2 września 2016
Ot, taka sobie opowieść...
To była młoda lekarka
i nocny pacjent - staruszek.
Czas mijał im na pogwarkach,
nawet sympatii okruszek
zrodził się w tym gabinecie
pustej dyżurnej przychodni.
Oboje w nocy samotni
liczyli wolno godziny.
Nie było niczyjej winy,
zadecydował przypadek,
że noc tej młodej dziewczyny
zajął nie młodzian, lecz dziadek
i trochę filozoficznie,
ze smutkiem, sentymentalnie,
chciał mówić katastroficznie,
nagle się poczuł normalnie.
Bo nawet nie wypadało
tak delikatnej istocie
deprecjonować swe ciało
i szukać u dziecka pociech.
Mówić o życiu ze smutkiem
o przejściach i o chorobach.
Troski się stały malutkie
i ton zmieniła rozmowa.
Serce bić lepiej zaczęło.
Coś się zmieniło z ciśnieniem
i zdrowia nastąpił przełom
i można rzec - uzdrowienie
spłynęło do gabinetu,
nocą na śpiącym Grochowie.
Nie ma w tym żadnych sekretów.
Ot, taka sobie opowieść.
21 lutego 2026
wiesiek
21 lutego 2026
wiesiek
21 lutego 2026
Yaro
21 lutego 2026
ais
21 lutego 2026
Yaro
21 lutego 2026
dobrosław77
20 lutego 2026
violetta
20 lutego 2026
sam53
20 lutego 2026
Jaga
19 lutego 2026
wiesiek