za siedmioma morzami
za siedmioma falowcami
w wysokiej i wietrznej wieży
skostniałe serce ani drgnie
błękitna krew zastygła i cierpliwie czeka
wciąż pamięta szaleństwo w żył zakrętach
szum i tętent pędzących ciał
nie straszny był marznący deszcz i wiatr
iskrzył się wokół cały świat
chmurne oczy mrożą najgorętsze zapały
lodowate palce uparcie wskazują drzwi
o kryształową posadzkę rozbijają się górnolotne marzenia
suchy trzask echem odbija się od pustych ścian
bo to nie to nie ten nie tak
kochana: dla każdego przychodzi moment wyboru. i ta wieża potrzebna też, potrzebna by złapać haust powietrza, by sobie uświadomić, że i śniegiem marznącym na policzkach płakać można. płacz, śmiech - sposoby by katharsis zmyła ból lub nadmiar radości. nasycasz głód by później ponownie szukać, pragnąć, zachwycać się. dziękuję, że mi o tym przypomniałaś
zgłoś
Dziękuję za zatrzymanie i ciepłe słowa, pozdrawiam:)
zgłoś
Kamień Szymborskiej był równie nieprzystępny
zgłoś