Poetry

SynMarnotrawny
PROFILE About me Poetry (13) Prose (1)


SynMarnotrawny

SynMarnotrawny, 26 july 2021

Lalunia

Znałem kiedyś lalę, pozowała, kucała,
próbowała pisać. Niezła była, muszę przyznać, miała
to coś, jednego nie lubiła – seksu.

Wybiegła kiedyś w nocy nie zabierając kluczy.
Podobno byłem niedelikatny. Kurwa, żona,
która zdradza męża mówi to kochankowi. Ja pierdolę,
mamy jeszcze w w kraju niewinne dziwki.

Czytałem jej wiersze, żenadę wpisaną w portal.
Admin pewnie ziewał zatwierdzając. Teraz odkrywam ją na nowo –
no no, nieźle sobie poczyna. Jak to nieładnie znęcać się nad
lolitką w kwiecie wieku.


number of comments: 1 | rating: 0/1 | detail |


SynMarnotrawny

SynMarnotrawny, 26 july 2021

Mamy tak wiele wspólnego, więc już mi nie kłam

Wiem, że pieniądze niczego nie zmienią. Jednak wysyłam.
Nie wstydź się prosić o więcej, bo jesteśmy razem, i nie mów,
że tylko czasami.

Niedługo wyjadę, odszukać cienie przeszłości nie jest tak prosto.
Zostawię za sobą niedokończone inwestycje, wasze miejsce na ziemi.
Ale, czyż nie jest zadaniem faceta zbudować dom i spłodzić syna?
Zasadzić drzewo? Nie pozwól się wyręczyć nikomu.

Telefon od ciebie złamał mi serce, matka ostrzegała, że sam to kiedyś
przećwiczę. Małe dziecko, mały kłopot, duże… sam wiesz. Nie umiem
za ciebie przeżyć życia, nawet za siebie nie potrafię.

Nie odpisuj, że kasa dotarła. Nie kłam, że jesteś wdzięczny.
Chcę tylko wiedzieć, czy dalej dasz już radę sam, otoczysz rodzinę
ramieniem i zetrzesz ich troski
w proch.


number of comments: 0 | rating: 0/0 | detail |


SynMarnotrawny

SynMarnotrawny, 25 july 2021

Przecież nie ty

Kiedyś poszukam twoich ust,
spojrzenia wtulonego w koc,
i wiem,

zapłacę wysoką cenę za lata milczenia,
za niemoc, za porzucenie marzeń,
ale,
kto z nas jest bez winy,

które wyciągnie dłoń
pierwsze?


number of comments: 0 | rating: 0/0 | detail |


SynMarnotrawny

SynMarnotrawny, 24 july 2021

Czas umierać, czy narodzić się na nowo?

Zawsze prosiłaś, bym zajmował się tylko tobą, dziesięć sekund,
czterdzieści w pogoni do nieba – wszystko to nasze. Nikt
nam nie powie, co jest ważne. Nikogo nie zaprosimy, sama wiesz
– kurewstwo mamy we krwi, to taka nowa zasada w fizyce –
zachowanie przyzwoitości.

Przeklęte słońce próbuje rozerwać mój czas, tu na wsi jestem
bogiem. Wstaję, gdy pieją koguty, idę spać, bo kończy się whisky.
Facet po przejściach ma tylko parę minut na golenie, bo jak wyglądamy,
tak ocenia nas wieś. I wierz mi, to bardzo ważne.

Odziedziczyłem wszystko po mamie – wredność, własne zdanie,
krytyczne podejście do małżeństwa, ale te miliony, zaklęta kasa,
zwyczajnie odebrała mi rozum. Nie wierzyłem, że tak łatwo można to mieć,
na wyciągnięcie ręki morze marzeń. Mamo, nigdy mnie nie kochałaś,
skąd więc ta kasa?

Na mojej ulicy mieszkali cyganie. Zdarzało mi się uciekać z domu.
Osmalony dymem z ogniska dostawałem lanie. Ojciec wojskowy.
Matka uciekała do sypialni. Siostra miała to gdzieś, a najmłodszy braciszek, dzisiaj rozchwytywany model, spał. Byłem sam.
Muzyka, mogłem wyobrażać sobie koncerty, szkicować skrzypce,
nauczycielka nie lubiła moich oczu. Gapiłem się nieprzyzwoicie.

Zapada wieczór, nad lasem ucieka ostatni promień słońca,
czuję zapach ogniska. Gdzieś tam młodzi przytulą miłość.
Dziś policzę spadające gwiazdy. Rozpalona wyobraźnia zanurzy się
w alkoholu, odpłynie.
Cóż nam pozostanie, gdy zabraknie marzeń?


number of comments: 0 | rating: 0/0 | detail |


SynMarnotrawny

SynMarnotrawny, 22 july 2021

Daj się namówić, dziewczyno, na bezpowrotny rejs

Skąd tu się wzięłaś? Nie pamiętam zbyt wiele,
ale… Malutka, zobacz sama – stary, zgorzkniały,
nawet nie chcę, a muszę – pryk.

Twój facet pewnie kupuje kwiaty, mamusia zaklina
rzeczywistość, i tylko ojciec spokojnie ogląda mecz.
Nie cofniesz czasu, nie zestarzejesz na życzenie – młodość,
to dar Boga, ulotność zaklęta w w magii.

Przyjechałem, by zapomnieć – żona, wieczność bez seksu,
dzieci, zapatrzenie w kasę, przyjaciele śledzący karierę.
Czy chciałbym miłości? Dziecko, kogo dziś na to stać?
Bezinteresowność to towar z najwyższej półki.

Jestem tylko zmęczonym wędrowcem – żadna przystań
nie lubi starych łajb.


number of comments: 3 | rating: 0/2 | detail |


SynMarnotrawny

SynMarnotrawny, 21 july 2021

Nie pozwól mi zasnąć

W drobnych sprawach jestem dokładny,
nienawidzę wydawanej reszty, liczę grosze,
a jednocześnie na whisky wydaję fortunę.

Urlop na żądanie. Jakiś zapach, piżmo?
Znowu się rozmarzyłem – nie wrócisz.
Od jutra zapowiadają upał.

Paznokcie, dźwięk na kryształowej szklance,
bezcenna linia twoich palców. Nie dopinasz bluzki.
Wypisz mi certyfikat na wyłączność.

Mam wolny wieczór, i
pełną butelkę.


number of comments: 7 | rating: 0/4 | detail |


SynMarnotrawny

SynMarnotrawny, 17 july 2021

Hawana i pokój u „Kruka”

Nawet nie wiesz, jaką odczułem ulgę czytając,
że spłonęły nasze zdjęcia. To był mój błąd – całe to
pozowanie, naginanie czasu, śmieszne przebieranki.
Pokazałaś, co potrafisz. Nigdy już nie zastąpisz mi marzeń.

Stąpasz po ściernisku, kaleczysz stopy. A spadanie
to tylko grawitacja, i nie warto się kłócić. Sięgając gwiazd
ponosimy ryzyko. Wykupiona polisa to czarna dziura.
Pochłonie wszystko.

Zapamiętamy koniec, początki zamaże wiatr.
Popatrz na te dłonie nie nawykłe do pracy, pustkę po obrazie.
Gdzieś tam zasypiasz, rozkołysana w autobusie donikąd,
śnisz na jawie. Nie potrafię tego zatrzymać.

Życie to równanie z jedną niewiadomą. Z pozoru proste,
lecz możliwości wiele. Rachunek operatorowy to, czy
zwykła wyliczanka? Uwielbiam magię wielkich liczb.

Wstyd się przyznać, ale gdzieś tam, w głębi duszy,
zawsze czekałem na cud.

Pamiętam twój smak, rozchylone poły płaszcza,
ciemny pokój i bicie serca. Poczułem się wtedy taki śmieszny
– byłaś tu dla mnie, i przecież nie musiałem niczego wymuszać.
Prosić.

Uratowało mnie milczenie, palce we włosach i neon za oknem.
Mrugał niestrudzenie, jakby nic się nie stało. Za oknem Hawana.
Muzyka i bal. Tego wieczoru tańczyliśmy w milczeniu.
Coś jednak popsułem. A ty pokazałaś, co tak naprawdę potrafisz.


number of comments: 0 | rating: 0/0 | detail |


SynMarnotrawny

SynMarnotrawny, 16 july 2021

Kiedyś to opiszę.

Jak wydobyć odcień pejcza,skóry, która tyle przeszła,
drogi mlecznej, spalonej nadziei – tak, to trudne,
ale nie mów, że niewykonalne. Namaluj mi to, czego
nie opisałem?

Zobacz – rozmazana szmira na firmamencie nieba,
brudna kałuża – tam złoto przemienia się w zło.

Mówią, abym pisał ładnie, smaczne słowa podawał
na deser i nie kasował raz wypowiedzianej myśli,
wtopił się w pejzaż, przekazał znak pokoju, a
oponentów utulił do piersi.

Nie chcę malować róż, bo tylko ich kolce uznaję
za piękno natury. Mam takie miejsce, gdzie chowam
stare tatuaże i kartki świąteczne. Pajęcza sieć
oplata tam sny, a łagodność zdmuchuje kurz.

Cóż mogę powiedzieć. Nie wracam. Wśród mgieł
zagubione słońce iskrzy szmaragdy, rozmienia
miliony kolorów. Zasypane liśćmi ścieżki ożywają
na wietrze, twoja twarz w konarach drzew.

Siedzę, i piję. Gdzieś w zagajnikach odgaduję
obecność sarny. Gdy zasypiam otulony kocem,
ktoś otwiera drzwi. Do środka wpada sen o plaży,
o dziewczynie w bieli i zapachu kawy.


number of comments: 0 | rating: 0/0 | detail |


SynMarnotrawny

SynMarnotrawny, 13 july 2021

Ona bez skrzydeł

Spotkałem cię na plaży, nagość – forma bycia bogiem.
To w końcu mój kawałek nabrzeża,
weszłaś tu nieproszona i dobrze, że też byłaś
naga.

Nie przypuszczałem, że kształt dupci
doprowadzi do ekstazy. Kurwa, ależ mnie wzięło.
I ten rower – mam problem z nogą, a on, ten rower,
pewnie jeździ sam.

Nie mów, że jesteś tu przypadkiem. Za dużo,
jak dla starszego pana, za mało dla młodzieńca,
ale w sam raz dla męża. Mężatka? Nie.
Za młoda, jak na moje marzenia.

Lubisz rozmowy do rana? Nie mam słów,
by cię zatrzymać. Nawet nie spróbuję.


number of comments: 0 | rating: 0/0 | detail |


SynMarnotrawny

SynMarnotrawny, 9 july 2021

Na poddaszu nieba

Dziś byłaś inna – delikatnie niewinna. Dlaczego mi to robisz?
Prosiłem o odrobinę uwagi, ale ta burza, gradobicie i uśmiech,
zabija czas, prosi o jeszcze. Nie potrafię zatrzymać wiatru,
o błyskawicy wiem tylko jedno, że strach, ale to dzisiaj, proszę,
mam zacząć pisać pamiętniki? Tego chcesz?

Wyobraź sobie małego chłopca na poddaszu – strych pachnie smołą,
skrzypią deski, samotność przezwycięża ciekawość. I te malutkie serce,
które wciąż bije. Zobacz co widzą jego oczy, dlaczego zamyka je, by
nie uciec. Dlaczego łapczywie łapie oddech.

Moje życie to wielka gra – o wszystko, czego nie znałem, o wiarę,
że można, o smutek, że nie dosięgnę nieba. Nie śmiej się. Trzeba odwagi,
by wyznać słabość, rozewrzeć ramiona i odsłonić pierś. Uczono mnie –
uwierz w siebie, instynkt pozwoli ci nie upaść, odnaleźć siebie.

Kiedy wyszłaś z łóżka, naga, spocona, pachnąca spermą – pomyślałem,
że mógłby skończyć się świat, głupcy będą się ślinić, kokoty puszyć pióra,
a zwyczajny facet pójdzie się odlać. Byłaś dziś inna.


number of comments: 0 | rating: 0/0 | detail |



10 - 30 - 100  




Terms of use | Privacy policy | Contact

Copyright © 2010 truml.com, by using this service you accept terms of use.


contact with us






Report this item

You have to be logged in to use this feature. please register