unoszę się jak balonik pod sufitem
niżej ciało niezbornie usiłuje
podeprzeć się wstać może usiąść
niby waga papierowa przypomina lekkość bibułki
niby orbituję ponad białym legowiskiem
a ciężaru nie utrzymują patykowate ręce
poruszające się niezgrabnie na wzór
długonogiego pająka który chce się wyplątać z własnej
sieci włosów już nie zbiera nikt z poduszki
niech zgęstnieje jak sitowie na wiosennym stawie
uchylasz drzwi
sprawdzasz czy unoszą się żebra na których skóra
przypomina pergamin możesz coś napisać
mowę odbiera każda wizyta
z uśmiechem otwierasz pudełko
tworzysz na dłoni kukiełkę i ćwierkasz
zobacz co tobie przyniosłem
nie mam siły rozciągnąć ust
7dni po 1 chemii włosy wypadły mi całkowicie. Nie kupiłam peruki. Teraz odrastają przy sterydach, to nie ma dla mnie znaczenia oby rak nie odrastał. Jeszcze 5 chemii i radioterapia. Wiersz bardzo rzeczywisty. Pozdrawiam
report
...
report
Co tam peruka czy brak włosów - wracaj zdrowa!!!
report
przytulam..
report
Ktoś pod tym wierszem napisał :Jeśli prawdziwy, współczuję. Jeśli wymyślony, gratuluję empatycznej wyobraźni. Powiem , że i prawdziwy i wymyślony. Nie dotyczy mnie / na szczęście/, ale cierpienie kogoś / nie koniecznie bliskiego/ jest moim cierpieniem. Dziękuję za czytanie i słowo u mnie:) Pozdrawiam.
report