Marek Gajowniczek, 24 września 2013
Zaraziło mnie mych dzieci pokolenie,
które wcale się nie lęka trudnych dróg,
więc kupiłem... i mam miejsce na tandemie.
Poszukuję pilnie pary niezłych nóg.
A czy pani by nie miała czasem chęci?
Zawsze w weekend bym podjechać tutaj mógł.
Z przyjemnością moglibyśmy potem kręcić.
Poszukuję pilnie pary niezłych nóg.
Mogę kręcić albo z przodu, albo z tyłu
i kierować wspólną jazdą, albo nie.
i przyspieszę, kiedy powie pani - przyłóż!
Całkiem niezłe są te pani nogi dwie.
Trochę głupio jeździć solo na tandemie.
Późna jesień, ludzie chodzą gdzieś po grzybach.
Człowiekowi już w krew weszło to kręcenie.
Pojedziemy? Ta natura aż porywa!
Marek Gajowniczek, 23 września 2013
Do koryt codziennych wróciło pełzanie.
Odetchnęła władza i oczekiwanie.
Pożółkły nastroje jesienne i chłodne,
zwyczajne, codzienne, wczorajsze, niemodne.
Nie mogą być inne, bo nie ma przychodu,
a jest sprzeciw ludzi i całych narodów,
których to pełzanie najbardziej dotyka.
Medialnego wsparcia szuka polityka,
lecz jest coraz trudniej i nie jest atrakcją,
gdy grozi tyranią, lub jest demokracją.
Często macha ręką i róbcie, co chcecie -
jesiennym kłopotom pozwala na świecie.
Powraca mozolne, codzienne pełzanie
i ślad swój zostawia myślami o zmianie,
a zmiany, jak na złość, przebiegają w mediach,
więc cyrk się rozpada, a teatr spowszedniał.
Za oknem pochmurnie, jesiennie, ospale,
i życie też pełznie wciąż dalej i dalej.
Marek Gajowniczek, 23 września 2013
Nowa ewangelizacja!
Na co komuś stara?
Od tej starej
wielu ludziom
uleciała wiara.
Lecz ja także stary jestem
i z każdym dniem starszy,
więc tej starej mi na starość
zupełnie wystarczy.
Nową niechaj młodzi mają.
Nie zacznę odnowa.
Niech nawet stale pytają
gdzieżem się uchował?
Odpowiedzi miewam piękne:
U Matki za piecem!
A przy tym jeszcze uklęknę,
Matce ich polecę!
Już przy starej pozostanę.
Idź złotko do złota!
Już taki ze mnie baranek,
a może niecnota?
Marek Gajowniczek, 23 września 2013
Kto jest muslim - może wstać!
Muslim nie musi się bać!
Niewierny musi się wstrzymać!
Łaska tylko dla muslima!
Zabrnęłaś w to Europo
za daleko, za głęboko.
Dobrego już wyjścia ni ma!
Łaska tylko dla muslima?
Powiał wicher groźny, nowy.
Bez wartości życie, głowy.
Nikt się w gniewie nie zatrzyma.
Nie ma łaski dla muslima.
Kto jest przeciw? Kto jest za?
Za daleko zaszła gra,
a może pójść jeszcze dalej.
Kto jest muslim? - Wskaże palec.
Marek Gajowniczek, 23 września 2013
Nie wszystko idzie, jak być miało.
Zawiodła czarna magia voodoo.
Na Bliskim Wschodzie znów zagrzmiało
i poruszenie jest wśród ludu.
Nie wszystko idzie, jak być mogło.
Zbiera znów żniwo klątwa mumii.
Ta wojna jest okrutną, podłą.
Wielcy nie mogą być z niej dumni.
Nie wszystko idzie tam, gdzie chciano -
z rezolucjami za kulisy.
Kto winny? - dawno zapomniano.
Każda ze stron zbiera podpisy.
Przed taką opcją przestrzegano:
Może się wyrwać spod kontroli.
Za bardzo precyzyjnie chciano
ukryć tę prawdę, która boli.
Marek Gajowniczek, 22 września 2013
Dawno temu proszę pani, to byliśmy zakochani.
Przejść na ty, jak kiedyś, dawno, czy bym mógł?
Inni będą tym zmieszani, lecz jak dawniej, proszę pani,
poszukamy sobie przecież różnych dróg.
To być może krepujące, że nie zawsze świeci słońce,
a nie każdy dziś świat cały ma u nóg.
Ja pamiętam czasy stare. Przypominam - jestem Marek,
jeden spośród uniżonych zawsze sług.
Jeszcze bez wieńca na skroni. Nie ze służby. Nie od koni.
Ten od wierszy - od świątyni i dumania.
Chyba w sześćdziesiątym czwartym... ten nachalny i uparty
i niewarty, może przez to pamiętania.
Papierosa? Bardzo proszę, a ja wciąż w pamięci noszę -
Pani wtedy w znanym filmie grała rolę.
To był może zbytek łaski.Te śmieszne skarpety w paski
i obcasy szurające wciąż po stole.
Te okrągłe okulary, jeszcze kilka wspomnień starych...
Już nie będę się rozczulał, nie ma sprawy.
Przepraszam zabrałem chwilę, wtedy każdy - jak motylek.
Było lato i ten piękny park - Puławy.
Marek Gajowniczek, 22 września 2013
W centrum handlowym w Nairobi
kupował Obi-Wan Kenobi,
gdy naraz na gumowych łódkach
spadł z nieba desant przy wódkach.
Wylądowali piraci!
Koniecznie chcieli zapłacić,
choć sami są niepijący.
Kenobi schował się w kącik.
Śledził nieboskłon dokładnie.
Czy jeszcze coś z góry spadnie?
Przeleciał głos z Pakistanu:
"Zwolniony szef Talibanu,
by w Gazie zatoki natarł,
bo właśnie zjawił się katar
transportem oenzetowskim."
Kenobi wyciągał wnioski.
Miał w bazie swej marynarki
nowy karabin na kwarki
i miecz świetlisty - składany.
Przesunął się bardziej do ściany.
Czekał na rozwój wypadków.
Miał już ten odruch po dziadku.
Mówił mu kiedyś, ten z Kenii,
że trzeba metryki zmienić
i wtedy w centrum handlowym
zjawi się ktoś całkiem nowy,
prawdopodobnie z Hawajów.
Kenobi znał wiele krajów
i karaibskich piratów.
On jeden mógł pomóc światu -
wrócić mu spokój Angela,
lecz właśnie była niedziela
i pewnie zaspała moc.
Już grzano, bo chłodna noc.
Nie było nic w telewizji.
Kenobi był już na wizji,
więc krzyknął, by moc obudzić,
ale już wcześniej do ludzi
dotarł ten przekaz z Nairobi.
Widzieli wszyscy co robi.
I nikt się nie chciał rozłączyć.
Obi-Wan wiersz musiał skończyć.
Marek Gajowniczek, 21 września 2013
Pan Brzeziński
okiem świńskim
popatrzył na Polskę.
Kraj frontowy,
buforowy -
szkoda wspierać wojskiem.
Rola taka,
jak zderzaka -
będzie wstrząs za wstrząsem.
Pan Brzeziński
kabotyński
uśmiech ma pod wąsem.
Ma nazwisko
i to wszystko.
Skojarzenia z brzozą.
Dopust boży.
Miejsce w loży,
gdzie go wkrótce złożą.
Marek Gajowniczek, 21 września 2013
Sikający na znicze
znowu zaczęli krzyczeć.
Komuś z rządu wypadła podpaska.
Problem sam się rozwiąże.
Znowu można niemądrze.
Dokazują od Saska do Laska.
Kartoflana satyra.
Teraz dama - nie zdzira
podejmuje waleczną próbę,
a jej przyboczna gwardia
spadła nisko - do radia,
a niektórzy aż na YouTube.
Pokazali się dzielni.
Partyjni - przykościelni
teraz w bardzo przeróżnych odcieniach.
Rządu stanowią tarczę,
byle tylko tu Marszem
nic nie skracać! Nie daj Boże zmieniać!
Marek Gajowniczek, 21 września 2013
Przekraczając próg już nie będziesz mógł
cofnąć żadnej chwili.
Wcześniej cię prosili, byś się zastanowił.
Pochopnie nie robił żadnych dalszych kroków.
Nie było widoków i najmniejszych chęci.
Już się nie wykręcisz, gdy się nie zatrzymasz
i żadna przyczyna ci nie wytłumaczy,
że mogłeś powstrzymać nastroje rozpaczy,
które ciebie także, aż nad krawędź pchnęły.
Teraz jest ta chwila. Sekundy minęły.
Zegar cicho tyka. Liczy czas spokojny.
To zwykła praktyka - stan wewnętrznej wojny,
która od nastrojów musi przejść do czynów.
Z wielkich zrobi niskich, a z małych olbrzymów.
Nie zdołasz przewidzieć wzrostu zagrożenia.
Znasz już plany, próby i widzisz ćwiczenia.
Choć będziesz ostrzegać, niczego nie zmienisz.
Próbujesz się nie bać. Są już naznaczeni.
Nadzieja jest w Bogu. Erupcja być musi.
Stanąłeś na progu. Wiem, już nie zawrócisz.
Tak im łatwo poszło w tamtą noc grudniową.
Dziś o wiele szybciej sytuację nową
rozwiąże technika i sprawna kohorta.
Przemówi z ekranu uśmiechnięta morda.
Nazwie cię faszystą i obarczy winą.
Wciąż się zastanawiasz, lecz ten czas już minął.
Za daleko zaszło. Przekroczyłeś próg.
Nawet gdybyś jeszcze swój czas cofnąć mógł,
nie ułożysz w głowie żadnej innej strofy.
Miał być próg nadziei, widzisz - katastrofy.
Regulamin | Polityka prywatności | Kontakt
Copyright © 2010 truml.com, korzystanie z serwisu oznacza akceptację regulaminu.
13 kwietnia 2026
wiesiek
13 kwietnia 2026
Afrodyta
13 kwietnia 2026
Jaga
13 kwietnia 2026
Jaga
13 kwietnia 2026
Sorrowhead (ex Cheval)
13 kwietnia 2026
wolnyduch
13 kwietnia 2026
sam53
13 kwietnia 2026
Sorrowhead (ex Cheval)
12 kwietnia 2026
sam53
12 kwietnia 2026
violetta