„Tradycja to iluzja wieczności, ja wierzę w początek i koniec”.
Psy pod schodami skamlą o wolności, krzyżują mnie dreszczem empatii na tapczanie lenistwa. To one są niewolnikami własnych skór. Tanio się sprzedają. Uśmiechem bezcennym.
Łotry.
Muszę (to słowo wskazuje na uciemiężenie, szarpanie się z samym sobą) okłamywać moich przyjaciół, żeby móc zdradzać ich z samotnością.
Przecież nie wybaczyliby mi gdybym wprost ujął, że w dupie mi spotkanie z nimi (usprawiedliwianie przed samym sobą).
Aby osiągnąć nudny (brudny) spokój ducha, nieład.
Słońce świecić zacznie jutro, gdy wystawi cień do wiatru.
Inny początek-nieporządek.
Kojąca potrzeba na gwałt przy jaźni neurotycznej, grzecznej ze wskazaniem na sz. Wariatki otwierającej kocioł głowy na zupę ze słońca i pomysłów, na palniku środka duszy, ze szczyptą przeznaczenia. Ale rozlaną bo za słodką.
„Bogowie nie kochają, najwyżej dają się kochać”.
Powrót do filmów.
odkurzę neurony lustrzane..
report
Z Twoich komentarzy zawsze można nauczyć się czegoś nowego, dzięki :)) a przy okazji uczę się empatii również do samego siebie...
report
"niewolnicy własnych skór" - prawda. podoba mi się, fajnie to opisałeś, wierszowo
report
Dzięki! Pozdro!
report
.. "brudny spokój ducha" - świetne określenie, daje do myślenia...:)
report
być może, nie wiem, nie myślałem nad tym :)
report