Marek Gajowniczek, 1 october 2013
Jechał do Łodzi autostradą,
a inny leciał do Gdańska.
Panowie lecą. Panowie jadą.
Warszawa będzie bezpańska.
Chłopcy - siłowcy przejmują długi.
Gościnny warszawski bruk.
Przenosi do nas swoje usługi
Matrix i obniża próg.
Panowie jadą. Panowie lecą.
Zegar się włączył ponownie.
Żadne ubytki zyskom nie przeczą.
Optymizm opuszcza spodnie.
Wkrótce się goła prawda pokaże.
Szanse odjadą, odlecą.
Dochód starannie liczą śmieciarze.
Poprawy szukaj ze świecą!
Marek Gajowniczek, 1 october 2013
Czas zawsze jest nieubłagalny
i ma naturę wredną.
Ten wybór dobry - ten fatalny.
Temu jest wszystko jedno.
Ten cieszy, a ten bardzo złości.
Ten korzyść da konkretną.
Wspierając partię bez przyszłości.
Nie trafisz nigdy w sedno.
Widzisz i trudno się pomylić,
że te obecne więdną.
Czekają młodzi swojej chwili.
Po władzę kiedyś sięgną.
Choćbyśmy nawet sto lat żyli,
wiemy, że gwiazdy bledną.
Przychodzi z czasem zmierzch goryli,
a świt rozbudza pewność.
Nic nie zatrzymasz i nie zmienisz!
Takie są koleje losu,
więc chociaż bardzo przeszłość cenisz -
nie marnuj swojego głosu!
Marek Gajowniczek, 1 october 2013
Najwyraźniej ten poeta
ma na muniu kuku.
Jeśli nie stanie na przetarg,
nie zobaczą druku
internetowe podrygi
i zabawy słowem.
Szkoda na niego fatygi.
Podejście niezdrowe.
Powinien znaleźć sponsora.
Wkraść się w jego łaski.
Tylko wyobraźnia chora
liczy na oklaski.
Rynek swoje ma zasady.
Uległość wymusza.
Bez ukłonu nie da rady.
To jest martwa dusza.
Inwestować trzeba umieć.
Pisać o dotacje.
Nie ważne, co masz w rozumie.
Innym przyznaj rację,
że bez łaski decydenta,
jesteś wykluczony.
Nie wyłoży nawet centa
na twoje androny.
Jakiś pean by się przydał,
lub podpis po listem!
Wtedy, być może byś wydał
drukiem wizje mgliste,
lecz sam widzisz -
styl niemodny,
rymy częstochowskie.
Taki już los niewygodnych -
zmiłowanie boskie.
Posłuchaj tego, co mówią:
Porzuć to pisanie!
Wydawnictwa cię polubią
i wsparcie dostaniesz!
Najwyraźniej ten poeta
ma kuku na muniu.
Mówimy mu o konkretach.
Honorem się uniósł.
Nie ma leku na mohera.
Nic mu nie pomoże.
Sam sobie drogę wybierał.
Ulituj się Boże.
Marek Gajowniczek, 30 september 2013
Zajrzała na "Do widzenia"
przepiękna, słoneczna, złota.
Koniec września opromienia,
wkrótce po niej przyjdzie słota.
Chce, by taką ją pamiętać -
roześmianą, kolorową,
zanim ją zabiorą Święta
burzą w noc listopadową.
Jeszcze z nami tu zostanie.
Zaczerwieni, żółć rozleje.
Dmuchnie liści tańcowaniem.
Zadymi i mgły rozwieje.
Igłami ostrych promieni
zmruży oczy, skrzywi twarze
i dawnym wyspom zieleni
wynieść stąd się nagle każe.
Nie zaszkodzą chmur wybryki
urokom polskiej jesieni.
Nawet groźne październiki
nie umiały złota zmienić.
Ma ogromną barw paletę.
Przebogata, malownicza.
Odejdzie, ale nas przedtem
zmiennością zechce zachwycać.
Marek Gajowniczek, 29 september 2013
W Hotelu Złamanych Serc
Gość śpiewał "Budzikom śmierć",
A ty się trzymałaś klamki.
Decyzja nie znosi mamki.
Już serce miałaś złamane.
Czekałem słowa - Zostanę!
Cokolwiek by się nie stało!
A radio o śmierci grało.
W pokoju straconych złudzeń
Wciąż szczęścia szukają ludzie
Zgubieni, jak my samotni,
Więźniowie serc - dożywotni.
Po ścieżkach jak wejście w grób
Nie zrezygnujesz już z prób
I zawsze będzie ci mało,
a radio grało i grało...
Bywają noce bez końca.
Ze stołów wszystko się strąca.
Pierwsze spadają budziki.
Nie umiesz żyć bez muzyki.
Z porankiem wrócił dylemat.
Mówiłaś - Stąd wyjścia nie ma!
Wyszliśmy razem przez ścianę.
Zostały serca złamane.
A w górze budzik terkotał
nad szklanym wyjściem z Marriotta.
Marek Gajowniczek, 29 september 2013
Wypaliły się ogniska wielkich napięć.
Aktywiści wykonali swe zadania.
Krytyk siedział długo w nocy. Jeszcze chrapie.
Przydałby się ludziom wiersz do przeczytania.
Koniec września bardzo złotem nie szafuje,
a niedziele zwykle są szaro-niebieskie.
Kryzysowo jeszcze nadal się świętuje.
Śmiech próbuje bezskutecznie zetrzeć łezkę.
Dzikie plaże nie wołają na spacery.
Odpłynęli pod żaglami Meksykanie.
Na bocznicy metalowe tkwią bariery.
Spadła cisza. Razem z nią oczekiwanie.
Złotopolscy nie chcą zwrotu i nadziei.
Może zbiorą jakieś resztki z Wielopola.
O przekrętach się nie mówi przy niedzieli.
Dominuje raczej pogląd - Boża wola!
Pod kościołem wydawnictwa Bashobory.
Darmo można dziś otrzymać wsparcia słowo,
a "Idziemy" raczej wzywa do pokory.
Zarządzenie odczytano dość nerwowo.
Wierszyk pewnie już nikomu się nie przyda.
Z porannego już się zrobił poobiedni.
Jeszcze wspomni: - Proszę uważać przy grzybach!
Jest niedziela. Jutro będzie dzień powszedni.
Marek Gajowniczek, 29 september 2013
Na Żoliborzu są zakątki ciche, stare.
Skulone okna z ciekawością patrzą w skwer.
Musiały widzieć przytuloną mocno parę.
Słyszały wszystko. Każdy oddech, każdy szmer.
Ja też pamiętam i wspominam. Czy dasz wiarę?
Nocne taksówki. Licznik już nie mieścił zer.
Późno kończyłaś nocny dyżur, jak za karę.
On zawsze czekał, aż siądziemy - ten nasz skwer.
Przygaszał lampę rozpaloną uczuć żarem.
Ławka w zieleni się zmieniała w marzeń łódź.
Na Żoliborzu są zakątki ciche, stare.
Wspaniałe miejsca, gdzie wspomnienia można snuć.
Marek Gajowniczek, 29 september 2013
Ludzie już przez skórę czują,
że nas wkrótce zaczipują.
Dobrowolnie lub przymusem.
Trudno przed techniką uciec.
Rozważają. Co to będzie?
Będą widzieć wszystko? Wszędzie?
Przyjadą obleśne typy
i będą zaglądać w czipy?
Aż przechodzą zimne dreszcze.
Tylko Bóg wie i gdzie jeszcze?
Mogą człeka wykorzystać,
nawet, gdyby nie chciał przystać.
Okropnej przyszłości wizja.
Mogą puścić w telewizjach,
albo ukryć na nas haka.
Nie ma zgody! Będzie draka!
Zaczipować? - Za nic w świecie.
Mogą podać nam w kotlecie?
Aplikować przy zastrzyku?
Wstrzelić po cichu, bez krzyku?
I co człowiek będzie znaczył,
jeśli władza go poznaczy
i pewnie sterować zechce?
Chcecie czipy? Bo ja nie chcę!!!
Marek Gajowniczek, 28 september 2013
Nie będzie marszu. Będzie jazda.
Ludzie mają być skołowani.
Przekona ich upadła gwiazda,
że nie głosuje się nogami.
Nie będzie marszu. Będą loty.
Zleci tu świat na Narodowy
i głośno uprzedzają o tym,
żebyś na wszystko był gotowy.
Nie będzie marszu. Będą mowy
o bezpieczeństwie i pogodzie,
że klimat nie jest wcale zdrowy,
byś nie przeziębił się narodzie.
Nie będzie marszu. Będą strefy
niedozwolone i zamknięte
dla zwykłych ludzi po to, żeby
gość mógł się witać z rezydentem.
Nie będzie marszu. Będzie Święto!
Ściągnięto policję i wojsko.
Marsze dlatego odsunięto,
żebyś zamilkła wreszcie Polsko.
A Niepodległość nadal będzie
i wolność wyjścia na ulicę?
Ograniczona i nie wszędzie!
Na puszczy możesz teraz krzyczeć!
Nikt teraz ludzi nie policzy
i nie usłyszy. Nie pokaże!
Rząd różne wersje już przećwiczył
i scenariusze złych wydarzeń.
To twoje Święto jest rodaku.
Świętuj i ciesz się! Bądź szczęśliwy!
Pamiętaj! - Nie od razu Kraków...!
I nie raz jeszcze się zadziwisz!
Marek Gajowniczek, 28 september 2013
Gitara.
Gitara.
Gitara.
Nie rusza mnie zupełnie nic!
Czego bym nie zrobił
i nie wie wiem, jak bym się nie starał?
Zostaje gitara
i śpiewa mi jak mam żyć.
Przejadła się już nuta stara,
a nowa chce jęczeć i wyć,
bo ona - zwyczajna Dagmara -
Odeszła.
Ze mną nie chce być.
Gitara.
Gitara.
Gitara.
Nie powiem jej jutro - Przyjdź!
Wiedziałem już o jej zamiarach.
Nie bardzo umiała je kryć.
I nie wiem, jak bym się nie starał?
Za cienka łączyła nas nić,
lecz pomyśl ty chociaż Dagmara -
Jak teraz bez ciebie mam żyć?
Gitara.
Gitara.
Gitara.
To przecież zwyczajny był zgryw.
Nie wyszło. Wiem - jestem fujara!
Lecz teraz połamać chcę gryf.
Nie mogę żyć w takich koszmarach.
Rozpaczy nie potrafię kryć!
Dagmara!
Dagmara!
Dagmara!
Posłuchaj! Ty za mnie wyjdź!
Terms of use | Privacy policy | Contact
Copyright © 2010 truml.com, by using this service you accept terms of use.
13 april 2026
wiesiek
13 april 2026
Jaga
13 april 2026
Jaga
12 april 2026
Sorrowhead (ex Cheval)
12 april 2026
wiesiek
12 april 2026
Jaga
11 april 2026
Sorrowhead (ex Cheval)
11 april 2026
wiesiek
11 april 2026
Sorrowhead (ex Cheval)
11 april 2026
Anthony DiMichele