jasne westchnienie złoci liście
porzucone kąpieliska z latarniami
ruchome piaski
ogrom wody i krzyk mew na spienionej bryzie
stoję jak zaklęta patrząc w dal
wiem że tam jesteś
moje myśli biegną po fali
czuję dotyk ust mam mokrą twarz
i sól na wargach
przepraszam zahuczało morze
ale to nie ono to łzy mają jego smak
szuwary falują jak schnąca na wietrze
zielona koszula
samolubne drzewa zrzucają liście
te niby kwiaty jesieni
spadając z gracją na dojrzały sezon
ścielą pod stopami nostalgię
spoglądam wstecz nie żałuję
westchnień które rozwiał wiatr
bo tuż za zakrętem z łagodnym spojrzeniem
przyczaiła się nadzieja
lubie ten wiersz Danus, ma klimat morza i jezior :) ale wiesz co nie wiem czy nie lepiej by bylo gdybys dwie ostatnie zwrotki nieco przestawila _milego:)
report
nie wiem, o jakim przestawieniu mówisz Krysiu
report
zaraz ci pokaze :)bo tuż za zakrętem, z łagodnym spojrzeniem przyczaiła się nadzieja ...tak mi sie plynniej widzi:)
report
e. dziękuję za podwójnego kciuka :)))
report
Szelka, mówisz, masz :)))))
report
hihi Danus, przez ta nasza namietna dyskusje o bryzie, umknela mi ta koncowka:)
report
to była taka umyślna inwersja, ale skoro Tobie lepiej się czyta, to przestawiłam.
report
wiem sie nie zrobilas tego przypadkowo, takie rzeczy ci sie zdarzaja, dlatego tak niesmialo poprosilam o zmiane :)
report
Jesteś kochana z tą swoją nieśmiałością hi hi...
report
:))) :))) :))) :)))
report
smiej sie smiej, jakbys nie wiedziala ze to prawda:)))))
report
świetna atmosferka wiersza, przeczytałam z przyjemnością:))
report
dziękuję :))
report
:)
report
dziękuję Darku za uśmiech, oczywiście w rewanżu przesyłam mój z podwójnym podbródkiem hi hi... :))
report
Lubię takie klimaty miło czytać i wczuć się :)))
report
elunia :))dziękuję :))
report