Wiersz napisany w 2003 roku, wydobyty z szuflady, dedykuję Barnabie! :)
umierają kasztanowce
drzewa mojego dzieciństwa
zielone pięciopalczaste liście
brązowieją w smutku
i bezradnie kurczą się w sobie
ich wielbiciel mały chrząszcz
o zabawnym imieniu
szrotówek kasztanowcowiaczek
pracowicie robi swoje
odejdą więc w zapomnienie
małe niezgrabne ludziki
na zapałczanych nóżkach
a brązowe z białą łatą krówki
nie urodzą się nigdy
w zręcznych paluszkach
maluchów w przedszkolu
umierają kasztanowce
towarzysze młodzieńczych rojeń
w ich cieniu
czas dziergał dni woal
i pierwszą miłość
białe kwiaty
podobne zapalonym
na choince świeczkom
zaledwie zdążyły zakwitnąć
spadły jak śnieg na ziemię
czyim teraz językiem
przypomni natura że czas się uczyć
oj czas
zieleń kolczastych owoców
pękających gdy spadały z drzewa
i aksamitny brązowy dotyk
wyłuskiwanych kasztanów
czuję do dziś w mojej dłoni
trwajcie
moje kasztanowce
trwajcie
2003
serce mi zaczęło trzepotać, gdy przeczytałam dedykację - to pierwsza - jeszcze nigdy, nikt mi nic nie dedykował. w tym wierszu wszystkie wersy są bardzie bliskie moim wiosnom, latom i jesieniom - dziękuję
zgłoś
To tak właśnie po przeczytaniu Twojego "Pierwszego dnia wiosny" przypomniało mi się, że napisałam to o kasztanowcach. Minęło trochę czasu, gdzieniegdzie udało się na szczęście ochronić te piękne drzewa.
zgłoś
mój kasztanowiec jest młody, zaledwie kilka lat kwitnie i owocuje, lecz już go dopadły i toczą...
zgłoś
Gratuluję Gabrysiu:) Faktycznie umierają powolną śmiercią:)
zgłoś
Podczepiłam zdjęcie kasztana pod ten wiersz-- takie zwykłe, ale ?
zgłoś
magiczny, pełen wspomnień. pamiętam z wieczorku. Pozdrawiam :)
zgłoś
Dzięki, Lauro.
zgłoś
O! jaka niespodzianka, nie wiedziałam, że ten wiersz znajdę tutaj :) Kasztanowce towarzyszyły mi wszedzie, gdzie mieszkałam, od najmłodszych lat :) i mam nadzieję, że już tak zostanie.. Piękny wiersz - tylko literówka się wkradła w "miłość". Serdecznie pozdrawiam Pani Mario :)
zgłoś
Ja Ciebie też, Aniu! :)
zgłoś