czasami sobie pozwalam na przeszczep
szalonych myśli wizjami nibylandii
z lekkością ptaków
wznosząc głowę ponad nieśmiertelny mur
niepodobny do miasta buszuję w zieleni
tętno płynie wtedy początkiem lipca
łanami zbóż ubrany jedynie w płaszcz
w kolorze nadziei szukam na wskroś
dźwięków fortepianu ukrytych w kłosach
miłości zaplątanej w niezapominajki
ewolucji przesłań spotykanych we śnie
ciebie
która delikatnie aczkolwiek z premedytacją
naruszasz równowagę nocy
a potem
potem to już jest jak zwykle
pomyślane drogi jedynie niepokojem
Eloi Eloi lama Sabachtani
krzyczę wniebogłosy
świat jest taki bezczelny
ekranizuje niechcianą natychmiastowość
i znowu stąpam po ziemi
jak czarno-biały anioł
pazurami uczepiony nieba
tak ciężko się wraca...z chmur
zgłoś
wystarczy wzlecieć ku słońcu, ponad chmury, wosk topnieje... i wtedy łatwiej wrócić Haniu... :)))
zgłoś
kiedyś uda się nie wrócić ...:)
zgłoś
...niejeden jeszcze początek lipca...a kłos ten dzierży Berenika...:)
zgłoś
:))) ...
zgłoś
a wiesz, że Cie łatwo ..."z lekkością ptaków"
zgłoś
pozdrawiam Drwalu... :)))
zgłoś
nie może być lepiej, jak tak wysoko :)))
zgłoś
guccilittlepiggy ... witam... możesz uzasadnić swojego minusa? ... pozdrawiam... :)))
zgłoś