
6 april 2026
eL. Marandhie
5 april 2026
wiesiek
1 april 2026
wiesiek