Zmiana sposobu prezentacji
Stary aktor odgrywa swoją ostatnią rolę
w hieratycznej pozie gestem władcy
nakazuje nieobecnym widzom
śmiech płacz i wzruszenie
cisza frenetycznych oklasków
wzmaga się po każdej
niewypowiedzianej kwestii
on słyszy ten aplauz
jeszcze wyraziściej układa
gest opadającej ręki
tłumy zahipnotyzowane kunsztem
słowa gestu spojrzenia
na stojąco domagają się bisu
próbuje wstać do pożegnalnego ukłonu
światła reflektorów wydobywają z cienia
jego martwiejącą twarz
gasnącym spojrzeniem
szuka ostatniego widza
(...)
--- cały tekst ---
„Nie wchodź łagodnie do tej dobrej nocy,
Starość u kresu dnia niech płonie, krwawi;
Buntuj się, buntuj, gdy światło się mroczy.” (Thomas Dylan)
w ostatecznym rozrachunku wszystko
nic nie znaczy - mówi bohaterka filmu
patrzę na ekran i czuję bunt
daleko mi do jej zgody z losem
coś mnie ominęło wiem
wielka miłość jak kapitalistyczna wartość dodana
zdarza się innym
pozostaje bunt
w sercu płomień
choć światło się mroczy
czekam
nie czekam
trwam
czasu coraz mniej
(...)
--- cały tekst ---
sklepiona neogotyckim łukiem
cmentarna brama z czerwonej cegły
dzieli świat na dwoje
jak bramy wszystkich cmentarzy świata
za nią – ci co odeszli
i my którzy stoimy jeszcze z tej strony
powoli zbliżamy się do siebie
w doroczne święto ognia
z listą nieobecnych w sercach
na chwilę
przekraczamy bramę
podobnie pochylamy głowy
nad marmurami rodzinnych grobowców
zgrzebnymi płytami kruszącego się lastrico
i kopczykami ziemi okolonej darnią
zapalamy znicze i całe niebo
potem wracamy z łuną w oczach
wlokąc za sobą
tren pamięci
w popołudniowym słońcu na ulicy
młoda dziewczyna energicznie
wyciągała rękę z mikrofonem ku przechodniom
jutro będzie miała
swój materiał w gazecie
siedemnastolatek zabił bezdomnego
który układał się do snu na klatce schodowej
ludzie mijali ją pospiesznie albo
rzucali swoje kwestie
w przelocie
jeden powiedział
klatka schodowa to nie miejsce do spania
i dobrze mu tak poparł go drugi
nie ma spania na klatce co to hotel czy co
inny wzruszając ramionami mruknął filozoficznie
w tym kraju każdy może stać się bezdomnym
o co ten krzyk
dopóki nie będzie oko za oko
nic się nie zmieni twardo postanowił zwolennik
represyjnej siły prawa
niektórzy pożałowali chłopaka
(...)
--- cały tekst ---
Wiersz napisany w 2003 roku, wydobyty z szuflady, dedykuję Barnabie! :)
umierają kasztanowce
drzewa mojego dzieciństwa
zielone pięciopalczaste liście
brązowieją w smutku
i bezradnie kurczą się w sobie
ich wielbiciel mały chrząszcz
o zabawnym imieniu
szrotówek kasztanowcowiaczek
pracowicie robi swoje
odejdą więc w zapomnienie
małe niezgrabne ludziki
na zapałczanych nóżkach
a brązowe z białą łatą krówki
nie urodzą się nigdy
w zręcznych paluszkach
maluchów w przedszkolu
umierają kasztanowce
towarzysze młodzieńczych rojeń
(...)
--- cały tekst ---
twoja ręka w mojej dłoni
trzymam ją dotykam
każdego palca
oddzielnie
nazywam je słyszysz
to jest twoja prawa dłoń
a to lewa
żyją własnym życiem
zaciśnięte bez twojej woli
odchylam kciuk
wskazujący środkowy
po kolei nieposłuszne wracają
by zamknąć się w piąstkę
ścigam się z nimi
zdążyłam
moja ręka w twojej dłoni
trzymasz mnie jakby to było
naprawdę
(...)
--- cały tekst ---
wiersze
przychodzą i odchodzą
nocą na cienkich chybotliwych nóżkach
liter
z mojej lewej dłoni
kieszonkowym zegarkiem ojca
spływa czas
po prawej pełzną
uciekające godziny
wychylona z mroku płonąca żyrafa
przywołuje obrazy dawne
zapomniane
w smudze światła
trzepoczą słowa
i jak wypomadowane wąsy
Salvadore’a Dali
stroszą
nic nie znaczące
znaczenia
Pamięci Żydów Otwockich
gdy miasto śpi
uliczkami krążą cienie
szukają czegoś wśród sosen
a one takie wysokie
że księżyc w stopy łaskoczą
uliczki stoją w ich cieniu
cienie w tym cieniu błądzą
przysiadają na schodkach werandy
ściany domu odbijają echo
płacz dziecka lament starej kobiety
głuche milczenie mężczyzn
sprzed lat
a śmiech?
dawno zamarł na ustach
a potem i ust już nie było
spłonęły w ogniu
przysypała je ziemia Treblinki
(...)
--- cały tekst ---
brudne zwały śniegu i mokra breja
więcej samochodów niż ludzi
jak przejść po wąskiej na stopę
oblodzonej ścieżce
na drugą stronę czasu
zaraz stracę równowagę
i nawet przewrócić się nie ma gdzie
były jakieś inne
pory roku?
nie pamiętam
tej zimy
jestem stara
27 grudnia 2010
mała coraz mniejsza
z siwą głową
coraz bliżej ziemi
powoli kusztyka
kolebie się
laska – przyjaciółka
zapomniała uczepić się ręki
jej głodne oczy
bezdomnego psa
zatrzymują mnie w biegu
łapie za rękaw
i już nie puści
po raz kolejny usłyszę
tę samą opowieść
wie pani
wiem
znowu nie zdążę
na autobus
(...)
--- cały tekst ---
kiedyś smukłe i wiotkie
trzymały paletę i pędzel
zrywały jabłka
gładziły czyjąś twarz
sierść psa
dziś zniekształcone
ale wciąż te same
trzymają w sobie pamięć
ona uśmiecha się
jak dawniej
i znosi niedogodności życia
nie patrząc wstecz
ciągle ma nadzieję
że coś się zdarzy
choć nie wie jeszcze co
może dłonie
znów ujmą pędzel
namalują i dziecko i psa
i miłość
