Marek Gajowniczek, 29 june 2014
Po każdej prawie dyskotece
ta mała miała co wspominać,
ale tę ranną kąpiel w rzece
jakoś w pamięci czas zatrzymał.
Chłopaki wszystkie na waleta
i piersi stwardniałe od chłodu.
O wstydzie, skromności, sekretach -
rozmyślać nie było powodu.
Tylko ten dziwak na wakacjach,
który przyjechał tutaj z miasta,
był skrępowany, niby racja,
że ją tak gołą w wodzie zastał.
Zdjął bluzę. Wycierał do sucha
i wcale się jak inni nie śmiał,
a potem szeptał jej do ucha
i nie rozumiał słowa - przestań.
Szli potem długo skrajem szosy.
On plótł to samo - jesteś cudna,
a ona mokre miała włosy.
Nie chciała się wydawać nudna
i odepchnęła go ramieniem.
Nie usłyszała, że ktoś jechał.
Do dzisiaj żyje tym wspomnieniem,
ale przestała się uśmiechać.
Marek Gajowniczek, 29 june 2014
Dobrze jeszcze pamiętam hotel ze szkła.
Portier kłaniał się dwa razy a pas,
a fortuna wraz z nami pod rękę szła.
Ktoś wyjechał odkrywać gaz.
Nie tęskniłaś za bardzo, bo kasę słał.
Mogłaś sobie pozwolić na gest
i mówiłaś mi o nim - to tylko Jamał,
a ja dobrze wiedziałem jak jest.
Oczekiwałem kiedyś rozstania
ten układ wiecznie nie mógł tu trwać.
Choć wszyscy byli innego zdania,
wciąż zachęcałaś - przy mnie się kładź.
To się wszystko zmieniło jednego dnia.
Zobaczyłem, że z nami jest Bóg.
Można było otwarcie głośno się śmiać
z papierosów "Kosmos" i "Drug".
Facet śpiewał o zębach wbijanych w mur.
Helikopter na dachu siadł,
a Żoliborz się cały zamienił w chór.
Jamał został na kilka lat.
Oczekiwałem wtedy powstania,
ale w podziemiach puścili gaz.
Wódka na kartki wciąż była tania.
Handlować trzeba następny raz.
Po tym handlu dziś zobacz - Jak teraz jest?
Tylko więcej w hotelach jest rur.
Zaprosimy znajomych na skromy chrzest,
gdzieś przy grillu pod dachem chmur.
Potem może nas skryje londyńska mgła
zamiast snów o dalekim Times Square
i zostanie nam tylko piosenka ta,
epitafium po PRL.
Marek Gajowniczek, 28 june 2014
Wpadniesz w szranki niespodzianki,
kiedy puste dotąd szklanki
wypełni czerwone wino.
Nie dokazuj tak dziewczyno.
Gdy upijesz odrobinę
nie odstąpisz od pucharu.
Silnie wiąże winę z winem
pnącze chęci i umiaru.
Pewnie miła nie dasz wiary
gardząc spojrzeniem pochopnie.
Myśląc o kimś - Jest już stary.
Kusisz przesadnie zalotnie.
A z tego dokazywania,
gdy jesteś rozanielona,
nic już ciebie nie osłania
i możesz być zaskoczona.
Wpadniesz w szranki niespodzianki,
kiedy puste dotąd szklanki
wypełni czerwone wino.
Nie dokazuj tak dziewczyno.
I horyzont się zachwieje,
kiedy - Porzućcie nadzieję...
w otwartym wejściu zobaczysz.
Pewność siebie nic nie znaczy.
Może się okazać głupstwem,
a być może trudną próbą.
Gdy się spotka starość z bóstwem
nie rozważa nic za długo.
Gdy upijesz odrobinę
nie odstąpisz od pucharu.
Silnie wiąże winę z winem
pnącze chęci i umiaru.
Marek Gajowniczek, 28 june 2014
Małym ludzikom mało potrzeba.
Skrawek wolności. Przychylność nieba.
Miseczka zupy i dach nad głową.
Utworzą wtedy społeczność zdrową.
Czasami wznoszą wielkie okrzyki,
kiedy ktoś z władzy, lub polityki
małym ludzikom prawdy nie mówi.
Wówczas powstają. Stają się grubi.
Naładowani są zaciekłością.
Wtedy potrafią już większym gościom.
Zaleźć za skórę. Sprawiać kłopoty.
Władza nie zawsze pamięta o tym.
Wielkie postacie światowej sceny
całkiem odmienne mają problemy,
bo muszą stale pilnować władzy,
a są to zwykle królowie nadzy.
Wstydzą się tego. Pragną zakrywać.
Zasłania władzę wizja fałszywa,
a bez niej nawet wielcy przywódcy
staję się nagle bardzo malutcy.
Rządy mikraków pośród malutkich
zazwyczaj trwają przez okres krótki.
Budzi się wówczas powszechna złość.
Ci, co urośli okrzykną: - Dość!
Nie odda władzy nikt dobrowolnie.
Czasem się nawet kończy na wojnie.
Wtedy zjawiają się potężniejsi.
Wskażą, kto większy i świat się kręci.
Malutcy ludzie znów mają mało.
Cisi, spokojni, zgodni podziałom.
Cieszą się zdrowiem, życiem i sobą,
aż się fałszerstwo zjawi na nowo.
Marek Gajowniczek, 28 june 2014
Padająca ściana i Junkers jak ptak.
Czekaliśmy. Zmiana. Ale, że aż tak?
Że wszystko powróci w wersji aż tak groźnej
i odda nas władzy przeklętej, bezbożnej.
Znowu mamy w oczach to "Arbeit macht frei",
ale pracy nie ma, tu gdzie miał być raj
i wolność się kurczy i czołgi na wschodzie.
Bezradność cię niszczy cierpliwy narodzie.
Zły los nam przedwcześnie pozabierał Ojców
i Matkę chcą zabrać i myślą na końcu
jak załamać Ducha, co w piersiach się chowa
byś była unijna, jak byłaś ludowa.
I kto Ciebie teraz przed mocą obroni,
gdy róg zagubiony i Zygmunt nie dzwoni,
a scena jest brudna diabelstwem zamorskim
i rząd nawet mówi, że nie ma już Polski.
Podnieśliśmy z gruzów upadłą tu ścianę
i miało być wszystko ojczyste, kochane,
wykształcone, nowe, radosne dokoła,
a wszystkie tu soki wypiła jemioła.
I pójdziesz nieszczęsna pod władanie Junkra.
Sama, dobrowolnie, bez drutów, bez bunkra,
bo takie jest prawo, a rząd trzyma pałę.
I będzie mizerne, co było wspaniałe.
Ostatnia nadzieja w tych chłopcach, dziewczynach,
które wciąż pytają, co tutaj ich trzyma?
Mimo beznadziei i ruiny domu.
Oni tego kraju nie dadzą nikomu!
Marek Gajowniczek, 28 june 2014
Zorganizowana grupa przestępcza
zamierza nas w mediach zamęczać
wesołą reklamą stałą:
"Polacy! Nic się nie stało!"
Rząd przez nią atakowany
za ścianą reklam schowany
pośpiesznie uczy się manier -
jak trunki zestawiać z daniem.
Bińkowską szef ABW
sztuk walki uczy kung-fu,
a cała firma Kulczyka
w bokserskich ćwiczy u unikach.
Sienkiewicz oraz Sikorski
już mieli gotowe wnioski,
lecz odłożyli na potem,
bo mogły być dziś kłopotem.
Nagrania są już dowodem
i to jest głównym powodem,
że nie przeciśnie się mysz.
Nad śledztwem jest cisza cisz.
Zostało kilka miesięcy
żeby to wszystko odkręcić
i zatrzeć szybko ślad obcy,
co właśnie czynią ludowcy.
A premier otrzymał wsparcie
i teraz zamiast na Malcie
już wszędzie będzie wesoło,
bo prawdę obwozi się gołą.
Wyświetli się lub odczyta.
Pokaże gest sodomita.
Postraszy się młodzież pałą.
"Polacy! Nic się nie stało!"
Marek Gajowniczek, 27 june 2014
Wiele na pewno miałeś powodów,
By nas uczynić Hiobem narodów.
Za naszą pychę, złe spowiadanie.
Ciebie prosimy:
Wróć wolność Panie!
Może cierpimy za w błędzie trwanie,
Za wieczne złego tolerowanie.
Za pozwolenie: - Niechaj zostanie!
Ciebie prosimy:
Wolność wróć Panie!
Może gościnność była za duża.
Już nie chcieliśmy u nas Przedmurza.
Złe było nasze o wiarę dbanie.
Ciebie prosimy:
Wolność wróć Panie!
Nie broniliśmy niebieskich darów
I sprzedaliśmy dla groszy paru
Cały dostatek przez zaniedbanie.
Ciebie prosimy:
Wolność wróć Panie!
Dopraszaliśmy się o cierpienie.
Wybieraliśmy głuche milczenie
Patrząc na kradzież i szabrowanie.
Ciebie prosimy:
Wolność wróć Panie!
Wciąż nie chcieliśmy burzyć ulicę.
Rząd oddaliśmy za soczewicę
I kraj nasz cały w Unii władanie.
Ciebie prosimy:
Wolność wróć Panie!
Wciąż pragnęliśmy, by była zgoda.
Braci widzimy w innych narodach,
Choć rozpętują wojenny taniec.
Ciebie prosimy:
Wolność wróć Panie!
Nasi żołnierze skuszeni złotem
Wracać już pewnie mają ochotę,
A ciągle trwają gdzie zabijanie.
Ciebie prosimy:
Wolność wróć Panie!
Sami niczego już nie możemy,
A jeszcze dawnej wolności chcemy,
Która tu była krótkim świtaniem.
Ciebie prosimy:
Wolność wróć Panie!
Odeszła od nas niezwykle prędko.
Teraz w modlitwie z Naszą Panienką
Prosimy Syna o Królowanie:
Ciebie prosimy:
Niech tak się stanie!
Marek Gajowniczek, 27 june 2014
Premier zmarszczył brew.
Spojrzał na ławy.
Skrzepła w żyłach krew
panom łaskawym.
Premier zmarszczył brew.
Nie będzie głosów wbrew.
Tupot miękkich nóg
przez salę przeszedł.
Nie przeszkodzi wróg
fali rozgrzeszeń.
Jest wyborczy próg.
Przyjechał ten, kto mógł.
Premier spojrzał w głąb
i zmarszczył czoło.
Naruszony zrąb.
Nie jest wesoło.
A sprzeciwu lont
wygasi wkrótce sąd.
Tupot miękkich nóg
przez salę przeszedł.
Nie przeszkodzi wróg
fali rozgrzeszeń.
Jest wyborczy próg.
Przyjechał ten, kto mógł.
Premier otarł skroń.
Otrzymał wsparcie.
Żadne - Boże broń!
Żadne rozdarcie.
Opozycję goń.
Została strachu woń.
Tupot miękkich nóg
przez salę przeszedł.
Nie przeszkodzi wróg
fali rozgrzeszeń.
Jest wyborczy próg.
Przyjechał ten, kto mógł.
.
Marek Gajowniczek, 27 june 2014
Przestały cieszyć mnie wakacje.
Sam nie wiem kiedy to się stało.
Czy winić za to demokrację?
Wakatów dużo - pracy mało.
Przestały mi zaprzątać głowę
plany wyjazdów, stosy map,
gdy słońce stało się niezdrowe
i niebezpieczny stał się świat.
Przestało lato mieć znaczenie
i wczasowiska Raj, czy Eden,
gdy wszystko skupia się na cenie.
Benzyna może być po siedem?
Przestałem nawet mieć nadzieję,
że to się szybko może zmienić,
gdy dookoła wszystko złe jest,
a ludzie władzy policzeni.
Wynik był bardzo jednoznaczny
i przewaga trzydziestu głosów.
Wie każdy obserwator baczny:
Zmienić niczego już nie sposób!
Trzydziestu "Spartan" wystarczyło.
Sejm - nasze polskie Termopile.
Znowu zrobiło się niemiło,
a wakacje już są za chwilę.
Marek Gajowniczek, 27 june 2014
Bildenbergi i B'nai B'rith
urządzili polski szczyt.
Rozmawiali o murzynach.
Tak ta sprawa się zaczyna.
Temat wyciekł na ulicę.
Usłyszano w Ameryce
i to gdzie? Aż w Białym Domu.
Ucieszył się z tego komuch.
W Ameryce nie wypada
o murzynach opowiadać.
Gorzej jest udawać franta
przy darczyńcach i aliantach.
Gadali tak nie bez racji,
ale z takiej dyplomacji
w politycznej poprawności
nie toleruje się gości.
W Nowym Yorku i w Lizbonie,
w kamerach przy Cameronie,
w żadnej wielkiej demokracji
nie usiądą do kolacji.
Apetyty mieli duże,
ale w alkoholu chmurze
za dużo się nieraz gada.
Czasem z loży coś wypada.
Słowa i w dyskretnych szmerach
mogą trafić do kelnera.
Ober zaniósł je do prasy.
Ot, kultura! Takie czasy!
Terms of use | Privacy policy | Contact
Copyright © 2010 truml.com, by using this service you accept terms of use.
10 april 2026
Jaga
10 april 2026
Jaga
9 april 2026
wiesiek
8 april 2026
Jaga
8 april 2026
wiesiek
7 april 2026
wiesiek
6 april 2026
wiesiek
6 april 2026
eL. Marandhie
6 april 2026
eL. Marandhie
5 april 2026
wiesiek