10 stycznia 2016

poezja

onomatopeja
onomatopeja

królowa śniegu

za siedmioma morzami
za siedmioma falowcami
w wysokiej i wietrznej wieży
skostniałe serce ani drgnie

błękitna krew zastygła i cierpliwie czeka
wciąż pamięta szaleństwo w żył zakrętach
szum i tętent pędzących ciał
nie straszny był marznący deszcz i wiatr
iskrzył się wokół cały świat

chmurne oczy mrożą najgorętsze zapały
lodowate palce uparcie wskazują drzwi
o kryształową posadzkę rozbijają się górnolotne marzenia
suchy trzask echem odbija się od pustych ścian
bo to nie to nie ten nie tak

Agnieszka M. J.-Hallewas
10 stycznia 2016 o 10:48

kochana: dla każdego przychodzi moment wyboru. i ta wieża potrzebna też, potrzebna by złapać haust powietrza, by sobie uświadomić, że i śniegiem marznącym na policzkach płakać można. płacz, śmiech - sposoby by katharsis zmyła ból lub nadmiar radości. nasycasz głód by później ponownie szukać, pragnąć, zachwycać się. dziękuję, że mi o tym przypomniałaś

zgłoś

onomatopeja
10 stycznia 2016 o 21:50

Dziękuję za zatrzymanie i ciepłe słowa, pozdrawiam:)

zgłoś

Florian Konrad
14 stycznia 2016 o 00:59

Kamień Szymborskiej był równie nieprzystępny

zgłoś

Kontakt z redakcją



Zgłoś nadużycie


Opcja dostępna tylko dla użytkowników zalogowanych. Zarejestruj się